poniedziałek, 19 grudnia 2016

it's Christmas time: share

Niedaleko naszego kawałka lasu, na skraju polany, pod linią drzew ktoś postawił paśnik dla saren i dzików. Zauważyliśmy go wczesną jesienią podczas spaceru i obiecaliśmy chłopcom, że wrócimy tu zimą, by wypełnić jedno z naszych tradycyjnych zadań z kalendarza adwentowego: dokarmić leśne zwierzęta. Dotąd napełnialiśmy jedynie karmnik dla ptaków przed domem i wieszaliśmy słoninę na drzewie albo zanosiliśmy orzeszki pod dziuplę zaprzyjaźnionej wiewiórki. Tym razem pokusiliśmy się jednak o akcję większego kalibru. Zabraliśmy ze sobą spory zapas siana, obierki jabłek, ziarenka i pokruszone suche pieczywo. Chłopcy byli bardzo przejęci i zaangażowani. Z zapałem rozkładali pokarm w paśniku, a J.J. rozwiesił też jabłkowe skórki na gałęziach pobliskich drzew i poustawiał wysoko pudełeczka ze słonecznikiem dla ptaszków - żeby im tego smakołyku ssaki nie podjadły. Nie chcieli potem w ogóle wracać do domu, a planowali czekać do wieczora, żeby zobaczyć, jak zwierzaki się schodzą na ucztę. 

czwartek, 15 grudnia 2016

winter around the corner

Pamiętam, jak w dzieciństwie bardzo bałam się Mikołaja, bo byłam święcie przekonana, że zamiast wymarzonych prezentów, przyniesie mi jednak rózgę. Cóż, nie należałam widocznie do zbytnio grzecznych dzieci. Kiedy dzwonił do drzwi albo stukał butami w przedpokoju, od razu chowałam się pod stół. Nie cierpiałam recytowania wierszyków i przytulania się do tego "obcego" gościa. Pewnie dlatego z wielką ulgą przyjęłam odkrycie, że to moi dziadkowie - raz jeden, raz drugi - się za niego przebierają. Ale nawet wtedy to nie jego pojawienie się było moim ulubionym świątecznym momentem, a... wyjście na mróz, na zaśnieżone miasto, czy to w drodze na wciąż magiczną dla mnie pasterkę, czy żeby rozprostować nogi i trochę spalić sutą kolację, czy w końcu - żeby wypróbować nowy prezent, jak na przykład rakiety tenisowe. Nigdy nie zapomnę, jak w Wigilię graliśmy z tatą na pustej, zaśnieżonej ulicy przed blokiem. Bardzo lubię to wspomnienie. 
Po tę niezwykłą ciszę, atmosferę i biel chodzimy z chłopakami zimą do lasu. Nie tylko w okolicach Świąt, ale przy każdej możliwej okazji. Na szczęście mamy ten las na wyciągnięcie ręki, niemal za rogiem. Przyłączcie się i Wy do naszego spaceru! Wszystkim nam przyda się chwila oddechu przez szałem pierniczenia, tłuczenia bombek i pakowania podarków.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

let your child believe

Chłopcy wierzą w Mikołaja. Tak, także J.J., który ma już 7 lat i odróżnia rzeczywistość od imaginacji. Nie wiem, skąd się bierze "problem" z Mikołajem, tak samo, jak nie wiem, skąd w ogóle w rodzicach potrzeba ogałacania dzieciństwa swoich dzieci z jego magicznych atrybutów. To jakby powiedzieć nagle dorosłym: "Hej, nie oglądajcie komedii romantycznych, Władcy Pierścieni, ani filmów si-fi! To przecież wszystko nieprawda! Nie czytajcie książek innych poza biografiami i reportażami!" Czy bez tej odrobiny wiary w cudowne możliwości, zbiegi okoliczności czy elfy nasze życie nie byłoby jednak smutne? 
Dzieci nie są głupie. Prędzej czy później same odkryją, jak to działa. Tak jak przed laty odkryliśmy to my. I co? Bolało? Zburzyło to nasze zaufanie do rodziców? Chyba nie, skoro podtrzymujemy tradycję.
Robimy to, bo wiemy, że jest piękna, wartościowa i ważna. Że nadaje Świętom nowego wymiaru. Tak samo, jak przypowieść o mędrcach i gwieździe betlejemskiej czy chórze aniołów, którzy zaprowadzili pasterzy do stajenki. Te opowieści również stanowią o magii świąt. Wiara w cuda, obojętnie religijne czy świeckie, jest nam wszystkim po prostu potrzebna.
Wiara J.J.'a w Mikołaja jest integralną częścią jego wiary w tę właśnie magię Świąt. Doskonale wie, że to my kupujemy prezenty, bierze w tym zresztą udział, pomaga wybierać i pakować właściwie od zawsze. Ale nie zmienia to faktu, że Mikołaj istnieje. No, bo przecież istnieje. Sami wiecie. Znacie adres, możecie do niego napisać albo nawet pojechać, jeśli macie trochę czasu i sporo kasy na zbyciu, albo zajrzeć do jego biura dzięki kamerce internetowej, albo spotkać się z nim, kiedy akurat jest przejazdem w Polsce. Mikołaj ma swoje mikołajowe obowiązki - cóż, praca, jak każda inna. Dostaje pensje, ale przecież nie aż tyle, żeby mógł kupić prezenty wszystkim dzieciom na świecie. On tylko ROZDAJE prezenty kupione przez innych i to tylko tyle, ile zdąży. Jeśli dziadek lub wujek przebiera się za Mikołaja, to przecież nie po to, żeby w wyrachowany sposób oszukiwać dzieciaki, tylko dlatego, że tak jest o wiele fajniej. 
Odkrywanie, ile jest prawdy w opowieści o Mikołaju, może być łagodne, jeśli pozwolimy dzieciom zrobić to w ich własnym tempie. Co roku będą zadawać kolejne pytania i składać sobie wszystkie informacje w sensowną całość. Z czasem też pewnie poczytają sobie na ten temat w Internecie. Nasz świat się od tego nie zawali, naprawdę. Bo dzieci rozumieją w lot, że snujemy tę mikołajową baśń z miłości do nich, z potrzeby tworzenia ciepłej, niezwykłej atmosfery, że to część tego, co buduje DOM. 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

winter books #2

Zimowo-świątecznych książek mamy już całkiem sporo (mogliście je zobaczyć także w tym wpisie, oraz w tym), a jednak trudno się oprzeć kolejnym tego typu lekturom. Mają wyjątkowy klimat, a długie wieczory dodatkowo zachęcają do zagłębiania się w te, w większości wzruszające historie. Dziś pokazuję Wam jednak nie tylko typowo sezonowe czytanki, ale i kilka pozycji, które doskonale nadają się na prezent pod choinkę, choć nie ma w nich ani słowa o zimie czy Świętach. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu. 

piątek, 2 grudnia 2016

long evenings

Listopad nie był łatwy. Choróbska ledwo dawały nam żyć. Grudzień też nie zapowiada się lepiej, ale nie narzekamy. Rozpieszczamy się codziennym kakao, ciepłymi zupami, pizzą z kukurydzą, syropem z buraków i wspólnymi zabawami.  Mnóstwem zabaw. Odkąd J.J. w ramach zajęć dodatkowych robi "odlotowe eksperymenty", przynosi do domu same rewelacyjne pomysły. Dlatego z wielką chęcią przystąpiliśmy do akcji Ładnebebe #długiewieczoryztublu. Kreatywność szalonych naukowców mogła znaleźć dodatkowe ujście, a ja skorzystałam z okazji, żeby zaopatrzyć ich w... fartuchy. Nie wiem, jak do tej pory dawałam radę bez nich. Serio! 

poniedziałek, 28 listopada 2016

board games

Wszyscy lubią planszówki. Trudno zresztą nie lubić. Ich wybór jest przeogromny, każdy z łatwością znajdzie coś dla siebie. My mamy ich w domu sporo (choć marzę jeszcze o kilku, m. in. o EGO i 5 SEKUND), dziś pokazuję Wam wyłącznie te, w które mogą grać wszyscy - i dorośli, i dzieci - i które się u nas sprawdziły. Wybaczcie stan pudełek - niektóre są u nas od kilkunastu lat!

środa, 23 listopada 2016

advent calendar

Najwyższy już czas pomyśleć o wypełnieniu kalendarza adwentowego. Wiem, że podobnie jak my, większość z Was także stawia przede wszystkim na zadania i małe gifciki. Wybór tych drugich znajdziecie poniżej, większość z nich za ok. 10-20, zaledwie kilka do 40. Przy okazji przypominam Wam wpisy z ostatnich lat: 3 zasady wybierania świątecznych podarunków i 7 reguł mądrych świątecznych zakupów. Zwróćcie uwagę na punkt 7 - bo wciąż jest i zawsze będzie n a j w a ż n i e j s z y!

środa, 9 listopada 2016

model

Korytarz pełen dzieciaków, wpatrzonych w ekrany telefonów. Zdenerwowane matki, które każą im powtarzać do znudzenia tekst z kartki. Poprawiające im włosy i obciągające koszulki. Żadna nie patrzy w oczy tej drugiej, bo z założenia są wrogami. I ich dzieci też. Nie daj boże, żeby się jedno do drugiego odezwało. Wychodzi ktoś z produkcji, podaje wstępną umowę. Matki wpisują dane, patrzą na kwotę dla dziecka. *00 zł, może *000. Będzie na te wszystkie modne ubrania, które śmigają na Instagramach i zbierają lajki - oby tych lajków, było chociaż tyle, co zer...

