czwartek, 31 października 2013

The Catcher in The Leaves

Czasami krzyczę. Czasami nie mam cierpliwości. Czasami częściej niż zwykle. Na przykład budzona kolejny dzień z rzędu przed 7 rano, by o 11 odkryć, że dzień się właściwie dopiero zaczyna, a ja mam już łeb spuchnięty od nieutulonego płaczu ząbkującego Niedźwiadka i nieznoszącego sprzeciwu ni zwłoki J.J.-owego 'mamoooooooo'. Czasami mówię: 'Zaraz sobie wyjdę na spacer. SAMA!' i widzę wielkie oczy J.J.'a, a w nich pytanie: 'Jak to sama?' Czasami naprawdę CHCĘ być sama. Pragnę niczym niezmąconej ciszy. Chwili skupienia. Czasami dodatkowej godziny snu, jednych takich 10 minut, podczas których nic nie spadnie z hukiem, nikt nie będzie skakał, ryzykując skręcenie karku, nikt nie będzie się wspinał po szklanych drzwiach, nic się nie rozsypie i nie rozleje, nic się nie zgubi, a nawet jak się zgubi, nie będzie wymagało natychmiastowego odszukania. Jednego dnia bez nadepnięcia na klocek lub samochód. Bez małego łokcia lub kolana, wbitego w jakieś bolesne miejsce na moim ciele. Bez piosenki z 'Tomka i przyjaciół'. Bez puzzli, rozsypanych po całej (!) podłodze. Bez kataru. Jednego dnia, w którym to mi ktoś poda książkę, chusteczkę, herbatę albo koc. Czasami...

A zaraz potem myślę sobie, że za jakieś 15 lat, które wydadzą mi się krótką chwilą, będę za tym wszystkim (i za całą stertą innych wkurzeń) tęsknić najbardziej. Że będę sobie siedzieć SAMA z tą książką, pod kocem, z herbatą, w ciszy i... marzyć, by dzieci znów były dziećmi. Łobuzami i przytulakami. By dom się wypełnił hałasem, a pod stopami walały się drewniane wagoniki.

Albo znoszone tonami kasztany, żołędzie i liście.




wtorek, 29 października 2013

breaking rules

Lubię łamać zasady. Pewnie mogłabym nad tą przekorą popracować tak samo, jak nad innymi cechami charakteru, ale ją w sobie lubię. Przez długi czas moim mottem życiowym były słowa, które jakoby padły z ust Pabla Picasso: 'anything you can imagine is possible'. W przypadku mody dziecięcej z tym 'anything' bywa różnie, bo - moim wcale nieskromnym zdaniem - dziecko nie może być przebrane i piszę to świadomie właśnie przy takiej stylizacji, która może się niektórym wydać przesadna. Nie jest taka, bo spełnia niezbędne dla J.J.'a kryteria: jest mu wygodnie, nic go nie uwiera, nic mu nie zawadza, nic go nie ogranicza, ma pełną swobodę ruchów, może się bawić, skakać, chodzić po parapetach, murkach, płotach, a przy tym wyglądać niebanalnie. 
Zarówno bluza, jak i rombowe legginsy są z działu dziewczęcego, czego właściwie możecie się już po mnie spodziewać :P Bejsbolowe czapki to z kolei element stroju, którego fanką nie jestem, ale w tym sezonie, ozdobione pomponami, zdobyły moje względy. Są bowiem właśnie taką manifestacją nonkonformizmu i nieprzewidywalności. A to lubię.
Nawet kiedy myślimy, że widzieliśmy już wszystko, czy nie fajnie jest, dać się zaskoczyć?
 

czwartek, 17 października 2013

create your own: Emile et Ida

Emile et Ida inspiruje mnie od dawna. Ich printy na bluzach i koszulkach - zawsze proste, a w sedno. Kolory i sposób ich łączenia ze sobą, supermiękkie tkaniny, zwyczajne-niezwyczajne kampanie. W tym sezonie mogłabym powtórzyć absolutnie każdą stylizację chłopięcą z ich lookbook'a - tak bardzo trafiają w mój gust i w J.J.-owy styl. Ale pokazywanie Wam ich po kolei byłoby nudne ;)
Wybrałam więc taką, przy której się zatrzymałam najdłużej, bo wydała mi się jednocześnie przystępna, bardzo codzienna, ale niebanalna. Nostalgiczna taka jakaś, pewnie przez tę ciemną zieleń. I energetyczna dzięki bieli. Wiecie, że trapery też J.J. ma niemal identyczne, jak na zdjęciu z kampanii. Postanowiłam zastąpić je trampkami z Next, bo nie tylko komponują się odcieniem ze spodniami, a biało-czarnymi paskami współgrają z bluzą, ale jeszcze zadają szyku skórzanymi wykończeniami. 

P.S. A logo na butach pasuje do resoraka, ha!


