poniedziałek, 20 marca 2017

games for two

Zachęcanie chłopaków do wspólnej zabawy to jeden z moich celów wychowawczych, przy czym mam tu na myśli faktycznie zachęcanie, a nie przymuszanie. Jeśli chcą być sami, mają do tego prawo. Jeśli każdy chce robić coś innego - również. Właściwie - statystycznie rzecz biorąc - częściej próbujemy ich rozdzielić po pokojach niż umieścić w jednym. Ze względów bezpieczeństwa. Choć oczywiście właśnie wtedy, kiedy wspólna zabawa robi się ryzykowna, oni mają na nią największą ochotę. 
Staram się organizować im czas i przestrzeń w taki sposób, by współpraca przychodziła im naturalnie. Dlatego tak bardzo lubię zabawki bez szczególnych ograniczeń wiekowych, czyli te, które ciekawią ich w podobnym stopniu. Kiedy obaj chcą robić to samo i - oczywiście - żaden nie chce czekać na swoją kolej, starają się prędzej czy później wypracować jakiś kompromis albo system współdziałania. Lubię patrzeć, jak sobie radzą i jak dzielą się rolami, też dlatego, że bezbłędnie wyczuwają swoje mocniejsze i słabsze strony, zauważają różne gusta i metody działania, uczą się od siebie nawzajem, ale i siebie nawzajem - a to z kolei uczy ich w dalszej perspektywie szanować i być uważnym na inne osoby.

wtorek, 7 marca 2017

bye bye, winter


Zniknęliśmy "z eteru" na parę tygodni, choć właściwie znikałam powoli od grudnia, kiedy moje zdrowie zaczęło coraz wyraźniej szwankować. Na szczęście teraz sytuacja jest już z grubsza opanowana, leczę się i dochodzę do siebie. Czekam jeszcze na wyniki badań, ale ponieważ czuję się z dnia na dzień coraz lepiej, wierzę, że w końcu wychodzę na prostą. Z nadzieją i nową energią czekam już na wiosnę. Tym bardziej, że mam Wam tak dużo pięknych rzeczy do pokazania! W głowie tyle pomysłów! W dłoniach tyle gliny i farb!
Dlatego tym postem chcę symbolicznie pożegnać zimę. 
Te zdjęcia czekały na publikację tak długo, że na naszej ukochanej rzece lód już stopniał, skończyły się zabawy nad przeręblem, sanki po feriach wróciły do garażu, a zamiast o rozpalaniu ognisk na mrozie myślimy raczej o rozpoczęciu sezonu grillowego, ale i tak chcę je Wam pokazać, bo widzę na nich, że nawet w swoich słabych chwilach mam tę moc, którą daje tylko rodzina i miłość do dzieci. 
Dziękuję Wam za wszystkie kciuki, życzenia zdrowia i mnóstwo ciepłych słów :*
Były lepsze niż najlepsze zastrzyki!

środa, 22 lutego 2017

don't say that

Planowałam napisać ten post jako suplement do tekstu o nadwrażliwych dzieciach, po tamtej publikacji pytaliście bowiem najczęściej o dwie kwestie: 
- jakie słowa działają na wrażliwca jak płachta na byka
oraz
- jak budować pewność siebie u tak wyjątkowego dziecka.

Po kolei zatem. 
Lista drażniących powiedzonek nie jest na szczęście długa, ale też - na nieszczęście - większość z nich wypowiadamy automatycznie, bez refleksji i mając jak najlepsze intencje. Dlatego zaskakuje nas mało przyjazna reakcja dziecka, choć to właśnie ona jest często kompasem, wskazującym jedyną słuszną północ. Najlepiej nie sięgać po poniższy repertuar nigdy, niezależnie od tego, czy rozmawiamy z bardziej, czy mniej emocjonalnym maluchem, z nastolatkiem, czy z dorosłym.

poniedziałek, 13 lutego 2017

spring 2017: top + bottom

Dziecięce kolekcje sieciówek na nadchodzącą wiosnę póki co nieszczególnie zachwycają. Wieje nudą i ogranymi schematami. Przeglądając je, nierzadko mam wrażenie, że "już to gdzieś widziałam", a Wy? Mimo wszystko wyszukałam dla Was (a przy okazji i dla moich chłopaków) kilka perełek, przyjemnych zaskoczeń i oryginalnych projektów, m. in. spodnie rurki w typie bojówek z wiosennej kolekcji Tape a l'oeil w fantastycznych kolorach do wyboru czy bluzy Mango Kids, zarówno z działu chłopięcego, jak i dziewczęcego, które sprawdzą się jako uniseks. 
Powyżej: czarna bluza - Zara, niebieska bluza - T-a-O, niebieskie spodnie - Reserved, szare spodnie - Zara

czwartek, 2 lutego 2017

set free, vol.2: the other side of freedom

Samodzielność dziecka to temat rzeka i jedno z największych wyzwań rodzicielstwa. Wszyscy wiemy, że musimy to niełatwe zadanie wykonać - małego bobasa wychować na człowieka, który doskonale sobie w życiu poradzi, mało tego! poradzi sobie BEZ NAS. Wiemy, więc próbujemy, ale nierzadko zżera nas strach, niepewność i wyobraźnia katastroficzna. Pisałam już kilka razy (najobszerniej chyba TUTAJ), że świadomie pozwalam chłopakom na wiele, na własne próby i własne błędy, nawet wtedy, kiedy wydaje się to niebezpieczne. Dewiza, która mi towarzyszy niemal od początku macierzyńskiej przygody to #kochajiłapnadprzepaścią.
Ale...

No, właśnie "ale".

Dawanie dziecku jak największej wolności nie może oznaczać braku granic i nie mówię tu tym razem o granicach, stawianych ich szalonym pomysłom, czy tych, które i nam, i im powinny wyznaczać tzw. normy społeczne, dobre wychowanie, kultura osobista czy - tak, tak - przepisy prawa. Dziś chodzi mi o te nieuchwytne z barier, które kreśli dziecięca potrzeba. Każda, ale przede wszystkim emocjonalna. 
I pytam Was: skąd wiecie, że Wasza czujność/ obecność/ uwaga/ pomoc/ wskazówki/ aktywne uczestnictwo nie są Waszemu dziecku w danym momencie zwyczajnie POTRZEBNE?