poniedziałek, 22 grudnia 2014

unique

Miałam tylko trochę posprzątać, bo nie robię Wigilii w domu, a i tak wiadomo, że każde sprzątanie przy dzieciach jest jak mycie zębów i jedzenie czekolady jednocześnie ;) Ale kiedy już zaczęłam, nie mogłam skończyć. Na śmietnik poszły stare gazety i czasopisma, rachunki na sprzęty dawno po gwarancji, bzdetki z jajek-niespodzianek i inne zalegacze, o których się natychmiast zapomina. Jakoś łatwo przyszło mi też namówienie J.J.'a na oddanie części swoich zabawek dla dzieci, mieszkających w domu samotnej matki w naszej okolicy. Zebraliśmy sporą torbę pluszaków i układanek, J.J. oddał nawet memo i puzzle. Oraz wielkiego pluszowego zająca. Byłam i wciąż jestem z niego dumna. Tym bardziej, że to oddawanie powoli wchodzi mu w krew: to nasza trzecia taka akcja w tym roku i za każdym razem widzę, że robi to coraz chętniej i z większym zapałem. Staram się jednak, żeby nie ogołocił przy tym swojego pokoju, bo wiem, że następnego dnia obudziłby się z płaczem i tęskniłby za tą czy inną zabawką. Oddając sporo, ale nie za wiele, czuje zaś wyłącznie radość z dzielenia. I to jest fajne!
Po Nowym Roku planuję kontynuować odgruzowywanie. Na szczęście zostanie minimalistką mi nie grozi. Nie żebym coś miała do minimalistów, chociaż powszechność tego trendu jest przytłaczająca. Lubię patrzeć na jasne wnętrza, duże, puste przestrzenie, proste formy. Lubię cieszyć nimi oko, ale nie umiałabym tak żyć. Te same meble, plakaty, czerń i biel, głównie biel - to jest super, to naprawdę ładnie wygląda. Na zdjęciu. Przeglądam te instagramy, pinteresty, blogi i nie wiem, który jest czyj, bo większość jest taka sama. Zastanawiam się czasem, czy to możliwe, żeby aż tylu ludziom podobało się dokładnie to samo? Gdzie podziała się wyjątkowość? Gdzie emocje, rzeczy sentymentalne, nasze, zindywidualizowane? Sama nieustannie poszukuję wyjątkowości, lubię wyjątkowość, do tej wracam, nią się inspiruję. 
Wertując stary dysk w poszukiwaniu świątecznych piosenek, natrafiliśmy wczoraj z Panem Mężem na dawne zdjęcia naszego salonu. Patrzyliśmy na nie lekko zaskoczeni. Był taki "łysy". Bez fotografii i obrazów na ścianach, z niemal pustymi regałami. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że przez te lata uzbieraliśmy tyle książek. Dziś zajmują wszystkie półki. Po brzegi. Wszędzie książki. Trochę gazet z moimi tekstami. Tych nie wyrzucimy pewnie nigdy. I te gry. Scrabble, Rummikub, Scottland Yard. To wszystko buduje nasz dom i nas. To, co kochamy. Wiadomo, że dom tworzą ludzie, nie rzeczy, ale rzeczy są uzupełnieniem ludzi i mają wartość - nie materialną, ale tę dodaną - będąc częścią czegoś większego. Czyjegoś świata. Naszego świata. 
Wychowałam się trochę w dwóch domach. W domu rodziców, którzy kochają sztukę, secesję, rzeźby, ciężkie meble. Malujących. Projektujących. I drugim - mojego taty, który jest niepoprawnym wręcz romantykiem i bibelociarzem. Nie mogłam wyrosnąć na minimalistkę. Nawet w imię buntu. Lubię dużo, przytulnie, kolorowo. Lubię po mojemu, po naszemu. Z odzwierciedleniem charakteru, pasji, potrzeb. 
Ach - i żeby było jasne: nie mówię, że nie można być indywidualistą i minimalistą jednocześnie. Zobaczcie na choinki tych dziewczyn: TU i TU. Można!

