poniedziałek, 29 lutego 2016

keep calm & let them be jealous


Jednym z pytań, które zadajcie mi najczęściej, jest to o zazdrość między rodzeństwem. Ten temat jest i będzie zawsze częścią naszego - mam co najmniej dwójki dzieci - życia. Pytacie, jak sobie radzę. Jakoś. Nie po mistrzowsku, ale zgodnie z planem. Z tym że to jest MÓJ plan, a nie coś, co niby robić powinnam. Mam wrażenie, że kiedy pada to pytanie, to tak naprawdę chcielibyście wiedzieć, jak zazdrość z relacji wyeliminować. Wiadomo - nie jest łatwo codziennie zażegnywać większe i mniejsze konflikty, wszystko idealnie wypośrodkować: i uwagę, i czas, i dobra materialne. Ale wiecie co? Jest znacznie łatwiej, kiedy zdamy sobie sprawę, że... SIĘ NIE DA. To utopia, że w ogóle cokolwiek powinno być dzielone równo. Ludzie nie są tacy sami, więc ich wymagania też się różnią. Gdyby wszyscy otrzymywali TO SAMO i W TAKIEJ SAMEJ ILOŚCI, byłoby to dla wielu zupełnie nietrafione. Podobnie jest z rodzeństwem. Jeśli możemy w ogóle mówić o zachowaniu jakieś równowagi, to chyba tylko w naszym zaangażowaniu, aby na wspomniane indywidualne potrzeby odpowiedzieć. 
Ale to nie koniec mitów, które narosły wokół tematu. Inne są równie popularne: że zazdrość zawsze szkodzi i trzeba z nią walczyć albo że można wychować dzieci z całkowitej zgodzie. Warto sobie zdać sprawę z tego, jak dalekie są od prawy i... odetchnąć, wyluzować. 
Dawno temu żona mojego taty zacytowała swoją znajomą psycholog.
"Wyobraź sobie, że któregoś dnia twój mąż przyprowadza do domu inną kobietę i mówi do ciebie: od teraz będziemy mieszkać wszyscy razem, ale nie martw się - będę cię nadal kochał tak samo, po prostu ją też będę kochał, identycznie jak ciebie, a któregoś dnia będę oczekiwał, że podzielisz się z nią częścią swoich ubrań i kosmetyków. Jak się z tym czujesz? Podobnie czuje się twoje dziecko, kiedy pojawia się rodzeństwo. Czy naprawdę uważasz, że możesz od niego oczekiwać innej reakcji? Czy brak zazdrości wciąż wydaje ci się pożądany i naturalny?"
Mnie ta analogia bardzo pomogła zrozumieć J.J'a i to właśnie dzięki niej nigdy nie wymagałam od niego, aby nie był zazdrosny. Za to obserwowałam go i widząc przejawy trudnych emocji, próbowałam wyjść mu na przeciw, pomóc, wyjaśnić coś albo spędzić z nim czas sam na sam, jeśli miał na to ochotę. To wcale nie znaczy, że tej zazdrości teraz nie ma. Jest. Pojawia się non stop. Nie przybiera jednak żadnych drastycznych form. Jest dla J.J.'a naturalna, bo mu na nią od początku pozwoliliśmy. Nie musiał się z tym uczuciem "szarpać". Czasami potrzebuje w związku z tym więcej naszej uwagi (nasze wspólne wypady sam na sam nie są już jednak tak częste jak kiedyś, bo J.J. zwyczajnie woli już spędzić czas wolny z kolegą niż ze mną), więcej przytulania albo więcej czekolady. I właśnie to dostaje. 
Jak się u nas przejawia zazdrość z praktyce? W awanturach, oczywiście. Najbardziej drażliwe kwestie to zabawki i przestrzeń. Pomaga jasne postawienie granic: to twoje, a to twoje, ty tu, a ty tam. Zwykle w ciągu 10 minut już bawią się razem, w jednym miejscu i tym samym. Tak jest zazwyczaj, ale nie zawsze. I tu właśnie wychodzą różnice osobowości chłopaków. Bo J.J. od zawsze lubi się bawić sam, potrzebuje czasu i miejsca tylko dla siebie, a stała obecność Niedźwiadka bywa dla niego jakby przestymulowaniem. Jako że też mam raczej naturę samotnika, doskonale go rozumiem i staram się umożliwić mu tę izolację. Niedźwiadek jest z kolei typowym HNB. Nie pobędzie sam nawet przez 3 sekundy, więc jeśli nie z J.J.-em, musi się bawić ze mną. To bywa wymagające, ba! bywa bardzo trudne, bo ja muszę się też okazać od J.J.'a bardziej atrakcyjna, choćby to oznaczało stanie na rzęsach ;) Ale tylko w ten sposób mogę jednocześnie uszanować potrzeby obu chłopaków.  
Inne sporne kwestie to: "On zaczął!" i "Dlaczego on może, a ja nie?" oraz próby przejmowania przez J.J.'a funkcji rodzica.
Na to pierwsze odpowiadam za każdym razem tak samo: że nie ma znaczenia, kto zaczął. I podaję jakiś przykład: Gdyby kolega X zaczął cię powiedzmy przezywać, a inni by to tylko powtarzali, to byłoby ci wciąż tak samo przykro jak na początku, prawda? Oczywiście, że prawda ;)
Z drugą sprawą bywa różnie. Jeśli dotyczy Niedźwiadka, tłumaczymy, że J.J. jest potrafi ("a tobie pomogę spróbować"), musi itp. i jednocześnie szukamy czegoś "zamiast" na jego miarę. J.J.-owi za to wyjaśniamy, że Niedźwiadek jest... lżejszy. Cóż, tak się jakoś składa, że J.J. chce głównie jeździć na czymś (lub na kimś), po czymś skakać lub na czymś stanąć, a jego 10 kilo na plusie w stosunku do brata robi różnicę. Argumenty muszą być przede wszystkim obiektywne i wolne od ocen. 
W sprawie trzeciej nie znalazłam jeszcze skutecznego sposobu. Tłumaczenie, kto jest rodzicem i z czym się to wiąże - działa przez ułamek sekundy, tłumaczenie, że to my ustalamy reguły postępowania i to my wyciągamy konsekwencje - działa przez minutę-dwie, tłumaczenie, że nie stosujemy kar cielesnych - jakoś podobnie. Cały czas liczę jednak na to, że w końcu się to moje "gadanie" wypali na twardym dysku J.J.-owej pamięci. Więc gadam.
 