Taką macie mniej więcej wizję "modelowania", co?

Obiecywałam Wam ten post już od dłuższego czasu, ale zebranie - że tak brzydko powiem - do kupy wszystkich Waszych pytań, uwag i sugestii wcale nie było łatwe. Pozowanie dzieci do nie od dziś budzi skrajne emocje. Jedni uważają to za piękną pamiątkę i rodzaj młodzieńczej przygody, inni za wykorzystywanie nieświadomego dzieciaka do własnych celów, niektórzy traktują ten temat z "pewną taką nieśmiałością", drudzy bez żadnych skrupułów pchają swojego modela - na siłę wręcz - wszędzie. Co człowiek, to historia.

Tak, są takie scenki jak ta opisana wyżej. Są takie matki, ba! babcie takie są! Zepchnęłyby twoje dziecko ze schodów, gdyby mogły. Nazywają to ambicją, chociaż myślę, że działa tu zupełnie inny mechanizm. Jedno też wiem na pewno: nie ma takich dzieci, które chcą modelować, przy czym mówię tu o małych dzieciach, powiedzmy do lat 10, bo modeling to ich pasja. Okej, bywają takie dziewczynki, ale to jest nabyte i niejednokrotnie wiąże się przy okazji z "księżniczkowaniem". Z moich obserwacji wynika, że stosunkowo to właśnie dziewczynki mają najgorzej, ich mamy faktycznie nierzadko wytwarzają wokół modelowania presję co najmniej nieadekwatną do potrzeb, a tym bardziej zainteresowań dziecka. Z drugiej strony to również dziewczynki są same z siebie jednak znacznie bardziej chętne do współpracy niż chłopcy. Pomimo kilku lat prowadzenia bloga, pełnego zdjęć, a może właśnie ze względu na to, mogę Wam wciąż powiedzieć o moich chłopakach to samo, co na początku: oni nie pozują, nie pozwalają się przebierać i zdecydowanie nie są zainteresowani modą, w żadnym aspekcie. Nie rozmawiamy o tym. Rozmawiamy za to o grafikach na ubraniach, o tym, że ktoś się napracował, żeby stworzyć ten czy inny wzór. A także o wygodzie. J.J. jest już na tyle duży, że muszę (a przede wszystkim chcę) liczyć się z jego zdaniem, więc kiedy się na zdjęcia nie zgadza - trudno. Czekam, aż się zdecyduje, będzie miał humor, wenę czy coś go zainspiruje. Nie owijam w bawełnę i za każdym razem mówię mu szczerze, jak to działa: że dostał fajną rzecz w zamian za zdjęcia. Nie oszukujmy się, chłopaka najbardziej cieszą zabawki, gadżety, słodycze czy książki, wtedy transakcja jest dla niego atrakcyjna. A ciuchy?

sobota, 5 listopada 2016

little private forest

#budujemylas
To nasza hitowa rozrywka tej jesieni. Zbudowanie lasu wcale nie jest takie trudne, ani czasochłonne, jak mogłoby się wydawać. Potrzebujecie tylko skarbów, które dzieci znoszą garściami do domu z każdego niemal jesiennego spaceru, dużego słoika lub szklanego wazonu, trochę kamieni lub skorupek ślimaków na spód i kawałek leśnego runa, najlepiej gęstego mchu. Jeśli nie chcecie ingerować w naturalne procesy ekosystemu, poszukajcie miejsc zrytych przez dziki - my znajdujemy "płytki" mchu właśnie na takich poletkach. Kamienie układamy na dnie, pod mchem po to, by las można było podlewać, ale żeby nie stał w wodzie. Runo dobrze ubijamy i wtykamy w nie gałązki, listki , kawałki kory itp. W taki sposób, jaki nam podpowie fantazja. W naszym pierwszym lesie znalazł się też przepiękny muchomor, ale grzyby to nie jest najlepszy pomysł, bo szybko pleśnieją. Pięknie za to wygląda ususzona gałązka śnieguliczki, oczywiście razem z kulkami albo młodziutkie dęby, które możecie umieścić w słoiku razem z korzeniem i żołędziem, z którego wyrastają. Zwierzątka leśne, które widzicie w naszym minizagajniku, to produkt marki Trefl. 
Podejmiecie się wyzwania?

wtorek, 25 października 2016

autumn trends 2016/ best COATS

Zrobiło się zimno i czas już najwyższy pomyśleć o porządnej, ciepłej kurtce.  Tego typu zakup traktuję zawsze jak inwestycję na lata, tym bardziej, że okrycia po J.J.'u nosi potem Niedźwiadek. Ocieplana parka No Added Sugar służy J.J.-owi trzecią jesień/zimę i wciąż wygląda jak nowa. Ale nie zawiodłam się też nigdy na sieciówkach, o ile starannie wybrałam z ich oferty rzecz o ponadczasowym kroju, dobrze uszytą i "niezniszczalną". Dla chłopaków, którzy spędzają większość czasu na dworze, także w lesie i to niezależnie od pogody, ma to ogromne znaczenie. Podobnie jak to, żeby każdy z nich miał przynajmniej dwie kurtki na zmianę, a J.J. nawet trzecią - do szkoły - tu stawiam na te baleronowe modele, które z mojego doświadczenia najlepiej znoszą ciąganie po podłodze, za plecakiem, regularne gubienie się w szatni i na boisku, a przede wszystkim częste, bardzo częste pranie.  W szkole sprawdza się też świetnie kurtka w Minionki, którą zwyczajnie najtrudniej zgubić. 

Wybrałam dla Was kilkadziesiąt najfajniejszych modeli z aktualnej oferty sieciówek, podzielone na kombinezony dla maluszków, kurteczki dla mniejszych chłopców i dla większych chłopców, także nastolatków. Modeli praktycznych, ale nie "nudnych", które będą się zawsze świetnie prezentować, będą wygodne i nie zniekształcą dziecka, zamieniając go w bałwanka, kłodę czy jabłko na patyku. Mam nadzieję, że znajdziecie w tych propozycjach coś dla siebie. 

Powyżej: 1. Reserved, 2. Zara, 3. Zara, 4. Lindex, 5. T-A-O, 6. Endo, 7. Reserved, 8. Lindex

piątek, 21 października 2016

autumn trends 2016 with... NALLE/ good source

"Najlepszy nauczyciel to ten, który powie ci, gdzie patrzeć, ale nie powie ci, co widzieć" - brzmi jeden z moich ulubionych edukacyjnych cytatów. Kolejny Niedźwiadek przyniósł do domu wraz z piosenką, którą śpiewał podczas pasowania na przedszkolaka: "Ja się uczę, gdy się bawię, bo w zabawie jest ciekawiej". Myślę, że to dobry suplement do ostatniego szkolnego wpisu: dla dziecka WSZYSTKO jest nauką, każda chwila przynosi nowe odkrycia, rozwija, kształtuje, daje mnóstwo radości i satysfakcji, więc jeśli od samego początku pozwolimy mu swobodnie zdobywać wiedzę, z otwartym sercem i umysłem, nie zniechęci go do tego potem nawet najgorszy nauczyciel. Choćby dlatego, że to my jesteśmy tym pierwszym i najważniejszym z nich, i robimy to dobrze. Na wszelki wypadek, jeśli nikt Wam jeszcze tego dzisiaj nie powiedział: głowa do góry, mamuśki (i ojcowie!), dajemy radę!

wtorek, 18 października 2016

autumn trends 2016 with... EFVVA/ positive attitude

Nastawienie - to dla mnie słowo-klucz, jeśli chodzi o edukację chłopaków. Wiem, że targają Wami te same lęki co mną, macie te same wątpliwości (przypominam POST sprzed dwóch lat, który narobił wtedy trochę zamieszania, a jednak niewiele się od tego czasu zmieniło oraz najnowszy z początku tego roku) i marzycie o spokoju ducha, odprowadzając Wasze dzieci codziennie do placówek, obojętnie - publicznych czy prywatnych.
Jak Niedźwiadek odnalazł się wśród rówieśników? Czy lubi swoje panie? Czy leżakuje? Czy J.J. dobrze sobie radzi? Czy chętnie odrabia lekcje? Czy ma ich bardzo dużo? Pytacie mnie o różne aspekty, które Was niepokoją i cieszę się, kiedy mogę pomóc, albo chociaż podpowiedzieć jakieś sprawdzone rozwiązanie.

