środa, 24 sierpnia 2016

Poel Island

Pierwszym przystankiem na naszej drodze do Legolandu była mała, niemiecka wyspa na Bałtyku - Poel. Wjechaliśmy na nią wąskim cyplem, otoczonym polami i rozlewiskami morza, które wyglądały jak jeziora. Na wyspie jest kilka urokliwych miasteczek i na początku nie byliśmy zdecydowani, gdzie zostać na noc, ale kiedy my zobaczyliśmy port i cudowną, małą latarnię morską, a chłopcy - wielki statek-plac zabaw tuż przy morskim brzegu (śmiem twierdzić, że spędziliśmy tam 80% czasu na wyspie) - przepadliśmy. Wyspa ma niezwykły klimat, jest tu cicho i spokojnie, choć oczywiście wieje non stop i od razu pożałowaliśmy, że na tę wyprawę nie zabraliśmy dzieciom (i sobie) czapek. Łatwo tu zwolnić, odetchnąć i wyluzować. Jeśli kiedykolwiek oglądaliście jakieś niemieckie romansidło, to właśnie takie miejsca są gotowym planem filmowym. 
Startowaliśmy z Łukęcina i jechaliśmy ok. 4 godziny, wliczając w to krótką przerwę na obiad. Nocowaliśmy na polu namiotowym, tuż przy wspomnianej latarni. Z własnym zejściem na przepiękną plażę. Koszt takiego noclegu to ok. 30 Euro. Na wszystkich polach za granicą obowiązuje cisza nocna, zwykle od godziny 22. Mieliśmy obawy, czy nasze mocno podekscytowane przygodą chłopaki, dadzą radę się uspokoić, ale nie było źle ;)

wtorek, 23 sierpnia 2016

beach life

Dzisiaj dla odmiany trochę więcej kardów z eksplorowania plaży, a mniej z atrakcji okołomorskich ;) Pomimo uczucia, jakim darzymy polskie morze, zazwyczaj unikamy długiego plażowania, wybierając raczej rowery, parki linowe, gokartowe szaleństwa i wesołe miasteczka. W tym roku nie trafiliśmy jednak na upały, więc z przyjemnością korzystaliśmy z chłodnych powiewów, wspaniale pachnącego powietrza, przejrzystego nieba i przestrzeni. Choć oczywiście wspomnianych urozmaiceń tradycyjnie nie dało się pominąć. Kolejny rok z rzędu J.J. dysponował swoim dobytkiem materialnym w postaci 2-złotówek, które zbierał przez cały rok, od poprzednich wakacji i mógł je swobodnie wydawać na wszelkie automaty i inne kolorowe pierdoły, obok których dzieciaki nie potrafią przejść obojętnie. Polecam Wam gorąco takie rozwiązanie. Dzięki niemu praktycznie nie ma marudzenia, za to pojawia się zaskakująco dojrzały rozsądek i samokontrola. Myślę, że już w przyszłym sezonie Niedźwiadek też dostanie swoją wakacyjną nereczkę na drobniaki, ale obawiam się, że w jego przypadku wszystko błyskawicznie rozejdzie się na... lody i gofry.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

blue blue sky

Tegoroczne wakacje miały być spokojne i przewidywalne: tydzień nad morzem u taty, tydzień w domu moich rodziców. Dopóki tuż przed wyjazdem nie wpadł nam w ręce katalog Lego, a w nim darmowe wejściówki do Legolandu dla dzieciaków. Kiedy tylko padło hasło "Legoland", nie było już odwrotu. Chłopcy zapalili się do pomysłu i codzienne zarzucali nas pytaniami, kiedy i czy na pewno, a my knuliśmy, co by tu jeszcze przy okazji po drodze zobaczyć, bo że nie chcemy pokonywać całej trasy od razu, było dla nas dość oczywiste - chłopcy są na takim etapie, że cokolwiek by w samochodzie nie robili, sam fakt, że muszą siedzieć, przypięci pasami, mocno ich deprymuje. Po rzuceniu okiem na mapę szybko padło na wyspy: Poel, Sylt i Romo, po których spodziewaliśmy się malowniczych widoków, ciekawych przepraw i... wiatru (wszystko zobaczycie w kolejnych postach). Zanim wyruszyliśmy w tę podróż, spędziliśmy jednak zgodnie z planem kilka dni na zachodnim wybrzeżu Bałtyku, tak bliskim mojemu sercu, i dziś to właśnie stamtąd pokazuję Wam pierwszą część zdjęć. Przepełnionych błękitem i niewyczerpaną, słoneczną energią chłopaków. Mam nadzieję, że nacieszą Wasze oczy.

środa, 3 sierpnia 2016

travel with kids - what's in their washbag

Wyruszamy na wakacje, jak to my, przed siebie. Kilka punktów na mapie, samochód i otwarte umysły. Nie mamy konkretnych planów, raczej wizje, ale ci z Was, którzy śledzą nas od dawna, wiedzą dobrze, że tego typu spontan wychodzi nam zwykle na dobre. Musimy być jednak przygotowani na różne ewentualności i wyprzypadki, stąd zwykle pierwsze, co pakuję przed podróżą, to środki higieniczne i medykamenty. Dziś zatem - głównie w związku z rozdaniem, które zaoferowała marka Jordan - pokazuję Wam turystyczną kosmetyczkę chłopaków.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Bajka Park

Wybieraliśmy się w to niezwykłe miejsce od kilku miesięcy, zachęceni przede wszystkim opowieściami znajomych i wpisami na innych rodzicielskich blogach. Czy warto? Na pewno! Nie będę Wam mówić, co i jak - popatrzcie tylko na zdjęcia. Wstęp do Parku jest darmowy, byliśmy tam w weekend, podczas pięknej pogody, a mimo to nie miałam wrażenia jakiegoś szczególnego przeludnienia. 
Jeśli jednak myślicie, że puścicie tam dzieci samopas i odpoczniecie na ławeczce, to lepiej wybierzcie się gdzie indziej. W Parku Bajka większość atrakcji dla dzieci wymaga także rodzicielskiej aktywności, są wyczynowe, zespołowe, grożą upadkiem lub wpadnięciem w poślizg. Ale wychodzi się stamtąd z satysfakcją fajnie, rodzinnie spędzonego czasu.