poniedziałek, 28 grudnia 2015

our Christmas

Strasznie szybko minęły nam te Święta. Chyba też dlatego, że im jesteśmy starsi, tym bardziej nam potrzeba tego rodzinnego czasu, wspólnych gier, śmiechu, śpiewania i drobnych uszczypliwości. Tej miłości, która nie stawia warunków i prawdy, która nie potrzebuje owijania w bawełnę. 
Dzielę się dziś z Wami częścią tej atmosfery, przynajmniej na tyle, na ile potrafię ją uchwycić na zdjęciach. 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

be

 
Bądźmy. Wiem, że to truizm, i wiem też, że na pewno się powtarzam, ale bywa nieraz, że nawet niechcący wpadamy w ten dziki pęd, zwłaszcza w gorącym przedświątecznym okresie, kiedy trzeba jeszcze wszystko dopiec, dokupić, dopakować, dobrać i dopiąć na ten nieszczęsny ostatni guzik. I pewnie, że fajnie, jak wszystko jest takie idealne, ale równie dobrze, jak nie jest. Bo przecież wcale, wcale nie o to chodzi. Może zabrzmi to dla Was dziwnie, jednak zauważyłam, że im bardziej jestem z kimś związana, im bliżej, tym mniej pucuję dom na błysk przed wizytą tej osoby. Tu nie chodzi o brak szacunku, bo ten wyrażam gościną, pyszną herbatą, jeszcze lepszym makowcem i tym, że słucham. Chodzi o to, że czuję się akceptowana, swobodna, że po prostu jest nam razem dobrze, niezależnie od tego, czy na pewno zebrałam ze stołu wszystkie rysunki chłopaków i wyszorowałam pastą do zębów nasze rodowe srebra z Ikei. Tak samo jest ze Świętami. Być blisko, razem, słuchać się nawzajem i... zwolnić, a nawet... jeszcze bardziej zwolnić - czy nie tego właśnie wszyscy pragniemy? Czy nie tego chcą od nas nasze dzieci? Czy nie tego najbardziej potrzebują? Bardziej przecież niż jakichkolwiek prezentów. 
W tym tygodniu w naszym kalendarzu mamy między innymi rozdawanie ciasteczek obcym ludziom na ulicy i życzenie im Wesołych Świąt, zapalenie świeczek w kościele dla tych, którzy odeszli, robienie łańcucha na choinkę i jeszcze kilka niespiesznych aktywności, dzięki którym oczekiwanie na Boże Narodzenie będzie się nam wszystkim już zawsze tak właśnie kojarzyło: jako bardzo, bardzo ciepły, rodzinny czas. 

piątek, 11 grudnia 2015

winter books

Uwielbiam zimowe opowieści. Uważam, że nie ma nic fajniejszego na długi grudniowy wieczór niż siedzenie z książką (a jeszcze lepiej z kilkoma książkami) pod ciepłym kocem i zaczytywanie się, zachwycanie się ilustracjami, zamyślanie lub zaśmiewanie do łez. Chłopcy chętnie zakopują się ze mną i słuchają. Chociaż właściwie nie słuchają, bo prawie się nie zdarza, żebym tylko czytała. Najczęściej sami sobie opowiadamy, dopowiadany lub tłumaczymy to, co w książce. Pamiętam, że tak właśnie wyglądało to u mnie w domu i cieszę się, że udało mi się taki interaktywny sposób na książki zaszczepić chłopakom. 
W tamtym roku pokazywałam Wam część naszej kolekcji (TU), niektóre historie towarzyszą nam od lat, inne dołączyły zupełnie niedawno. Dziś na zdjęciach pozycje, po które w tym roku sięgamy najczęściej. Każdą z nich mogę Wam z czystym sumieniem polecić.

czwartek, 10 grudnia 2015

a little bit of magic

Strasznie dawno nie byliśmy na naszej dzikiej plaży nad Wisłą. Dojazd na nią nie jest łatwy, a pogoda jeszcze go utrudniała, ale w końcu zwyciężyła tęsknota. I dobrze się stało. Bo piękniejszego zakątka chyba prędko nie znajdziemy. Macie takie swoje magiczne miejsca?
Przy okazji pokazuję Wam pomysł na zaskakujący, a przy tym praktyczny prezent: dmuchajkę marki Pilch (do kupienia m. in. TU). To taka niepozorna drewniana zabawka ze słomką i styropianową piłeczkę. W słomkę się dmucha, a piłeczka wiruje w powietrzu. Czysta magia! Kupiliśmy od razu dwie, żeby organizować między sobą zawody. Na czas. Albo na wysokość piłeczkowych lotów. Dmuchanie w dmuchajkę to jednak nie tylko fajna zabawa, ale i sprytne ćwiczenie logopedyczne - bardzo ważne dla J.J.'a, który wciąż ma problemy z niektórymi dźwiękami. Przy okazji J.J. ćwiczy także płuca, co przy jego kiepskich wynikach spirometrii (efekt wcześniactwa) jest nawet milion razy ważniejsze. Póki co jestem zachwycona i liczę na wymierne efekty przy kolejnym badaniu.