W większości przypadków działa to tak, że dziecko wyczuwa nasze obawy (nawet te, których wydaje nam się, że nie wyraziliśmy!) i przejmuje je jako swoje własne, "zaraża się" nastawieniem, a także stosunkiem do nauczyciela, systemu oceniania i organizacji zajęć. Stąd mam poczucie (i odrobinę pewności po rozmowach z mądrzejszymi ode mnie, w tym psychologami), że kluczową kwestią jest to, w jaki sposób JA mówię o szkole czy przedszkolu, o paniach i o zadaniach, ale przede wszystkim chyba o tym, CZEGO - zwłaszcza od J.J.'a - tak naprawdę oczekuję.
Tak, dobrze czytacie: skupiam się właśnie na tym, czego ja jako mama oczekuję od mojego syna, nie na tym, czego oczekuje pani - to jest dla mnie kwestia trzeciorzędna.
Jedno z moich ulubionych powiedzonek brzmi:

środa, 5 października 2016

autumn trends 2016 with... PAN PANTALONI / make the world a good place

Szczęście to stan umysłu, nie konta, nie szafy, nie cywilny. 
Można sobie ten stan wypracować, wytrenować swoje myśli w taki sposób, by prowadziły do pozytywnych wniosków, wyćwiczyć w sobie optymizm i dostrzeganie wokół przejawów dobra, i można... nauczyć tego dzieci. Trochę tych postów o emocjach już u nas było (o empatii, o zazdrości, o wewnętrznym wybieraniu, o radzeniu sobie z dziecięcą złością, i swoją własną). Właściwie śmiało można uznać ten temat za Leitmotiv bloga ;) Dziś chcę Wam opowiedzieć o tym, JAK UCZYĆ DZIECI DOSTRZEGANIA PIĘKNA wokół. To o tyle łatwe, że dzieci same je widzą. Właśnie dlatego, że są dziećmi i nie mają żadnych uprzedzeń, nie mają też doświadczeń i wiedzy, która kazałaby im oceniać coś negatywnie. Wszystko, co nowe, wydaje im się interesujące, a to, co interesujące, niejako z automatu jest piękne. Nasze zadanie sprowadza się więc do tego, by nie zniechęcać, nie obrzydzać i nie podsuwać złych ocen oraz dawać przykład. To ostatnie okazuje się najtrudniejsze. 
Nietypowe imię czy ciuch, kucyk u faceta, wózek inwalidzki, ciemna skóra, maniera językowa, odstające uszy - stygmatyzować może wszystko, a jednocześnie NIC stygmatyzować nie musi. Dopóki dziecko nie usłyszy z naszych ust, że coś jest dziwaczne, dopóki tego nie wyśmiejemy, dla niego będzie to coś zupełnie normalnego. Innego, ale wciąż normalnego. Nie chodzi o to, żeby o inności nie rozmawiać i nie zwracać na nią uwagi. Wręcz przeciwnie. Rozmawiać trzeba. Z zachowaniem neutralności. 

wtorek, 4 października 2016

autumn trends 2016 with... SAMODOBRO / wild and free


Dzieciństwo ma swoje prawa. Jednym z nich jest możliwość nieustannego poznawania. Dzieci potrafią to najpiękniej, bo - w przeciwieństwie do nas-dorosłych - umieją się jeszcze wszystkim zachwycić. Wcale nie potrzebują wiele, by odczuwać wielką ekscytację albo dumę ze swojego odkrycia. Niedźwiadek i ja uczymy się od J.J.'a i podziwiamy jego ogromne serce, otwartość i odwagę w kontakcie z naturą. 
Pisałam Wam już o tym, że w czasie wakacji J.J. uratował ptaka, który utknął między listwami pod dachem - wspiął się tam, wyciągnął go i wypuścił. Ptak był tak wystraszony, że jeszcze przez dłuższą chwilę siedział na dłoni J.J.'a jak w bezpiecznym gnieździe i odzyskiwał spokój. Prawie się popłakałam, serio! 
Niedawno zobaczyliśmy z kolei, jak jeż w panice uciekał przed samochodem, który przejeżdżał naszą ulicą i wpadł w siatkę, grodzącą ogród opuszczonej posesji niedaleko naszego domu. Podeszliśmy tam i okazało się, że jeż nie może się stamtąd wydostać. Zaplątał się nie tylko w siatkę, ale i porastający ją bluszcz. Muszę przyznać, że bałam się go dotknąć - byłam pewna, że jeże kłują! J.J. nie miał żadnych oporów. Wyplątaliśmy go razem (jeż okazał się szorstki jak pumeks, a nie kłujący!) i przenieśliśmy na ścieżkę, którą mógł wrócić do lasu. 
Tę jaszczurkę, którą widzicie na zdjęciach, wujek chłopaków wykopał niespodziewanie z ziemi podczas sadzenia krzewów. Mało brakowało, a nasz pies zjadłby ją jednym kłapnięciem. J.J. ponownie okazał się bohaterem i wyniósł ją w bezpieczne, wysokie trawy nad rzeką. Po drodze zdążył się z nią zaprzyjaźnić i oswoić z nią sceptycznego z początku Niedźwiadka. 
***
Niedźwiadek zdecydowanie woli florę od fauny, a już szczególnie florę, którą można jeść. Za każdym razem pyta, czy dana roślina nadaje się do posmakowania i wzdycha rozczarowany, słysząc, że nie. Ale kwiatki zbiera nawet pomimo ich niejadalności.
- Będą dla ciebie, mamo. Albo nie. Wiesz co, są takie ładne, że będą lepiej dla mnie, okej?
:D

poniedziałek, 26 września 2016

autumn trends 2016 with... RASPBERRY REPUBLIC / secret garden

Butelkowa zieleń to mój ulubiony kolor (a Wasz?). To do niej najchętniej wracam, szczególnie jesienią. Lubię nastrój, jaki tworzy. Jakoś od razu, od samego tylko patrzenia na nią wokół robi się przytulniej i cieplej, pomimo jesiennych chłodów, które da się już wyraźnie wyczuć. Cieszę się, że w tym sezonie wszystkie ciemne odcienie zieleni robią taką furorę, bo wreszcie jest w czym wybierać. Cieplej jest także między chłopcami, przynajmniej przez pierwszą godzinę po lekcjach/zajęciach ;) Szkolno-przedszkolna rozłąka dobrze robi ich wzajemnej relacji. Mają czas, żeby się za sobą stęsknić i się nawzajem docenić. Co ciekawe, Samotny Wilk J.J. tęskni równie mocno, co towarzyski Niedźwiadek. Uwielbiam patrzeć, jak padają sobie w ramiona i niemal się duszą z tej miłości ;) Oczywiście wiem, że niedługo znów wybuchnie między nimi Awantura Gigant, bo na przykład Niedźwiadek coś zepsuje, żeby sprawdzić, jak to działa, a J.J., który z mozołem to stworzył, zezłości się i wyrzuci brata z pokoju. Albo to Niedźwiadek postawi swoją wieżę, a J.J. jako zawsze-wiedzący-lepiej będzie go tonem nieznoszącym sprzeciwu pouczał, co należy w tej budowli zmienić. Jednym słowem: normalka! 
Często pytacie mnie, czy chłopcy się kłócą, a ja odpowiadam: zawsze, ciągle, i może trochę do znudzenia powtarzam: nie bójcie się sprzeczek pomiędzy rodzeństwem. W końcu z kim mają drzeć te koty i na kim trenować trudną sztukę osiągania kompromisu? Od kogo mogliby się lepiej nauczyć, że nawet duże różnice są do zaakceptowania, a miłość nie oznacza konieczności bycia takim samym jak ta druga osoba? Komu młodszy miałby wchodzić na głowę jak nie starszemu? Kim starszy mógłby próbować rządzić jak nie młodszym? W ich mikrokomórce społecznej nieustannie coś się dzieje, zmienia, rozwija. Jak - nomen omen - w ogrodzie. Ja (i Wy też, w ogródkach Waszych dzieci) jestem tu tylko od pielenia i podlewania ;)

piątek, 23 września 2016

autumn trends 2016 / our TOP 35


Przygotowałam dla Was jesienny przegląd ubrań i dodatków z aktualnej oferty sieciówek. Wybrałam nie tylko takie, które wpisują się w trendy, ale przede wszystkim praktyczne i idealne do noszenia na co dzień, zwłaszcza dla aktywnych chłopców, którzy lubią wspinać się po płotach, budować szałasy na skraju lasu czy szaleć na hulajnogach. Możecie go potraktować jak listę zakupów, albo uzupełnienie wpisu o inspiracjach na nowy sezon, bo jest to naturalnie wybór bardzo subiektywny, chociaż patrząc na kolory i fasony, obecne w tych zestawieniach - także wyjątkowo uniwersalny. 
Dajcie znać, co wpadło Wam w oko.

środa, 21 września 2016

autumn trends 2016 with... YOU N' ME / partners in crime




"Kocham cię,
kiedy jesteśmy razem.
I kiedy wy jesteście razem.
Kocham cię, bo jesteś moim dzieckiem,
ale nigdy nie będziesz
tylko mój."
- brzmi fragment książki "Miłość".

Robię krok w tył, usuwam się w cień, patrzę na nich. Tych dwóch facetów - ojca i syna. W głowie brzmi ciche, ale wyraźne: nie przeszkadzać. Są tacy fajni razem, tacy zaabsorbowani. I tak świetnie wyglądają w tych bluzach, które idealnie do siebie pasują, pomimo tego że się różnią. Jak oni. 

poniedziałek, 19 września 2016

autumn trends 2016 with... GROSHKI / goodbye summer

Znacie lepszy sposób na pożegnanie lata niż biwakowanie na plaży? No, okej, pewnie znacie niejeden, ale ten także jest świetny. Uwierzcie lub sami spróbujcie. Chłodne powietrze powoli wkrada się do naszego domu, czujemy je zwłaszcza rano, kiedy stawiamy bose stopy na podłodze przy łóżku albo wieczorem po ciepłej kąpieli - płytki w łazience nie są już tak przyjemne jak jeszcze dwa, trzy tygodnie temu. Za to piasek - ten jeszcze pachnie słońcem. Rozpoczynamy dziś cykl, poświęcony jesienny trendom (będą stylizacje z rzeczami z najnowszych kolekcji polskich i zagranicznych marek oraz specjalne kody zniżkowe na zakupy dla Was - tak, tak, niemal wszystkich naszych partnerów na to namówiłam! brawo ja!) i pierwszej sesji nie mogłam sobie wyobrazić inaczej niż w takim właśnie nostalgicznym klimacie - bo tli się w nas jeszcze żywo tęsknota za ciepłem i wakacjami, czujecie to, prawda? Więc i kolory - żółcie, pomarańcze, szarości, granaty - i niesamowicie miękkie tkaniny ubrań, które wybrałam dla chłopaków z najnowszych kolekcji, ogrzewają, otulają i współgrają z ciągle błękitnym niebem. 
Obejrzycie zdjęcia i dajcie znać, jak się Wam podobają nasze wybory.
Na końcu czeka na Was miła (NIE)SPODZIANKA :D

czwartek, 15 września 2016

Madrid (without kids)

