poniedziałek, 22 maja 2017

cinema under the stars

Kawałek ogrodu, taras, albo balkon, kapa, poduchy, napoje i przekąski (tego dnia naprawdę nie muszą być ani wymyślne, ani jakoś super zdrowe), zapas koców, gdyby zrobiło się chłodno, może jakiś spray lub pochodnia, która odstraszy komary, kilka lampek dla klimatu, ekran lub laptop, i gotowe - kino pod gwiazdami zaprasza!

poniedziałek, 15 maja 2017

let's play!

Uwielbiamy gry. Szczególnie te, które angażują w zabawę całą rodzinę. Kilkakrotnie już pokazywałam Wam nasze niezawodne typy (zajrzyjcie TUTAJ i TUTAJ) - w każdą z tych gier gramy całymi latami i z nieustającą frajdą. Ostatnio do naszej domowej kolekcji dołączyły dwie kolejne świetne zabawy. Ile z nimi fun'u i emocji! Zobaczcie sami! 

piątek, 12 maja 2017

why (not) Warsaw


Marzyłam o tym, by mieszkać w wielkim mieście. Jechałam na studia do Warszawy i cieszyłam się jak dziecko, że będę w centrum wydarzeń. Chciałam chodzić do teatrów, na wystawy, koncerty, jeździć metrem, słyszeć samoloty, przelatujące mi nad głową, oglądać filmy w multipleksach, korzystać z ruchomych schodów i nocnych autobusów. Nie byłam zakompleksioną dziewczyną z małego miasta. Chciałam tego wszystkiego, bo wydawało mi się synonimem uczestniczenia w czymś ważnym. Ten szybki puls i nieustanne dążenie dokądś lub do czegoś. Miałam szczęście, moje marzenia się spełniły. 
Robiłam wszystko to, na co miałam ochotę i to właśnie tu, gdzie chciałam - w Warszawie. Aż nagle okazało się, że... wcale tego nie chcę! Zatęskniłam za ciszą i spokojem, za tym, żeby się jednak nie spieszyć, ale przede wszystkim - za sobą. To tempo nie było moje. To miasto nie było moje. 
Kiedy szukałam nowego mieszkania na drugim roku studiów, przypadkiem trafiłam do Radości - to zielona część Warszawy, tuż przy Mazowieckim Parku Krajobrazowym. Zabrzmi to śmiesznie, trochę nawinie, nazbyt romantycznie może, ale kiedy poczułam zapach drzew i usłyszałam śpiew ptaków, wiedziałam, że chcę tam zostać. Najpierw zakochałam się w miejscu, potem w moim mężu, który się tam wychował, a potem, już razem z nim, przeniosłam się na jeszcze większe odludzie. Teraz, z chłopakami, doceniam tę bliskość natury, las, rzekę, nasz ogródek jeszcze bardziej. 
Ale lubię też powłóczyć się z nimi po Warszawie, szczególnie wtedy, kiedy to wielkie miasto pustoszeje na święta, wakacje czy po prostu ciepły weekend. Od razu staje się bardziej swojskie i przyjazne, a ja mam wrażenie, że jakimś cudem upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu.


A jak to jest z Wami: wolicie duże czy małe miasta? A może wciąż szukacie swojego miejsca na ziemi?
 

czwartek, 27 kwietnia 2017

36


1/2/3/4/5/6/7/8/9/10/11/12

Dojrzewanie jest fajne. Lubię ten swój licznik.
Z okazji moich jutrzejszych urodzin #36factsaboutme i lista wymarzonych prezentów.

1. Jestem totalnie praworęczna. Lewą ręką nie umiem się nawet dobrze podrapać.
2. Podobno ludzie dzielą się na tych, którzy mogą zjeść kilo czekolady i nie przytyją nawet pół grama oraz na tych, którzy tylko wejdą do działu ze słodyczami, a już przytyli. Należę do tych drugich.
3. Siwieję od 24. roku życia.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

to connect / Poznań


Podróżujemy ciągle. Blisko i daleko. Odkąd są dzieci, zawsze z dziećmi. Bez dzieci sobie tego nawet nie wyobrażamy. Nigdy nie mieliśmy wątpliwości, nigdy się nie zastanawialiśmy, czy nie byłoby łatwiej, przyjemniej, szybciej bez tego "nadbagażu". Było dla nas oczywiste, że robimy to razem, i już. Nasi znajomi, rodzina, niemal wszyscy, których znamy, postępują w ten sposób. Oczywiście ci, którzy mają dzieci. To nie znaczy, że wszystkim jest łatwo, że odbywa się to bezproblemowo, nic z tych rzeczy, ale nawet kiedy mierzymy się z trudnościami, to nadal jest... naturalne. 
Miałam niedawno przyjemność otrzymać od Beaty Sadowskiej książkę, którą napisała wspólnie z Pawłem Kunachowiczem I jak tu nie podróżować z dzieckiem. Z wymarzoną dedykacją: wielu dalszych wspaniałych wspólnych podróży. Od pierwszych stron wiedziałam, że rozumujemy podobnie. Trochę zazdrościłam synka-śpiocha, bo moi potomkowie zawsze i wszędzie urządzają prawdziwy rozbój, a sen ograniczają do niezbędnego dla życia (bo dla zdrowia to chyba jednak nie) minimum, ale zaraz potem pomyślałam: Ha! Dajemy radę z nimi, właśnie takimi, rozbrykanymi jak małpy w zoo.