środa, 17 lutego 2016

dealing with an angry kid in 5 steps


Ostatnim razem opisywałam Wam, jak sama radzę sobie z własną złością (-> TU). Łatwo nie było, ale - powiedzmy to sobie szczerze - to i tak bułka z masłem w porównaniu z sytuacjami, w których stajmy oko w oko ze złością naszego dziecka. Oczywiście, o ile nie zamierzamy stosować wobec niego przemocy ;) Po pierwsze nigdy nie wiadomo, co może je zezłościć, więc może to być wszystko, a po drugie nigdy też do końca nie wiadomo, co może je uspokoić, więc również może to być... wszystko. Moi zdaniem jednak, nauczenie się panowania nad sobą to dobry punkt wyjścia z zaognionej sytuacji. Jakoś sobie nie wyobrażam pacyfikowania któregokolwiek z chłopaków, kiedy sama się gotuję. Dla potrzeb tego tekstu załóżmy na chwilę, że ten etap mamy za sobą. Co dalej? 
1. Pozwól dziecku się złościć
Pisałam o tym nieraz. Uważam, że nie ma czegoś takiego jak złe emocje. Niektóre nam wadzą, ciążą, ale także te są PO COŚ. Złość czegoś nas uczy o nas samych i o świecie, w którym żyjemy. O tym, czego pragniemy i nie możemy mieć - może być początkiem szukania sposobu, by to zdobyć. O tym, co nas drażni, boli - pokazuje nam, gdzie przebiegają granice naszej tolerancji. O tym, co nam wolno, a co nie, jeśli chcemy współżyć w jakiejś społeczności, w rodzinie. Bo złoszcząc się dziecko poznaje też granice tolerancji swoich rodziców. I uczy się od nich, jak radzić sobie z tym, co trudne. Pewnie część z Was widziała już film "W głowie się nie mieści". Jeśli nie - polecam. Emocje są tam fajnie uosobione, mają konkretne zadania i dziecko może poniekąd zobaczyć (oczywiście w uproszczonej, bajkowej wersji), jak to wszystko funkcjonuje. Ta bajka zdecydowanie pomaga zrozumieć to, czego doświadczają w środku, a co wcale nie jest łatwo ogarnąć. J.J. ją uwielbia i dzięki temu też, kiedy się wścieka, a ja pytam: "Co się dzieje? Czy to ten mały czerwony znowu naciska guziki w twojej głowie?", uśmiecha się i przytakuje. "Dobra, dajmy mu czas, niech będzie chwilę u steru. Daj mi tylko znać, jak się zmęczy" - mówię. Nie, nie przychodzi mi to lekko. Odruchowo chciałabym uspokoić swoje dziecko natychmiast. Ale wiem, że jeśli dam mu prawo do złoszczenia się, on z czasem nauczy się nad tym panować, a jeśli mu go nie dam - nauczy się tylko tłumić i kumulować to, co jest dla niego ciężarem. Wolę, żeby się wyzłościł od razu niż dźwigał taki bagaż.
2. Znajdźcie "zawór bezpieczeństwa"
Pewnie trochę to potrwa i będziecie musieli wypróbować najpierw wiele sposobów, ale warto. Z czasem będzie to działać tak, że w chwili złości będziecie jedynie asystować dziecku w procesie wyciszania się. Bo na tym etapie rozmowa i szukanie sposobu rozwiązania problemu, który wywołał furię, zwykle nie ma jeszcze sensu. U nas działa np. wspólne liczenie do 30 lub 50 (w zależności od intensywności przeżyć), drapanie po plecach czy mocne przytulenie. J.J. wie, że jest bezpieczny, że jestem przy nim, z nim, że chcę mu pomóc się uspokoić, ale wcale nie wymagam, by stało się to natychmiast. Kiedy jesteśmy w miejscu publicznym, sięgam po ten sposób natychmiast i jednocześnie wyprowadzam J.J.'a. W domu zaworem bezpieczeństwa bywa chwila samotności. Kiedyś, gdy J.J. był mniejszy, pozwalaliśmy mu być samemu w pokoju, dopóki się nie uspokoił lub sami go w tym celu do pokoju wysyłaliśmy. Potem naczytałam się, że lepiej nie zostawiać dziecka w takiej chwili samego i wchodziłam do pokoju z J.J.-em. Teraz - od dłuższego czasu - to on decyduje, która z tych opcji bardziej mu odpowiada. Bywa, że prosi o to, by mógł zostać sam i przyjść, kiedy będzie gotowy. Zgadzam się.
3. Rozmawiajcie o przyczynach, zawsze!
Najczęściej sprawa jest jasna i dokładnie wiemy, co zdenerwowało nasze dziecko: że nie zgodziliśmy się na to, by zjadł więcej słodyczy, nie kupiliśmy sto ósmego samochodu, niechcący potrąciliśmy budowlę podczas wycierania kurzu, kategorycznie zabroniliśmy bić brata za to, że on zniszczył budowlę itd. Mimo wszystko, kiedy pierwszy ogień opadnie, rozmawiajmy. Nawet jeżeli oznacza to wypowiadanie samych oczywistych oczywistości lub powtórzenie czegoś po raz tysięczny. 