Różnimy się z moją mamą pod niemal każdym względem. Nie jesteśmy do siebie podobne fizycznie, inaczej patrzymy na świat, według innych kryteriów dobieramy sobie i przyjaciół, i ciuchy, robimy drobne zakupy, czy podejmujemy ważne życiowe decyzje. Ale obie tak samo kochamy sztukę i... zwiedzanie do upadłego. Dlatego czas, który spędzamy ze sobą na wycieczkach, jest naprawdę bezcenny. Tym razem poleciałyśmy do Madrytu, z Itaką - dość dokładny opis wyjazdu znajdziecie na stronie organizatora. Plan dnia był jednak znacznie bardziej wypełniony. Oprócz wymienionych tam atrakcji odwiedziłyśmy jeszcze Muzeum Królowej Zofii, przede wszystkim po to, żeby zobaczyć na żywo słynną "Guernicę" Picassa i dzieła Dalego oraz CaixaForum - niezwykłe, lewitujące centrum sztuki z wertykalnym ogrodem, gdzie trafiłyśmy akurat na wystawę prywatnej kolekcji, również z dziełami Picassa, a także Degas, Modiglianiego czy Kokoschki. 
Przy okazji powiem Wam, że doznałam lekkiego szoku, bo bilet do Caixa kosztuje 4 Euro, a np. za wejście na stadion Realu Madryt płaci się 20 Euro (!). 
Pomimo napiętego harmonogramu miałyśmy jeszcze czas na zakupy (oczywiście nie mogłam sobie odmówić wejścia do dziecięcej Zary), picie po hiszpańsku (tj. od dość wczesnych godzin i mieszając trunki) - vermut, sangrię i wino (najlepszy cydr z San Sebastian przywiozłam do domu, a co!), delektowanie się owocami i najpyszniejszą na świecie paellą. Za namową przewodnika spróbowałam też tradycyjnej madryckiej buły z kalmarami. Mniam! 
Madryt pod wieloma względami przypominał mi Warszawę. To takie pełne przepychu, królewskie miasto. Mnóstwo ludzi w wiecznym pędzie, choć korki jednak znacznie mniejsze, być może dzięki kilkunastu liniom metra. Jeśli byliście wcześniej w Barcelonie, od razu poczujecie swoisty "brak klimatu". Co nie znaczy, że nie ma się tu czym zachwycać. Pomimo swojej raczej mało tolerancyjnej historii, na każdym kroku widać tu wpływ multikulturowości (podobno pani burmistrz jest socjalistką!), jednocześnie jednak na ulicach jest bardzo dużo policjantów, niejednokrotnie uzbrojonych po zęby. Mimo wszystko przepisy traktuje się raczej teoretycznie: nie wolno pić w miejscach publicznych, nie wolno przechodzić na czerwonym świetle - a i tak robią to niemal wszyscy, i wcale się z tym nie kryją. Moją uwagę zwróciło też zjawisko, którego u nas nie umiałabym sobie nawet wyobrazić. Grupki młodych facetów, idących razem na zakupy. Ciuchowe zakupy, zaznaczam. Już pomijam, że koczki, kiteczki, różowe buty i t-shirty w kwiatki w niczym nie ujmują Hiszpanom męskości, ale te wspólne, męskie wypady do sklepów - hmm. No, nie wiem. 

czwartek, 8 września 2016

lunch time


Śniadanie do szkoły to niełatwy temat, ale na szczęście dość szybko nabiera się w tym wprawy. Mówię to z autopsji ;) Od czasu zeszłorocznych postów sporo się zmieniło. Drugie śniadania J.J.'a nabrały bardziej konsekwentnej formy, choć są różnorodne, lepiej zbilansowane i właściwie się nie zdarza, by były nietrafione, co - uwierzcie mi - było nie lada wyzwaniem przy takim niejadku jak J.J. Zanim jednak przejdę do konkretnych propozycji, chciałabym Was zaprosić do podjęcia wyzwania - 12 września, tj. w najbliższy poniedziałek obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Drugiego Śniadania i warto skorzystać z tej okazji, by przyłączyć się do akcji Jem drugie śniadanie. Na stronie kampanii znajdziecie wiele pomysłów na drugie śniadania i przepisów na kanapki, autorstwa znanych rodziców - można się nimi zainspirować. Na naszym fanpejdżu będzie też można zgarnąć lunchboxy z logo akcji. 

Dlaczego to takie ważne? 
Bo pożywne śniadanie do szkoły ma za zadanie zapewnić małemu uczniowi energię, niezbędną podczas każdego dnia, zawsze przecież pełnego wrażeń i nowych odkryć. To, czy maluch jest najedzony, odbija się też na poziomie jego koncentracji i funkcjonowaniu jego systemu nerwowego, co z kolei rzutuje na kontakty z kolegami i nauczycielami. Pamiętajmy, że nauka, nawet ta w formie zabawy, to dla dziecka ciężka praca. Badania wykazują, że uczniowie, który regularnie jedzą śniadanie i lunch, mają średnio o jeden stopień lepsze oceny od rówieśników, którzy tego nie robią. Niestety aż 30% uczniów nie spożywa w szkole żadnego posiłku!

Co jeszcze warto wiedzieć?
Szacuje się, że uczniowie klas 1-4 powinni spożywać dziennie ok. 2,5 tysiąca kalorii, rozłożonych na 5 posiłków. Drugie śniadanie ma pokrywać ok. 15% tych potrzeb. Ze względu na duży wysiłek dla mózgu najlepiej, by szkolny posiłek był bogaty w węglowodany złożone (ale nieprzetworzone) – to one są bowiem podstawowym źródłem energii. Do tego sporo białka, które daje uczucie sytości, i dobre tłuszcze. Ponieważ układ pokarmowy jest najsilniejszy rano i może wtedy wyekstrahować najwięcej wartości z posiłków, warto wzbogacić śniadanie o produkty wysokowitaminowe, czyli owoce lub warzywa. Szkoła J.J. bierze udział w programie Owoce i warzywa w szkole, więc tę część posiłku mamy zagwarantowaną. Dlatego komponując jego śniadanie czy lunch skupiam się przede wszystkim na produktach białkowych, "dobrych tłuszczach", np. w postaci orzechów oraz wartościowych węglowodanach, tj. pieczywie czy innych formach zbóż.
I uwaga: w urozmaicaniu składu posiłków nie chodzi wyłącznie o to, by się one dziecku szybko nie znudziły, ale też o to, by dostarczyć małemu organizmowi jak najbardziej kompleksowej ilości składników.

Jak uniknąć nudy?
Korzystać z fajnych przepisów, zaopatrzyć się w estetyczne pudełka śniadaniowe i torebki na kanapki czy drobne przekąski, zastępować produkty, np. tradycyjne pieczywo takim z ziarnami (pozwólmy jednak dziecku zdecydować, czy woli pestki dyni, sezam, słonecznik, czy może czarnuszkę), albo rogalem, albo naleśnikiem, albo domowym muffinem. Wytnijmy z kromek ciekawe kształty za pomocą foremek do ciastek. Dorzućmy życzenia "Smacznego". Od czasu do czasu zrezygnujmy z kanapki na rzecz kaszy jaglanej, manny z dodatkiem masła, albo budyniu. Nie bójmy się dać dziecku do szkoły dań do jedzenia łyżeczką - poradzi sobie. Podobnie jak z jajkami na twardo (o ile je lubi). Jajka są zresztą idealnym produktem na śniadanie małego ucznia – dostarczają pełnowartościowego białka, a także luteiny, odpowiadającej za dobry wzrok i witamin: A, B, D i E. 

wtorek, 6 września 2016

autumn 2016: feel inspired

fot.Scotch Shrunk
 
Jesienne kolekcje to moje oczko w głowie. Uwielbiam w nich wszystko - kolory, klimat, przytulność, ciepło, magię. W tym roku tej ostatniej jest chyba najwięcej. Widzę odejście od graficznych wzorów i multimotywów na rzecz prostoty, jednobarwnych elementów, stonowanych printów, nierzadko tylko symbolicznych. Wraca urocza krata. Czarują ciepłe ceglane odcienie, szarości i... niesamowite wręcz ilości wszelkich odmian błękitu. Tak, ten sezon zdecydowanie należy do niebieskości. Co mnie bardzo cieszy, bo chyba żaden inny kolor nie niesie ze sobą tyle spokoju, dobra i empatii.
Poniżej garść inspiracji. Dajcie znać, co Was oczarowało.
Może macie też swoje ulubione kolekcje, które przeoczyłam. 
Czekam na feedback :*

niedziela, 4 września 2016

Legoland Billund - know how

Decyzja o wyjeździe do Legolandu zapadła u nas w tym roku błyskawicznie i spontanicznie. Nie żałujemy - było świetnie, ale zanim Wy podejmiecie podobną, obalę tu kilka mitów i zdradzę kilka przydatnych (mam nadzieję) patentów. 