środa, 16 października 2013

fight, faith, forgiveness

Nie planowałam tego publikować NIGDY, chociaż siedzi mi w głowie od ZAWSZE. Ale ostatnie posty Potwory Wózkowej i Maryli dodały mi odwagi. Bo to niby truizm, że trzeba mówić o rzeczach niełatwych i sytuacjach nie do zniesienia, ale w praktyce staramy się jednak takich tematów nie poruszać. Nawet nie ze strachu czy wstydu, tylko dlatego, że to takie... intymne. A publiczność taka... publiczna. Mam rację? 

Byłam bita. Czasami z powodu, który poniekąd rozumiałam, a czasami bez. Doświadczyłam przemocy, także tej psychicznej, a może nawet przede wszystkim tej psychicznej, bo ona dotyka najbardziej. Poniżanie, szantaż, zastraszanie. Jako dziecko wszystko brałam 'na emocje'. Nie lubiłam swojego życia. Nie chciałam żyć i dawałam temu wyraz. Kilka razy. Nie lubiłam siebie. Bywałam bardzo autoagresywna. Uzależniona od leków. Autodestrukcyjna. Gdybym taka została, kompletnie nie nadawałabym się na matkę. A jednak chciałam nią być.

czwartek, 10 października 2013

daily Bear

Niedźwiadek się pochorował, ale dzielnie to znosi. Lepiej ode mnie w każdym razie, bo ja z tęsknotą wyglądam za okno i klnę sobie w duchu siarczyście na fakt, że musimy siedzieć w domu akurat teraz, kiedy jesień jest wreszcie tą piękną, złotą i patriotyczną jesienią. No, ale nie ma tego złego... Jest więcej czasu na doskonalenie raczkowania, rozgryzania zabawek starszego brata, na próby wstawania i sięgania po najdalej położone przedmioty, na wyrywanie mamie włosów, na wylegiwanie się w mamy łóżku, na tańce-patatańce i wyszukiwanie miliona powodów do śmiechu. Tak, tak, bo z tego poważnego na początku Niedźwiadka wyrasta teraz prawdziwy śmieszek.
I tylko ja-mama, latająca w kółko z syropkami i inhalatorem, jakoś czasu nie znajduję na nic. W każdym razie na nic pozaniedźwiadkowego. 

czapa - made by Joanna, bezrękawnik - Next, koszula (boska!) - Name it

wtorek, 8 października 2013

Wilanów + Create Your Own: Gro Company

Wizyta moich rodziców skłoniła nas do ruszenia się z domu w kierunku innym niż Ikea ;) Dawno nie byliśmy w Wilanowie, oj, dawno. Poza tym dotąd widziałam ten ogród tylko wiosną i latem. Nie wiedziałam więc, jak wygląda jesienią. A wygląda zachwycająco! I to od samego progu. Gdyby nie prawdziwe tabuny mam, pstrykających swoim (mam nadzieję) dzieciom fotki w malowniczych stertach liści, pewnie i my zaleglibyśmy na tej żółto-czerwonej pierzynie w okolicach wejścia. Ale że miejsca już dla nas nie było - to sobie poszliśmy na spacer. Wypas, mówię Wam! ;P

P.S. Ta część posta miała nosić tytuł 'Cows in Wilanów', ale że byli z nami rodzice, to wiecie - jakoś nie wypadało ;)



środa, 2 października 2013

no J.J., but The Bear

Jak widzicie, zmieniła się nazwa bloga. Przyczyniło się do tego kilka (niekoniecznie miłych) czynników, ale chyba dobrze się stało. Tamta nazwa powstała w związku z upodobaniem J.J.'a do chowania się i przesiadywania w szafie oraz nieustannych zabaw przesuwanymi drzwiami. Z każdej z tych aktywności już dawno wyrósł. Ponadto teraz jest z nami Niedźwiadek, który zasługuje na coś więcej niż końcóweczkę 's'. Nową nazwę wymyśliła nasza Sweterkowa Ciocia, a ja się w niej (nazwie, nie cioci) zakochałam. J.J. & The Bear. No, czy to nie brzmi jak zespół jazzowy? J.J. & The Band ;) /jak urodzę jeszcze kilkoro dzieci, to właśnie tak się przemianujemy :P/
W związku z nową nazwą narodził się w mojej głowie pomysł na piękne logo (przyda się też do oznaczania moich much i szelek ;)) W weekend przyjeżdżają do nas rodzice, a że ojczym kreśli po mistrzowsku, to może już w poniedziałek pokażę Wam efekty (psssst, on jeszcze nie wie, że sobie u mnie nie odpocznie...).

To tyle 'formalności'.

A teraz The Bear :)
Zacznijmy od tego, że sama absolutnie u-wiel-biam tę stylizację. Jest kwintesencją Niedźwiadka. Wygodna, mięciutka, przytulna, gwiazdkowa (ofkors), kraciasta, szara, chabrowa i jeszcze z uszami! Mogłabym go tak ubierać codziennie, gdyby nie pluł marchewką ;) Słowo daję!