Na Święta życzę Wam, żebyście z nich korzystali: więcej się przytulali, mocniej kochali, dużo gadali i śmiali się przy stole, smakowali, pili, cieszyli, dawali, okazywali, żebyście mieli w... nosie rzeczy błahe, oderwali się od nich, od wymogów czy opinii ludzi, którzy nie są nam bliscy i na których nam nie zależy. Żebyście za to zajrzeli w głąb siebie i zapytali się, czego potrzebujecie, czego chcecie, o czym marzycie. Może to nowa praca, a może tylko nowe zasłony :)
Życzę Wam ciepła i szczęścia. Wiem, że jest blisko. Bardzo blisko. Na wyciągnięcie ręki. W Święta - tej ręki z opłatkiem.
Niech te chwile będą wyjątkowe!


czwartek, 11 grudnia 2014

how and what NOT to buy around Christmas

Prawda jest taka, że większość z nas w okresie Świąt wariuje. Sama jestem mega Christmas-freekiem i przyznaję się do tego bez bicia. O ile w ciągu roku jestem z punktu widzenia marketingu wielu firm najgorszym konsumentem - takim, co to czyta etykiety i po sto razy rozważa, czy na pewno czegoś potrzebuje, a nawet jak nie potrzebuje, ale pragnie, to i tak daje sobie ze trzy doby na "przespanie się" z tym, w efekcie czego większości zakupów po prostu NIE DOKONUJĘ - w okolicy Bożego Narodzenia potrafię ten rozsądek zatracić gdzieś między jednym a drugim "OMG" i "WOW" na widok wszystkich tych pięknych ozdób, dodatków, ofert prezentowych, nordyckich wzorków, futerek i innych ubranek dla chłopaków itede, itepe. Bycie blogerką ma tę wadę, że otwiera jeszcze o jakieś milion możliwości więcej i naprawdę trudno się w tym odnaleźć. Poza tym nawet gdybym chciała pójść pod prąd i powiedzieć: w tym roku NICZEGO nie kupujemy, nie będę niczego POLECAĆ, to byłaby jednak hipokryzja. Po pierwsze dlatego, że polecanie różnych rzeczy jest jednym z tych obowiązków, które KAŻDY bloger wypełnia, w mniejszym lub większym stopniu, i mówienie, że nie, zarzekanie się, że nigdy, zwykle kończy się przy pierwszej ofercie współpracy. Może nie? Po drugie - o czym już pisałam - nie jesteśmy mormonami. Żyjemy w konsumpcyjnym świecie, a nasze demokratyczne prawa, w tym prawo wyboru realizujemy w dużej mierze właśnie poprzez zakupy. I naprawdę nie ma w tym nic złego, jeśli robimy to Z GŁOWĄ. I tu po trzecie: często prosicie mnie o polecenia, przy okazji różnego rodzaju świąt, też urodzin, chrztów, czy innych wyjątkowych okazji. Pytacie mnie o to w mailach i prywatnych wiadomościach. Więc polecam. Ale ZAWSZE zakładam, że na tego bloga zaglądają osoby inteligentne, myślące i przede wszystkim z WŁASNYM rozumem oraz świadome WŁASNYCH potrzeb i FAKTYCZNYCH potrzeb swoich dzieci. Przyjmuję więc za oczywiste, że wiecie, jak powstają wszelkie przeglądy prezentów czy stylizacji świątecznych: NIE MAMY wszystkich tych rzeczy, które Wam pokazuję, a nawet jeśli mamy, to pojawiały się u nas niejednokrotnie przez kilka lat, przy różnych okazjach, sprawdziły się i dlatego trafiły na listę. Lista jest DLA WAS i jest większa nie po to, żebyście kupili WSZYSTKO (niby dlaczego miałoby mi na tym zależeć?), ale po to, żebyście mieli WYBÓR. 