1. Decydując się na taki wyjazd, nawet w super-hiper-oszczędnej opcji, trzeba się liczyć z kosztami. Podróż (samochodem), nocleg (pole namiotowe - ok. 250 zł/doba), parking (ok. 30 zł/dzień) plus bilety dla naszej czwórki, i już nie ma pierwszego tysiaka. Opcji jest wiele, w zależności od tego, na ile dni chcecie się w Billund zatrzymać, co zwiedzić, gdzie spać, co jeść itd., ale taniej nie będzie na pewno. My skorzystaliśmy z kuponów - darmowych wejściówek dla dzieci. Można je wyciąć z aktualnych katalogów Lego (tych na czerwiec-grudzień 2016) - są ważne do 30.06.2017, z tym że obowiązują tylko wtedy, kiedy rodzic kupuje bilet na miejscu i w pełnej cenie. Kupując bilety online, możecie co prawda oszczędzić 15%, ale nadal wychodzi to więcej niż ze wspomnianymi wejściówkami, bo ok. 690 zł, podczas gdy my zapłaciliśmy ok. 420. Spora różnica, prawda? 

2. Kolejki. Nie bójcie się ich. Bądźcie sprytni ;) Jeśli jedziecie w środku wakacji, celujcie raczej w środek tygodnia, nie weekend. My wybraliśmy wtorek. Przyjechaliśmy na miejsce dzień wcześniej przed planowanym Lego-szaleństwem, po południu, kasy były jeszcze otwarte, ale nie było już żadnych kolejek (następnego dnia rano ciągnęły się na co najmniej półtorej godziny stania), więc bez problemu, bez żadnego czekania kupiliśmy bilety na następny dzień. Co więcej: od godziny 17.30 do Legolandu można wejść za darmo. Skorzystajcie z tej opcji koniecznie. Wszystkie atrakcje funkcjonują do 18, ale ludzi jest już o tej porze znacznie mniej, więc można te pół godzinki dobrze, aktywnie wykorzystać. Proponuję zawczasu wybrać dwie-trzy przejażdżki. 
Ponadto park jest otwarty aż do 20, co oznacza, że można w spokoju go zwiedzić i bez pośpiechu obejrzeć całą wystawę miniatur (przeogromną), na co w ciągu dnia dzieciom byłoby zwyczajnie szkoda czasu, gdyby kusiły ich wszechobecne rozrywki, z kolei wieczorem po całym Lego-dniu byłyby na nie... zbyt zmęczone. Jest to także najlepszy moment na zrobienie ewentualnych zakupów. W ciągu dnia kolejki w sklepach są zabójcze, o wiele dłuższe niż do jakiejkolwiek atrakcji. Do tych staliśmy średnio ok. 10 minut (średnio, tzn. że do niektórych 2 minuty, a do innych 20, ale to był maks i miało to miejsce może ze dwa razy). Ach - jeśli macie dziecko w wieku 0-5, warto ten bonusowy czas wieczorem wykorzystać na zabawę na placu zabaw Duplo. Tylko wtedy da się z niego naprawdę skorzystać. W ciągu dnia jest niestety tak przeludniony, że dzieci ledwo się obok siebie mieszczą.  

3. Nie zakładajcie, że w jeden dzień "pójdziecie na wszystko". Musielibyście być - i Wy, i Wasze dzieci - cyborgami. Mało kto jest w stanie w ogóle przetrwać te 10 godzin (10-20) na nogach (wygodne buty to konieczność!), zwłaszcza latem. Wraz z biletami dostaniecie mapę z opisem atrakcji - siądźcie sobie nad nią rodzinnie przy kolacji lub śniadaniu i zdecydujcie, co na pewno chcecie przeżyć (możecie spokojnie wybrać ok. 7-9 "przejażdżek"). Wybierzcie kilka atrakcji dodatkowych, gdyby starczyło Wam czasu i energii (nam starczyło), ale przede wszystkim zaplanujcie czas na odpoczynek i przekąski (jedzenie w Legolandzie jest stosunkowo drogie i raczej fastfood'owe, stąd bardzo wiele osób przychodzi z własnym prowiantem, my również tak zrobiliśmy - polecam to rozwiązanie też dlatego, że oszczędza jeszcze innych kolejek - tych w restauracjach). Bez tego dalej ani rusz. 
Pamiętajcie: weźcie ze sobą dużo picia i ubrania na zmianę. Zwłaszcza dla dzieci. Większość atrakcji wiąże się z wodą. Prędzej czy później wszyscy będziecie mokrzy.
 
4. Małe dzieci też mogą się w Legolandzie doskonale bawić. Faktycznie wiele atrakcji ma wyznaczony dolny limit wzrostu, dla bezpieczeństwa - te informacje znajdują się także na mapie, więc możecie sobie wszystko dobrze zaplanować. Zwróćcie uwagę też na to, czy dany limit wyklucza malucha całkowicie z danej zabawy, czy oznacza, że będzie mógł z niej skorzystać z rodzicami. My wzięliśmy Niedźwiadka np. na rodzinne wyścigi wozów strażackich, bitwę morską czy ekstremalny spływ indiańskim kajakiem. Ale już np. do domu strachów poszedł tylko Pan Mąż i J.J. - w tym czasie Niedźwiadek szalał pod moim okiem na karuzeli, a kiedy J.J. robił prawo jazdy w szkole Seata (od 7 roku życia) - Niedźwiadek podróżował samolotem, pociągiem i diabelskim młynem w Duplolandii.
 
5. Nie traćcie głowy. Bo o to łatwo. W takich miejscach nietrudno dać się naciągnąć, a kosztuje tu wszystko - zdjęcie, które cyknęła Wam kamerka, rzucanie piłeczką do celu, bo nagroda taka ładna itp. Moim zdaniem lepiej wydać tę kasę na Lego. Ceny są porównywalne do tych w Polsce, a niektóre gadżety czy zestawy wychodzą nawet taniej. Przykład pierwszy z brzegu: minifigurka kosztowała mniej więcej tyle, co... suszenie się po bitwie morskiej w bajeranckiej suszarce.

***
Jeśli macie jakiekolwiek pytania, śmiało!      
Mam nadzieję, że moje wskazówki sprawdzicie w praktyce. 
Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnicie ten post. 
Może jeszcze komuś się przyda.

wtorek, 30 sierpnia 2016

and so the adventure begins

Denerwujecie się przed 1 września? Ja bardzo. Może nieco mniej niż przed zerówką w szkole i nieco mniej niż cztery lata temu, kiedy J.J. szedł po raz pierwszy do przedszkola, ale to nadal oznacza, że moje nerwy są praktycznie w strzępach ;) W tym roku czekają nas wszystkich - a głównie chłopaków - wielkie kroki milowe do zrobienia. J.J. zaczyna I klasę i chociaż zna już szkołę na wylot, dobrze się tam czuje i ma sporo znajomych, to jednak czuje, że "zabawa się skończyła". Staramy się przekazać mu pozytywne nastawienie i dodać otuchy, ale jeśli też macie wrażliwe, nerwowe dziecko, to sami wiecie, że nawet stawanie na rzęsach nie pomoże. Po cichu liczę na to, że wychowawczyni okaże się "równą babką" i rozładuje nieco to napięcie. O tym, że ten rok będzie przełomowy także dla Niedźwiadka, dowiedzieliśmy się... dzisiaj rano. Dyrektorka przedszkola zadzwoniła z wiadomością, że właśnie zwolniło się dla niego miejsce, choć byliśmy przekonani, że jako trzylatek nie będzie miał raczej szans na przyjęcie. O dziwo, chociaż sytuacja nas nieco zaskoczyła, o Niedźwiadka się jakoś nie bardzo boję. To przebojowy, wygadany i wyjątkowo towarzyski chłopak, który - o czym jestem przekonana - świetnie się w przedszkolu odnajdzie. On sam zresztą był od początku przekonany, że ta placówka, którą mijamy po drodze do szkoły, to będzie właśnie jego przedszkole, że na tym właśnie placu zabaw będzie spędzał czas i w tej właśnie sali, z której dobiegały nas śmiechy maluchów, będzie grzecznie jadł obiadek. Swój i jakiegoś kolegi-niejadka ;)  

czwartek, 25 sierpnia 2016

Sylt Island

Wrzosowiska wszędzie wokół, szosa przez środek wyspy, Morze Północne po obu jej stronach, domy, kryte strzechą i powietrze, przesycone słodkim zapachem dzikich róż. Taki jest w skrócie niemiecki Sylt. Dotarliśmy tam pociągiem, który przewozi samochody. Już samo to było dla chłopaków ekscytującym przeżyciem. Na miejscu zaskoczył nas ogrom pola namiotowego (i brak jakiegokolwiek planu rozbijania się - każdy po prostu szukał sobie miejsca, w którym szanse na zwianie namiotu były jak najmniejsze, co wcale nie było łatwe) i piach, który był absolutnie WSZĘDZIE. Niesamowite było też to, że góra tego piachu, usypana na plaży i oznaczona napisem "wstęp tylko dla dzieci" wystarczyła wszystkim dzieciakom na długie godziny szaleństw. Naprawdę, niczego oprócz tej góry nie potrzebowali. Ktokolwiek to wymyślił, miał faktycznie genialny pomysł. Na zdjęciach możecie zobaczyć, jak bardzo wiało :) oraz jak bardzo było... pusto. To jednak tylko złudzenie. Plaża, na której byliśmy, okazała się równocześnie plażą dla nudystów i przy wejściu na nią widniała prośba, by uszanować tę swobodę i nie fotografować innych, dlatego zanim zrobiłam zdjęcie, czekałam na odpowiedni moment, by nie mieć w kadrze nikogo prócz moich chłopaków. Z opowieści znajomych słyszeliśmy, że Sylt jest dość drogi i lansiarski. Faktycznie widać to po samochodach i starszych panach z młodymi laskami u boku, ale jednocześnie nie miałam wrażenia, że ktoś tu kogoś taksuje czy ocenia, więc niezależnie od stanu portfela można się tu czuć swobodnie i po prostu dobrze się bawić. Kwintesencją tego jest chyba właśnie ten tekst z plaży o szanowaniu wolności innych. Ideologicznie bardzo mi to pasowało :)

