poniedziałek, 29 lutego 2016

keep calm & let them be jealous


Jednym z pytań, które zadajcie mi najczęściej, jest to o zazdrość między rodzeństwem. Ten temat jest i będzie zawsze częścią naszego - mam co najmniej dwójki dzieci - życia. Pytacie, jak sobie radzę. Jakoś. Nie po mistrzowsku, ale zgodnie z planem. Z tym że to jest MÓJ plan, a nie coś, co niby robić powinnam. Mam wrażenie, że kiedy pada to pytanie, to tak naprawdę chcielibyście wiedzieć, jak zazdrość z relacji wyeliminować. Wiadomo - nie jest łatwo codziennie zażegnywać większe i mniejsze konflikty, wszystko idealnie wypośrodkować: i uwagę, i czas, i dobra materialne. Ale wiecie co? Jest znacznie łatwiej, kiedy zdamy sobie sprawę, że... SIĘ NIE DA. To utopia, że w ogóle cokolwiek powinno być dzielone równo. Ludzie nie są tacy sami, więc ich wymagania też się różnią. Gdyby wszyscy otrzymywali TO SAMO i W TAKIEJ SAMEJ ILOŚCI, byłoby to dla wielu zupełnie nietrafione. Podobnie jest z rodzeństwem. Jeśli możemy w ogóle mówić o zachowaniu jakieś równowagi, to chyba tylko w naszym zaangażowaniu, aby na wspomniane indywidualne potrzeby odpowiedzieć. 
Ale to nie koniec mitów, które narosły wokół tematu. Inne są równie popularne: że zazdrość zawsze szkodzi i trzeba z nią walczyć albo że można wychować dzieci z całkowitej zgodzie. Warto sobie zdać sprawę z tego, jak dalekie są od prawy i... odetchnąć, wyluzować. 

piątek, 26 lutego 2016

boys in a gallery

Galerie sztuki, muzea, biura wystaw, domy kultury - jako córka architektów i miłośników sztuki, a przy okazji też poetka, stale szukająca inspiracji, spędziłam w nich spory kawałek swojego życia. Mieliśmy w Gorzowie takie miejsce - BWA - gdzie można było sobie po prostu posiedzieć, poleżeć na podłodze, albo napić się kawy w ciszy i spokoju obserwując obrazy. Uwielbiałam to. Dom moich rodziców pełen jest albumów o sztuce, oboje kiedyś malowali i rysowali (teraz robią to rzadko), mama potrafi godzinami opowiadać o swoich ukochanych malarzach, ma w małym paluszku biografie wielu mistrzów - nasze wspólne wypady do Włoch, a potem do Hiszpanii były dzięki temu po prostu genialne. Wiecie - zupełnie inaczej patrzy się na dzieła, kiedy obok stoi ktoś z kim można pogadać o swoich wrażeniach. Pan Mąż wielkim zapaleńcem sztuki nigdy nie był, ale dzielnie znosił to, że przez nasze pierwsze wspólne lata przeciągnęłam go chyba po wszystkich możliwych wystawach. A potem sam zaprzyjaźnił się z pewnym niezwykłym malarzem i teraz nasz dom pełen jest obrazów tego artysty. Z dedykacjami i osobistymi przesłaniami. Nawet J.J. ma swój własny obraz od niego - skarb na całe życie. 
Ze spokojnym J.J.-em też "biegaliśmy" po galeriach, ale z Niedźwiadkiem - żywym srebrem i typowym HNB - zrobiło się to nagle trudne. Aż odkryłam (wielu z Was wyda się to pewnie banalne, ale ja byłam zaskoczona sytuacją i nie od razu wiedziałam, jak to ugryźć), że...

poniedziałek, 22 lutego 2016

books for toddlers

Niedźwiadek skończył 3 latka i jest obecnie na tak aktywnym etapie rozwoju, że wszelkie książeczki, które wymagały dłuższego czytania, poszły w odstawkę. Przedtem był znacznie bardziej skupiony i cierpliwy, choć muszę przyznać, że w porównaniu z J.J.-em nie należał nigdy do łatwych słuchaczy, bo zawsze mi przerywał, dorzucając swoje trzy grosze lub zmieniając historię. W tej chwili najwięcej frajdy ma z książek, które go aktywizują, są interaktywne w sensie ruchowo-myślowym i pełnią właściwie funkcję zabawek. I takie właśnie książeczki chciałam Wam dziś pokazać. 

środa, 17 lutego 2016

dealing with an angry kid in 5 steps


Ostatnim razem opisywałam Wam, jak sama radzę sobie z własną złością (-> TU). Łatwo nie było, ale - powiedzmy to sobie szczerze - to i tak bułka z masłem w porównaniu z sytuacjami, w których stajmy oko w oko ze złością naszego dziecka. Oczywiście, o ile nie zamierzamy stosować wobec niego przemocy ;) Po pierwsze nigdy nie wiadomo, co może je zezłościć, więc może to być wszystko, a po drugie nigdy też do końca nie wiadomo, co może je uspokoić, więc również może to być... wszystko. Moi zdaniem jednak, nauczenie się panowania nad sobą to dobry punkt wyjścia z zaognionej sytuacji. Jakoś sobie nie wyobrażam pacyfikowania któregokolwiek z chłopaków, kiedy sama się gotuję. Dla potrzeb tego tekstu załóżmy na chwilę, że ten etap mamy za sobą. Co dalej?

1. Pozwól dziecku się złościć

środa, 10 lutego 2016

dealing with anger

Znacie książkę "Filip i mama, która zapomniała"? Jeśli nie, to gorąco ją Wam polecam. J.J. dostał ją już kilka lat temu od mojej siostry, chociaż właściwie mam poczucie, że dostałam ją ja, od osoby, która zna mnie doskonale. Ta właśnie książka nauczyła mnie jednej ważnej rzeczy: że MAM PRAWO od czasu do czasu zamienić się w smoka, zapomnieć o przyzwoitości i pozionąć odrobinę ogniem. A ponieważ J.J. zna tę opowieść bardzo dobrze, rozumie, kiedy go uprzedzam, że za chwilę się w rzeczonego smoka zamienię. Mam wrażenie, że jest to dla niego o wiele łatwiejsze do przyjęcia, niż gdybym uprzedziła, że na przykład się wścieknę. 
Są więc chwile, kiedy pozwalam sobie na złość, bo - co tu dużo mówić - uważam, że to zdrowe. W końcu po coś zostaliśmy obdarzeni emocjami, prawda? I na pewno nie po to, by je tłumić. Ale żeby nauczyć się sobie z nimi radzić - już tak. Ze złością bywa trudno albo bardzo trudno, to fakt. Czasami wcale nie wiem, co z nią zrobić i czuję się bezradna. Wtedy krzyczę, lub płaczę, lub siadam sobie gdzieś w kącie i milion razy, głęboko... oddycham. Do tego wszystkiego także MAM PRAWO. 
Ale dziś chciałam Wam opowiedzieć o tym, jak nad swoją własną złością pracuję. Co sobie myślę, co do siebie mówię i co robię, żeby jednak nad nerwami zapanować. Bo to również jest zdrowe i potrzebne. Ba! Niezbędne, żeby się uspokoić, żeby rozwiązać problem, żeby osiągnąć kompromis, wyjść na przeciw chłopakom, którzy przecież też mają prawo się złościć. I co więcej na pewno mają swoje powody.