- Wiem, że ci przykro, ale mieliśmy umowę, że zjadasz jeden batonik dziennie, pamiętasz? Zjadłeś już dziś swój batonik? Tak? No, właśnie. Drugi batonik zjesz jutro. (i tak ze 30 razy ;))
- Nie mieliśmy tego samochodu w planach, prawda? Szliśmy do sklepu po pieczywo, tak? Pamiętasz, jak mówiłam, że idziemy po pieczywo?  
- Przepraszam, że potrąciłam twoją budowlę. Nie zrobiłam tego specjalnie. Odbuduję. Wiem, że włożyłeś w nią dużo pracy. Bardzo mi przykro, że ci ją zepsułam. Powiesz mi, jak to było?  
- Rozumiem, że się złościsz. Możesz to robić. Ale nawet w złości nie wolno ci nikogo uderzyć. Takie są zasady. Czy kiedy ty zrzuciłbyś np. z półki w sklepie coś, co pani na niej układała i ta pani by podeszła i cię uderzyła, uważałbyś że postąpiła dobrze, że na to zasłużyłeś? 
4. Bez taryfy ulgowej
Pozwalanie dziecku na złość nie oznacza, że podczas napadu szału wolno mu wszystko. Nie wolno i ustalcie to od razu, a konkretnie: ustalajcie to za każdym razem od nowa, byle tak samo. Niech to będzie jasny przekaz: złość - proszę, ale bicie, rzucanie przedmiotami, robienie innym na złość - nie! I nie ma tu żadnej taryfy ulgowej. To, że dziecko czuje wściekłość, nie może go usprawiedliwiać. Dostaje prawo i czas, nasze wsparcie i naszą pomoc, by poradzić sobie z sytuacją. Więc jednocześnie WYMAGAMY, aby z tego korzystał. Nie z innych narzędzi, a na pewnie nie z przemocy. 
Kiedy J.J. próbuje po nie sięgać, moje reakcje są zawsze takie same:
- odwołuję się do zasad 
- podaję przykład odwrotnej sytuacji: czy gdybym była zdenerwowana na ciebie, chciałbyś, żebym rzucała w ciebie na przykład łyżkami albo książkami? uważasz, że to byłoby w porządku? czy gdybyś ty potłukł mój ulubiony kubek, ja mogłabym potłuc twój? chciałbyś, żebym tak postąpiła? I tak dalej. 
Jestem niemal pewna, że kiedy moje dzieci dorosną, będą sypać takimi porównaniami jak z rękawa i uprzykrzać tym życie innych ludzi ;) 
5. Ułóżcie plan działania       
Bywa to proste, kiedy gniew ma jasno sprecyzowane podłoże: naprawiamy, umawiamy na następny dzień lub następny raz (i dotrzymujemy słowa!) itp. Po prostu wspólnie rozwiązujemy problem. Zdarza się jednak, że sprawa została załatwiona, a złość została. To znak, że może chodzić o coś jeszcze lub o coś zupełnie innego, a to, co wydawało się zapalnikiem, stanowiło tylko pretekst do wybuchu. Możemy wrócić do punktu 3 i spróbować się tego dowiedzieć. I fajnie, jeśli się uda. Ale nierzadko jest też tak, że dziecko zupełnie NIE WIE, dlaczego czuje złość. Nie umie zidentyfikować przyczyny. Tym samym nie ma sposobu - ani ono, ani my - by ją zniwelować. Wtedy przydaje się PLAN. Coś, co pomoże dziecku wrócić do bezpiecznego, spokojnego stanu, przywróci mu radość. To może być jego hobby (czy poprawi ci się humor, jeśli pobudujemy Lego? poczytamy?), aktywność fizyczna (nawet spacer), kąpiel (pisałam o niej w poprzednim poście), wspólne gotowanie lub sprzątanie. To ostatnie wydaje się może dziwne, ale przekucie energii dziecka z doładowywania złości na bardzo praktyczne czynności jest naprawdę dobrym rozwiązaniem i umiejętnością, która przyda mu się w przyszłości. Poza tym gotowanie czy sprzątanie to działania, których efekty widać od razu, a to zawsze podnosi samoocenę i poprawia nastrój.

Mam nadzieję, że moje doświadczenia przydadzą się i Wam.
Jak zawsze czekam też na to, że podzielicie się swoimi :)



koszulka J.J.'a i spodnie Niedźwiadka - Efvva
buty chłopaków - Bata    
   
  

2 komentarze:

  1. a u nas ostatnio nic nie działa :( a już najgorsze jest to, że córka najczęściej rozładowuje gniew na młodszym bracie... Dzięki więc za wszystkie rady. Chętnie bym też poczytała o tym jak sobie radzisz z zazdrością J.J. o brata, jeśli takowa w ogóle występuje. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze opinie :)