środa, 24 sierpnia 2016

Poel Island

Pierwszym przystankiem na naszej drodze do Legolandu była mała, niemiecka wyspa na Bałtyku - Poel. Wjechaliśmy na nią wąskim cyplem, otoczonym polami i rozlewiskami morza, które wyglądały jak jeziora. Na wyspie jest kilka urokliwych miasteczek i na początku nie byliśmy zdecydowani, gdzie zostać na noc, ale kiedy my zobaczyliśmy port i cudowną, małą latarnię morską, a chłopcy - wielki statek-plac zabaw tuż przy morskim brzegu (śmiem twierdzić, że spędziliśmy tam 80% czasu na wyspie) - przepadliśmy. Wyspa ma niezwykły klimat, jest tu cicho i spokojnie, choć oczywiście wieje non stop i od razu pożałowaliśmy, że na tę wyprawę nie zabraliśmy dzieciom (i sobie) czapek. Łatwo tu zwolnić, odetchnąć i wyluzować. Jeśli kiedykolwiek oglądaliście jakieś niemieckie romansidło, to właśnie takie miejsca są gotowym planem filmowym. 
Startowaliśmy z Łukęcina i jechaliśmy ok. 4 godziny, wliczając w to krótką przerwę na obiad. Nocowaliśmy na polu namiotowym, tuż przy wspomnianej latarni. Z własnym zejściem na przepiękną plażę. Koszt takiego noclegu to ok. 30 Euro. Na wszystkich polach za granicą obowiązuje cisza nocna, zwykle od godziny 22. Mieliśmy obawy, czy nasze mocno podekscytowane przygodą chłopaki, dadzą radę się uspokoić, ale nie było źle ;)

wtorek, 23 sierpnia 2016

beach life

Dzisiaj dla odmiany trochę więcej kardów z eksplorowania plaży, a mniej z atrakcji okołomorskich ;) Pomimo uczucia, jakim darzymy polskie morze, zazwyczaj unikamy długiego plażowania, wybierając raczej rowery, parki linowe, gokartowe szaleństwa i wesołe miasteczka. W tym roku nie trafiliśmy jednak na upały, więc z przyjemnością korzystaliśmy z chłodnych powiewów, wspaniale pachnącego powietrza, przejrzystego nieba i przestrzeni. Choć oczywiście wspomnianych urozmaiceń tradycyjnie nie dało się pominąć. Kolejny rok z rzędu J.J. dysponował swoim dobytkiem materialnym w postaci 2-złotówek, które zbierał przez cały rok, od poprzednich wakacji i mógł je swobodnie wydawać na wszelkie automaty i inne kolorowe pierdoły, obok których dzieciaki nie potrafią przejść obojętnie. Polecam Wam gorąco takie rozwiązanie. Dzięki niemu praktycznie nie ma marudzenia, za to pojawia się zaskakująco dojrzały rozsądek i samokontrola. Myślę, że już w przyszłym sezonie Niedźwiadek też dostanie swoją wakacyjną nereczkę na drobniaki, ale obawiam się, że w jego przypadku wszystko błyskawicznie rozejdzie się na... lody i gofry.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

blue blue sky

Tegoroczne wakacje miały być spokojne i przewidywalne: tydzień nad morzem u taty, tydzień w domu moich rodziców. Dopóki tuż przed wyjazdem nie wpadł nam w ręce katalog Lego, a w nim darmowe wejściówki do Legolandu dla dzieciaków. Kiedy tylko padło hasło "Legoland", nie było już odwrotu. Chłopcy zapalili się do pomysłu i codzienne zarzucali nas pytaniami, kiedy i czy na pewno, a my knuliśmy, co by tu jeszcze przy okazji po drodze zobaczyć, bo że nie chcemy pokonywać całej trasy od razu, było dla nas dość oczywiste - chłopcy są na takim etapie, że cokolwiek by w samochodzie nie robili, sam fakt, że muszą siedzieć, przypięci pasami, mocno ich deprymuje. Po rzuceniu okiem na mapę szybko padło na wyspy: Poel, Sylt i Romo, po których spodziewaliśmy się malowniczych widoków, ciekawych przepraw i... wiatru (wszystko zobaczycie w kolejnych postach). Zanim wyruszyliśmy w tę podróż, spędziliśmy jednak zgodnie z planem kilka dni na zachodnim wybrzeżu Bałtyku, tak bliskim mojemu sercu, i dziś to właśnie stamtąd pokazuję Wam pierwszą część zdjęć. Przepełnionych błękitem i niewyczerpaną, słoneczną energią chłopaków. Mam nadzieję, że nacieszą Wasze oczy.

środa, 3 sierpnia 2016

travel with kids - what's in their washbag

Wyruszamy na wakacje, jak to my, przed siebie. Kilka punktów na mapie, samochód i otwarte umysły. Nie mamy konkretnych planów, raczej wizje, ale ci z Was, którzy śledzą nas od dawna, wiedzą dobrze, że tego typu spontan wychodzi nam zwykle na dobre. Musimy być jednak przygotowani na różne ewentualności i wyprzypadki, stąd zwykle pierwsze, co pakuję przed podróżą, to środki higieniczne i medykamenty. Dziś zatem - głównie w związku z rozdaniem, które zaoferowała marka Jordan - pokazuję Wam turystyczną kosmetyczkę chłopaków.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Bajka Park

Wybieraliśmy się w to niezwykłe miejsce od kilku miesięcy, zachęceni przede wszystkim opowieściami znajomych i wpisami na innych rodzicielskich blogach. Czy warto? Na pewno! Nie będę Wam mówić, co i jak - popatrzcie tylko na zdjęcia. Wstęp do Parku jest darmowy, byliśmy tam w weekend, podczas pięknej pogody, a mimo to nie miałam wrażenia jakiegoś szczególnego przeludnienia. 
Jeśli jednak myślicie, że puścicie tam dzieci samopas i odpoczniecie na ławeczce, to lepiej wybierzcie się gdzie indziej. W Parku Bajka większość atrakcji dla dzieci wymaga także rodzicielskiej aktywności, są wyczynowe, zespołowe, grożą upadkiem lub wpadnięciem w poślizg. Ale wychodzi się stamtąd z satysfakcją fajnie, rodzinnie spędzonego czasu. 

piątek, 29 lipca 2016

close to home


Wakacje w domu. Czy mogą być fajne, nie-nudne, niebanalne? Tak. Na początku przeraziła mnie nieco wizja codziennego łączenia pracy z zapewnianiem atrakcji obu łobuzom, ale teraz - na półmetku - stwierdzam, że jakoś się to udaje. Bardzo dużo czasu spędzamy nad naszą pobliską rzeką i niezależnie od ilości błota po deszczu, jest to zawsze ogromna frajda dla chłopaków. Właściwie kiedy przeglądam nasz Instagram, widzę, że 98% wakacyjnego czasu spędzamy w wodzie. Jeśli szukacie pomysłów na zorganizowanie dzieciom rozrywek w duchu #playitsimple, to tam również kilka znajdziecie, np. malowanie wielkoformatowych dzieł sztuki oraz... bodypainting, obserwowanie samolotów, nauka akrobacji na trzepaku (hicior! i plus 1000 do fajności wśród kolegów), basening w ogrodzie (są dni, kiedy w ogóle nie wychodzą!), polowanie na ćmy i motyle, robienie domowych lodów (próbujemy różnych coraz dziwniejszych smaków - dziś na deser będą... pomidorowe!), odkrycie najświetniejszej kafejki w okolicy czy gra w kapsle (ale emocje!). 
Zainspirowani?

wtorek, 26 lipca 2016

inspirations for mom everyday look


Im jestem starsza, tym jakoś łatwiej mi przychodzi konsekwentne trzymanie się swojego stylu, także podczas wyprzedaży. Gdybym miała napisać dla Was przewodnik, jak kupować wtedy z głową... cóż, powiedziałabym tylko jedno zdanie: bądź wierna sobie. W dobrze skomponowanej szafie wszystko do siebie pasuje. Pokazuję Wam dziś w zestawach kilkadziesiąt rzeczy - ubrań i dodatków - wszystkie z trwających przecen i wszystkie w moim guście. Kamizelkę z imitacji zamszu, cudownie miękką, białą bawełnianą koszulę oraz skórzane sandały z frędzlami mam już w swojej szafie i były to strzały w ---> 10. A co Wam wpadło w oko? 

poniedziałek, 25 lipca 2016

wild boys in the city

Mieszkanie niedaleko Warszawy sprawia, że dla wielu osób z moich rodzinnych stron nasze życie wydaje się z automatu wielkomiejskie i nawet notoryczne tłumaczenia, że jest znacznie bardziej wiejskie niż kiedykolwiek przedtem, nic nie daje. Po chłopakach jednak widać tę dzikość i fakt, że wychowują się "na dworze" i blisko przyrody. Słoma im z butów wystaje i... jesteśmy z tego dumni! Nasz opis na FB brzmi: "Gadka-szmatka, para łobuzów, las, błoto i 200% radochy." Często słyszę: dobrze Wam! Łatwo mówić! Macie ogródek, blisko las i rzekę. Tak, mamy - doceniamy to. Ale nawet w betonowej dżungli można zapolować na aligatora, uciekać przed pazerną anakondą czy przemieszczać się niczym Tarzan. Wystarczy chcieć.
#playitsimple
Dobrej zabawy, kochani!       

