środa, 26 sierpnia 2015

feels like heaven

Czekam zawsze na ten nasz nadmorski czas z niecierpliwym utęsknieniem. Mieszkałam kiedyś tak blisko. Bywałam tak często. Czerpię więc pełnymi garściami ten piach i chwytam jak najgłębsze oddechy. Nawet to, że w tym roku w naszym zwykle pustym miejscu, ludzi było od groma, jakoś mniej mi przeszkadza, niż mogłabym przypuszczać :) Może się socjalizuję na starość, hehe ;)
 
chustki-na-głowach - La Millou, t-shirt Niedźwiadka - Troizenfants, szorty Niedźwiadka - Zara, t-shirt J.J.'a - Nosweet, szorty - Children of the Tribe

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

school time, part 1

Na myśl o szkole włącza mi się prokrastynacja, serio! A przecież to nie ja idę do szkoły, a J.J. Cieszę się na zmiany i boję się ich jednocześnie, też tak macie? Myślałam, że kompletowanie zerówkowej wyprawki i rearanżowanie pokoju trochę mi osłodzi ten przełom, ale wyskoczyły upały i... No, dobra, przyznaję, nie potrafiłam się zebrać nawet do tego, by kupić blok rysunkowy. Mam wrażenie, że dopiero co kupowali go dla mnie rodzice. Pamiętam tradycyjną sierpniową wyprawę do hurtowni artykułów papierniczych, ten zapach i buszowanie w poszukiwaniu najfajniejszych okładek. Kiedy to zleciało?! Kiedy z uczennicy stałam się mamą szkolniaka?! Stara d*** ze mnie, ot co!
Ale do rzeczy: po pierwsze pokój. Musiał stać się 2 w 1, więc samo wstawienie biurka i zwolnienie półki na przybory to za mało. Potrzebny jest jeszcze wygodny kącik do zabawy dla Niedźwiadka i miejsce na jego bibeloty. Poza tym i J.J. nie przestaje przecież być małym chłopcem i przestrzeń rozrywkowa przyda się też jemu. Więc to, co na załączonych obrazkach, to tylko zajaweczka zmian. Na początku września (mam nadzieję) pokażę Wam całokształt.
Po drugie wyprawka. Chciałam, żeby J.J. uczestniczył w jej wyborze i miał możliwie jak najwięcej do powiedzenia. Wierzę, że dzięki temu łatwiej mu oswoić się z myślą o szkole i że to jego zaangażowanie przyniesie na starcie pozytywne emocje. Dlatego bez niego wybraliśmy właściwie tylko lampę - to ja się w niej zakochałam, bo jest niemal identyczna jak dawne lampy kreślarskie moich rodziców i obudziła we mnie sentymenty. I biurko, i krzesło, i ołówki, i piórnik, i gumki, i okładki zeszytów, i teczki itd. - wszystko zostało zatwierdzone przez szefa Projektu Wyprawka ;) Zresztą po ilości obecnych Minionków łatwo się chyba tego domyślić ;)
Żółty kubek na długopisy J.J. ulepił sam z gliny, ja tylko opryskałam go lakierem w spray'u. Wygląda fajnie, prawda?


wtorek, 4 sierpnia 2015

#offline

Im J.J. jest starszy i im szersze jest grono jego kolegów, tym więcej wysiłku kosztuje nas tłumienie jego fascynacji technologiami: komórką, laptopem, tabletem, a przede wszystkim grami. Gdziekolwiek nie pojedziemy, zawsze znajdzie się jakieś dziecko, uzbrojone w stosowny sprzęt i chętne do dzielenia się swoimi wirtualnymi sukcesami. Zawsze też - prędzej czy później - otacza je wianuszek ekranowych gapiów. Walczymy jednak dzielnie, by J.J. nie był jednym z nich. Na szczęście obserwujemy podobne zmagania i u innych rodziców, więc wspólnie udaje dość szybko - póki co, zapewne :/ - skierować uwagę dzieci na to, co się dzieje w realu. Bardzo bym chciała, by ten stan utrzymał się jak najdłużej: by rysowanie kredą, bitwy na statkach-materacach, wyławianie pereł, szukanie skarbów w tajemniczym domu czy przeprawa przez bagna na oswojonym krokodylu za każdym wygrywały w starciu z polowaniem na telefoniczne zombie.