Oprócz relacji ja-dziecko równie ważna jest - moim zdaniem - ta brat-brat. Myślę, że to ona może nawet bardziej pomaga w minimalizowaniu aktów zazdrości. W praktyce oznacza to, że pozwalam chłopakom tworzyć wspólny obóz "przeciwko" mnie, nigdy ich nie porównuję, ani nie wymagam od J.J.'a, żeby się Niedźwiadkiem zajmował. Ale kiedy to robi z własnej woli, pomaga mu, ustępuje albo go chwali, ja na stronie chwalę jego zachowanie. Opowiadam też J.J.-owi, jaki on sam był w wieku Niedźwiadka, co lubił robić, czym się bawił, co zabawnego mówił, jak rozrabiał. Widzę, że bardzo mu to pomaga zwłaszcza wtedy, kiedy traci cierpliwość do brata.     

Macie podobne doświadczenia? Postępujecie tak jak ja czy zupełnie inaczej? A może opatentowałyście jakieś fajne autorskie triki? Jeśli tak, podzielcie się koniecznie!




bluza-The Lazy Jellyfish via Flamingo
spodnie - Zezuzulla
buty (aktualnie J.J.-owy nr 1, bo: superwygodne, szybkie, łatwe do zakładania i niebieskie, ofc) - Mrugała

6 komentarzy:

  1. Świetnie że poruszyła ten temat..
    Rewelacja!
    Zdj jak zawsze cudne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Naprawdę mam nadzieję, że komuś się przyda :)

      Usuń
  2. U mnie jest inaczej, bo różnica wieku między moimi dziećmi to 7 lat. Syn bardzo chciał mieć rodzeństwo, co prawda brata młodszego o 3 lata, tak jak jego kolega,żeby mieć towarzystwo do zabawy a urodziła mu się siostra:) Jeszcze kiedy byłam w ciąży starałam się spędzać z nim dużo czasu tłumacząc, że kiedy urodzi się dzidziuś nie będę mogła poświęcić mu tyle czasu co wcześniej. Oczywiście były potem sceny zazdrości o uwagę, o to, że mała niszczy mu zabawki i przeszkadza w zabawie, ale powoli wchodził w okres, kiedy to tata jest najważniejszy i zaczęły się męskie wyprawy na rower, na narty. Teraz córka ma 3 lata i bardzo lubi bawić się z bratem, on trochę mniej:), ale chętnie jej pomaga, czyta książki,oglądają razem bajki.
    Rozczula mnie kiedy krzyknę na jedno z nich to zaraz drugie przybiega na pomoc i kiedy dzielą się słodyczami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. J.J. też chciał mieć brata do zabawy, teraz zresztą również przebąkuje o kolejnym ;) Ale to wcale nie zapobiega zazdrości, jak sama piszesz. U nas teraz walka się toczy też o tatę, bo i młodszy chciałby brać udział w męskich aktywnościach, a często nie może, np. majsterkować w garażu. A sytuacja, jak ta, którą opisujesz na końcu, to nasz chleb powszedni. Nawet jak w środku kłótni któremuś zwrócę uwagę, to ten drugi od razu bierze stronę brata :)

      Usuń
  3. Dziękuję bardzo za ten artykuł - bardzo mi pomógł. Dotarło do mnie, że zazdrość córki to zupełnie naturalnie uczucie, a nie przejaw jakiejś niepożądanej cechy charakteru. Teraz wydaje mi się nawet, że dużo mniej niepokojąca jest ta zazdrość niż byłby jej zupełny brak. Dziękuję też za opisanie konkretnych sytuacji i konkretnych rozwiązań - tego mi było trzeba! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, dziękuję! Cieszę się, że nasze doświadczenie może się przydać :)

      Usuń

Dziękuję za Wasze opinie :)