środa, 20 lipca 2016

room for two

Ostatnie zmiany w pokoju J.J.'a podyktowała nam przede wszystkim szkoła. Tym razem była to konieczność stworzenia tam wspólnej, w miarę funkcjonalnej przestrzeni i dla niego, i dla Niedźwiadka. Ponieważ jeszcze trochę potrwa, zanim wybudujemy nasz dom marzeń, w którym każdy z chłopaków będzie miał swój pokój, nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy się w końcu zmierzyć z tym zadaniem. Niedźwiadek zrobił się dużym chłopakiem, przyszłym przedszkolakiem, który coraz częściej wolał spać z bratem niż z nami, a już na pewno chciał się bawić TYMI SAMYMI zabawkami, w TYM SAMYM miejscu. Jednocześnie J.J. wciąż potrzebuje być czasami sam i musi tę możliwość mieć. Powolne sprowadzanie młodszego do tego samego pokoju rozpoczęliśmy już rok temu. Przywędrowała część zabawek, potem mebelki, pościel, zaczęło się wspólne usypianie. Na końcu dołączyły do tego ubrania i książeczki. Odbywało się to dość łagodnie, a J.J. chętnie przeniósł się ze spaniem na górę, gdzie ma teraz swoje królestwo. "Pan Złość" też miał w tym niemały udział. Najtrudniej było okiełznać tony J.J.-owego Lego, ale w końcu wylądowało w jednej z szuflad i przestało się (zapewne chwilowo) walać po podłodze, dzięki czemu można się wreszcie swobodnie bawić innymi zabawkami. Głównymi zmianami były: kolor ścian, układ mebli, obniżenie łóżka, nowe szafki na książki i pudła na zabawki czy pościel.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Swaderki, the last one

Ostatnia partia zdjęć z naszego chillout'u na Mazurach. Najdziwniejsze było dla mnie obudzić się tam rano i stwierdzić, że chyba po raz pierwszy od roku nie mam przed sobą dnia, wypełnionego po brzegi i to co do minuty. Że mogę po prostu pójść na pomost, usiąść, odetchnąć i się nie spieszyć. Że żaden termin nie woła, nic mi się nie gotuje, ani nie pierze, nawet zasięgu nie ma, więc komunikaty o nowych mailach po prostu nie przychodzą. Ta świadomość pozwoliła mi w ciągu tych kilku dni odpocząć bardziej niż zwykle. 
***
A jak wygląda to u Was? 
Umiecie/możecie włączyć pauzę? 

czwartek, 14 lipca 2016

Swaderki, part II

Wygląda na to, że wczorajszy post zachęcił Was do odwiedzenia Swaderek, i super! Naprawdę gorąco polecam przynajmniej zobaczyć to turkusowo-szmaragdowe jezioro, jedno z najczystszych w Polsce. My trafiliśmy tam za siostrą Pana Męża, która dawno temu przyjeżdżała w tę okolicę z rodzicami na wczasy w domkach pracowniczych i chciała zobaczyć, jak to miejsce wygląda po latach. Dopiero na Waszą prośbę poszukałam linku do pola namiotowego, na który byliśmy - oto ono. Swoją drogą nie wiem, jak można tak kiepsko sfotografować tak piękny krajobraz :/ 
Sugerujcie się raczej moimi zdjęciami ;) :*

środa, 13 lipca 2016

Swaderki, part I

Zakochałam się. W tym jeziorze, którego kolory zapierały dech w piersiach o każdej porze dnia, w każdą pogodę (choć przed burzą chyba wyglądało najpiękniej). W tym brzegu z szuwarami, wąskimi kładeczkami co kilkadziesiąt metrów, gdzie tak łatwo było odnaleźć spokój, ciszę i intymność, choć przecież kamping był pełen ludzi. W tej dzieciarni nieustraszonej, która skakała "na śrubę" albo "żołnierza" do zimnej wody, nawet w deszczu, która łowiła ryby i od razu je wypuszczała, która dzieliła się robakami i nawoływała się z końca pomostów: - Tutaj bierze, tutaj, chodźcie! I leciała chmara cała w jedno miejsce, ramię w ramię, z tymi swoimi kijami, nierzadko trochę za ciężkimi. Byliśmy tam pięć dni i nie widziałam ani jednego dziecka z tabletem, ani z telefonem (zupełnie inaczej niż w tamtym roku) - na jednym ze zdjęć możecie zobaczyć J.J. z moją komórką, sprawdza... prognozę pogody :) Za to wędkę miał chyba każdy w wieku 5+, także dziewczyny. Było też rozpalanie ogniska, gra w piłkę i badmintona, dźwięki gitary i śpiewy, a nawet robienie gwiazd, żeby popisać się przed nowo poznanymi koleżankami ;) Słodkie, beztroskie, urokliwe wakacje. 
Wrócimy nad to malownicze jezioro na pewno. Mam nadzieję, że nawet więcej niż jeden raz. 
A może się tam spotkamy?  

czwartek, 30 czerwca 2016

kids on Titanic

Zazwyczaj widzicie tu chłopaków podczas aktywności plenerowych. Te lubią najbardziej, więc w taki też sposób najczęściej spędzamy nasz wspólny czas. Pisałam Wam już, że o ile z małym J.J.-em "bywaliśmy" sporo, o tyle nad wyraz żywiołowy Niedźwiadek trochę pomieszał nam szyki. Metodą prób i błędów nauczyliśmy się jednak w końcu nowych zasad i niespiesznie, bez spiny wracamy do korzystania z dobrodziejstw, jakie daje bliskość dużego miasta i spore możliwości wyboru odpowiedniej oferty. Na Titanic the Exhibition chciał iść przede wszystkim J.J., którego fascynują wszelkie tego typu historie. Niedźwiadek - nie ma co ukrywać - trochę się na początku ponudził, ale tylko do czasu...

środa, 22 czerwca 2016

hello summer!


Zaczęło się lato. Burzami, ulewami i skwarem. Podsumowaniami po pierwszym roku szkoły. Milionem planów. Długimi dniami, które mimo wszystko wydają się za krótkie. Totalnym szaleństwem. Dotarło do mnie jasno i wyraźnie, że oto nie jestem już mamą małego chłopca i mniejszego dzidziusia, a dwóch chłopaków o silnych charakterach, nieokiełznanych i dzikich, chłopaków o różnych, nierzadko zmiennych supermocach, bojowych i przebojowych, w nieustannym pędzie i z głowami pełnymi niesamowitych pomysłów. 

piątek, 17 czerwca 2016

skatepark

Skatepark to chłopaków ulubione miejsce nr 2 (po plaży). Z zachwytem podpatrują akrobacje starszych i przełamują własne lęki, a ja odpuszczam ze słownym przestrzeganiem. W skateparku można się wywracać do woli, w końcu to najlepsze ćwiczenia z integracji sensorycznej, prawda? Tym jednak, co mi się w tym miejscu najbardziej podoba, jest poczucie wspólnoty, które tam panuje. Nigdzie nie spotkałam tylu serdecznych, otwartych, fajnych dzieciaków, co tam. Dziesięciolatki traktują trzylatki jak równych sobie. Pokazują triki, zachęcają. Nie ma narzekania, że maluchy plączą się pod nogami. Jest za to chwalenie: 'ale masz fajną hulajnogę! mogę się przejechać?' Wyobrażacie sobie dumę Niedźwiadka, kiedy to słyszy? Jest pomaganie. Ostatnio kiedy po skoku J.J.-owi poluzowała się kierownica w rowerze, jeden z nastolatków wyjął z plecaka zestaw kluczy i naprawił młodemu rower. Trening fizyczny to jedno, ale te świetne lekcje społecznych zachowań, to z mojego matczynego punktu widzenia najlepszy bonus, jaki mógł się moim chłopakom trafić. 

poniedziałek, 13 czerwca 2016

easy rider

Wychodzenie na przeciw dziecięcym pasjom chłopaków to jedno z moich ulubionych doświadczeń, związanych z byciem ich mamą. Ich radość i zaangażowanie są ogromne, sami wiecie - dzieci nie znają półśrodków. Kiedy coś uwielbiają, jest to uwielbienie totalne. 24 h, nawet podczas snu. I pewnie, że jutro albo za miesiąc może się im odmienić, ale póki trwa - patrzę i trochę zazdroszczę. Ze swoimi pasjami idę już od dawna na "dorosłe" kompromisy, to normalna kolej rzeczy, ale oni mają jeszcze na to czas. Teraz, dziś moja głowa w tym, by mogli być, kim tylko chcą, i próbować, i eksplorować to, co najbardziej się im w danym momencie podoba. Nawet jeśli wiąże się to z tym, że muszę omijać szerokim łukiem stadion piłkarski z Lego, który powstał na środku naszego salonu albo przez kilka kilometrów pędzić na złamanie karku za małym easy riderem ;) 
Niektórzy pytają mnie, czy nie obawiam się chwili, w której zechcą spróbować czegoś niebezpiecznego albo zrobić coś, z czym się nie zgadzam. Obawiam się. Ale to może wydarzyć się zawsze. Niezależnie od tego, czy będę pozwalać, czy nie, zachęcać, czy nie. Czy powiem: "jasne, spróbuj", czy raczej postraszę konsekwencjami. Oceniać będę na bieżąco, i oni tak samo. Bo mają prawdo do własnych ocen i własnych błędów. Od tych wielkich, które przed nami, po dzisiejsze stłuczone kolano. 
#kochajiłapnadprzepaścią

czwartek, 9 czerwca 2016

play it simple

Nauczyłam się przy dzieciach pokory, doceniania tego, co zwyczajne i proste. Nie żebym wcześniej potrzebowała do szczęścia nie-wiadomo-czego, nie. Ale dopiero będąc mamą i mając pełną świadomość wartości, które chcę przekazać chłopakom, ustawiłam sobie to w głowie, nazwałam i zrozumiałam. Jeśli jeszcze szukacie swojej ścieżki, mogę Wam śmiało powiedzieć: jest tutaj, w tych drobiazgach, małych sprawach. W tych codziennych lodach, w wycieczkach rowerowych, wspólnych zachwytach nad nowo odkrytym wiszącym mostem czy wędrowną biblioteczką w środku lasu, w śmianiu się do łez, oswajaniu przypadkowo spotkanego psa i wylegiwaniu się na własnej wyspie. W tym, co takie normalne, a jednak takie niezwykłe, jeśli potrafimy się tym cieszyć. 

Wkrótce wakacje i podobnie jak w tamtym roku, tak i teraz proponuję Wam przyłączenie się do akcji - łapcie chwile i hashtagujcie #playitsimple: pokazujcie mi, jak spędzacie czas z dziećmi, co robicie, w co się bawicie, upamiętniajcie te "Wasze" momenty, które nic nie kosztują, dzielcie się tym z nami. Niech ten post i kilka kolejnych będzie dla Was inspiracją. Zabawa potrwa całe lato. Mam nadzieję, że wspólnie zgromadzimy mnóstwo pomysłów i cudownych wspomnień. Do dzieła!    

poniedziałek, 6 czerwca 2016

7 things I hate but need to do (because I'm a mother)



Macierzyństwo to wyzwanie. Nie tylko dlatego, że miewamy tego stanu dość fizycznie i nerwowo, albo bywamy bezradne bardziej niż nasze dzieci. To wyzwanie też dlatego, że niektóre rzeczy po prostu robić MUSIMY, chociaż wydawałoby się, że teoretycznie jako osoby dorosłe i samodzielne pożegnałyśmy już fazę posłuszeństwa czy ulegania czyjejś presji. Ja sama - po stoczeniu zagorzałego boju o swoją wolność, tę umysłową - miałam chyba nawet lekki odchył w stronę totalnej niezależności i nagle... ZONK. Bo zdałam sobie sprawę, że bycie mamą zmusza mnie do tego, żeby:

środa, 1 czerwca 2016

celebrate each moment

Szczęśliwe dzieciństwo to najlepszy start w życie i wiem, a nawet mam nadzieję, że to truizm, a jednak chcę sobie i Wam dzisiaj, w Dniu Dziecka właśnie o tym przypomnieć. Wszystko inne ma znaczenie drugorzędne. Wszystko inne może poczekać. Bo już samo to, że mamy dzieci, to prezent, skarb i święto każdego dnia, nie tylko 26 maja czy 1 czerwca. Każdego dnia, w każdej chwili. I nich nam to nigdy nie umyka. Wszystkiego dobrego dla Waszych dużych i małych dzieciaczków! xoxo

czwartek, 26 maja 2016

all about me

Serduszko dla Was, mamy.
Wycięte przez J.J.'a, podkradzione przez Niedźwiadka. 
Z wiadomej okazji dziś - inaczej niż zwykle - nie będzie o chłopakach, a o mnie.

35 faktów.
Mniejszych lub większych dziwactw, upodobań i uzależnień. 

W zamian mam nadzieję usłyszeć coś o Was.
Zróbcie mi prezent i zostawcie w komentarzu swoje mini-cv ;) 

wtorek, 24 maja 2016

best gift ever

Najlepszym prezentem, jaki można dać dzieciom na Dzień Dziecka, jest nasza 100%-owa uwaga i czas. Wiem, że Ameryki nie odkrywam, ale widzę też po sobie, że chociaż się staram, by chłopcy mieli mnie na co dzień, nie zawsze jest to możliwe. Jak każda mama bywam na to zbyt zajęta lub zbyt zmęczona. Ostatnio mam szczególnie dużo pracy, a J.J. - wiele zajęć po lekcjach, na które biegamy razem z nim w tę i z powrotem, więc dni niemalże przeciekają nam przez palce. Żeby ich całkiem w tym pędzie nie stracić (bo weekend to dla nas zdecydowanie za mało), postanowiliśmy spędzać poniedziałkowe popołudnia nad rzeką, a w piątki wracamy od terapeutki na piechotę, co oznacza 7-8 kilometrowy spacer. W ten sposób wyrywamy z tygodnia czas dla nas, na wspólną zabawę, rozmowę i bycie na luzie. Uważam to za bezcenne. A jak wygląda to u Was? Znajdujcie taki czas?

Na końcu posta przygotowałam dla Was wybór prezentów na Dzień Dziecka. Kilka drobiazgów. Do 100 zł. W tym roku nie szalejemy ;)

poniedziałek, 16 maja 2016

polish brands

Uwielbiam polskie marki. Odkąd założyłam bloga, to na nie zwracałam największą uwagę. Może dlatego mam wrażenie, że moje dzieci rosną w nich i z nimi, stąd też jest mi strasznie smutno, że większość z nich mocno się przez lata zdziewczynkowała (tu apel: ja wiem, że koniunktura, ale bez przesady - to my-mamy chłopców jesteśmy najwierniejszymi klientkami, między innymi dlatego, że wybór mamy tak ograniczony!), a ich oferta kończy się w okolicach rozmiaru 128 (why? why?! why?!!), który J.J. właśnie raczył przekroczyć. Dziś dla Was mały przegląd najnowszych polskich kolekcji - pokazuję tu rzeczy, które na pewno u nas zobaczycie, moje top of the top czy tam inne muszę-miecie ;) Co o tych wyborach sądzicie? A może przeoczyłam coś fajnego? Podpowiedzcie!

piątek, 13 maja 2016

buddies

Zazwyczaj kruszą kopie absolutnie o wszystko. To normalne i nie robimy z tego wielkiego halo. Wręcz przeciwnie. Kiedy inne mamy pytają mnie, czy chłopcy się kłócą, odpowiadam: "Oczywiście". Jednak te ich codzienne walki nie zmieniają tego, że pozostają równocześnie swoimi najlepszymi kumplami. Jeden broni drugiego jak lew. Coraz chętniej się dzielą. Myślą o sobie nawzajem. Niedźwiadek próbuje być tak szybki jak J.J., naśladuje go w miłości do zwierząt, chociaż sam za nimi nie przepada, stara się wzorem brata zwracać uwagę na przyrodę - to J.J. pokazuje mu księżyc, kwiaty, oswaja go ze ślimakami. Z kolei J.J. dzięki Niedźwiadkowi otworzył się na ludzi. Z chłopca, który niedawno wolał spędzać czas sam, stał się towarzyski i wygadany za troje. Także dzięki małemu kaskaderowi u boku coraz chętniej podejmuje ryzyko - przechodzi przez płoty czy szaleje na hulajnodze. Bywa, że kończy się to kontuzjami, ale wcale go to nie zniechęca jaki kiedyś.  
Nie naśladują się ślepo. Każdy z nich jest inny, widzą to i szanują. Jeden nie namówi drugiego na nic, czego tamten nie chce. Czasami podziwiam ich asertywność. 
Codziennie też wzrusza mnie ich wzajemna empatia. To, że J.J. chwali Niedźwiadka za wszystkie jego małe sukcesy, a Niedźwiadek zostawia dla J.J.'a ostatnią krówkę. To dla mnie dowód na to, jak są dla siebie ważni. 
Chociaż pewnie oni jeszcze tego nie wiedzą.

środa, 27 kwietnia 2016

5 rules to raise a happy kid

Macierzyństwo to nieustanny bałagan, galaretka na podłodze, dziurawe spodnie, ciasnota w łóżku, łokcie wbijane w cycki trzysta razy dziennie, sikanie w towarzystwie i pod baczną obserwacją, patyki, kamyki, ślimaki i klocki Lego WSZĘDZIE, całowanie strupków i zadrapań, hałas i pole bitwy, rozwalone kanapy, baza pod stołem, galeria na lodówce, liczenie do trzech milion razy dziennie, hektolitry kawy. Ale to wszystko błahostki w porównaniu z presją, jak my-mamy same na siebie CODZIENNE wywieramy - by uszczęśliwić nasze dziecko. Każda z nas chce być Matką Roku, ale mało która się nią czuje. Przynajmniej zazwyczaj. Ja zwykle wtedy, kiedy wymacam wymarzoną minifigurkę Lego, w deszczowy, mroczny dzień zgodzę się na lody, albo pozwolę się ograć w nogę. 

piątek, 22 kwietnia 2016

how it is


Opisywałam Wam już kiedyś, jak to się wszystko zaczęło (TU). Napisałam wtedy, że wcześniactwo J.J.'a staje się wspomnieniem, odchodzi, ale to nie do końca prawda, chociaż bardzo bym chciała, żeby tak było. Nasłuchałam się wielu motywujących historii z happy endem. Byłam poklepywana po ramieniu i pocieszana uśmiechami, które miały mi dodać otuchy. Dodawały. Wierzyłam, że wszystko minie, że J.J. wszystko nadrobi, że zanim pójdzie do szkoły, rzeczywiście nie będziemy już pamiętać, o ile trudniejszy miał start. 
Wielu rzeczy faktycznie nie pamiętam. Z wyboru. Pisałam o tym TUTAJ. Ale nie mogę udawać, że nasza codzienność nie jest tym wcześniactwem zupełnie naznaczona. Bo jest. I pewnie jeszcze długo będzie.