Pomimo całej mojej szalonej miłości do tych Świąt, staram się bardzo pilnować i nie ulec chwili, nie emocjonalnie, ale właśnie finansowo. Im jestem starsza, tym bardziej przestrzegam zasad i limitów, wyznaczonych mi przez Pana Męża. A im bardziej ich przestrzegam, tym lepiej widzę, że są mi one potrzebne. Oczywiście są to zasady niepisane, umowne, ale dziś w odpowiedzi na Wasze sugestie, ubrałam je w słowa i tak oto powstała kolejna lista:

7 REGUŁ MĄDREGO KUPOWANIA NA ŚWIĘTA

1. Zrobić szczegółową listę prezentów i wyznaczyć limit kwotowy
Ułatwi nam to potencjalne zakupy, da czas na przemyślenie, co dla kogo, zaplanowanie prezentów niebanalnych i wyjątkowych, być może na zamówienie czegoś zindywidualizowanego, a poza tym zapewni sporą oszczędność. Bo nie będziemy kupować wszystkiego na raz za niebotyczną sumę, bo kupimy taniej lub na promocjach. No i kto powiedział, że fajny prezent nie może poczekać w szafie od lipca?
2. Wyznaczyć limit kwotowy lub/oraz ilościowy nowych ozdób    
Ubieranie domu na Święta to mój słaby punkt. Mam to w genach ;) W zeszłym roku u mojego taty naliczyliśmy niemal 30 krasnali i Mikołajów, i to tylko w kuchni i salonie, a na kupowanie domków i lampionów oboje mamy już szlaban. Pan Mąż wyznaczył mi już kilka lat temu zasadę: maksymalnie 5 nowych dodatków rocznie. Staram się tego pilnować. Przy okazji okazało się, że dzięki temu kupuję bardziej rozsądnie, rzeczy lepiej do siebie pasujące i tworzące potem spójną całość. Ponieważ mój gust tak bardzo się nie zmienia, a kolekcja rośnie w sposób przemyślany, mam nawet w planie zmniejszenie tego limitu do 3 ozdób rocznie. 
AKTUALIZACJA: tegoroczna ozdoba nr 1 to metalowy ptaszek z dzwoneczkiem z Rossmanna, ozdoba nr 2 to szyjątka (tu: choineczka) z Małych Rzeczy (jelonek i czerwona choineczka także stamtąd, ale zeszłoroczne), nr 3 - grająca kula z jeżdżącym pociągiem, z Lidla.
3. Planować wspólnie z rodziną
Dobra komunikacja to podstawa. Dzięki porozumieniu z najbliższymi możemy uniknąć niechcianych podarków, ale też kupić jeden, większy, droższy prezent, np. dla dziecka czy dla dziadków. W ogóle uważam, że zrzucanie się to genialne rozwiązanie. Podobnie jak postawienie sprawy jasno: zbieramy na samochód z akumulatorem dla chłopaków, dorzućcie się. Inni mają problem z głowy, a my mamy to, co chcemy :)
4. Ustalić priorytety
Czyli to, na czym nam najbardziej zależy. Podstawowe pytanie: jakie funkcje powinien spełniać prezent? Ja najbardziej lubię rzeczy praktyczne oraz... sentymentalne, osobiste. Praktyczne, czyli np. fotelik samochodowy, pościel itp. lubi też zrzucająca się rodzina, co bardzo ułatwia sprawę ewentualnej zbiórki. Powiecie, że to nie prezent dla dziecka, bo ono nie poczuje, że w ogóle coś dostało? Planując, co kto komu, można wyznaczyć jedną osobę, która kupi zabawkę lub książkę. W ten sposób pieniądze członków rodziny zostaną wydane z sensem, a dziecko będzie miało JEDNĄ rzecz, z której będzie się mogło faktycznie cieszyć, a nie zostanie zarzucone tysiącem drobiazgów. Prezenty sentymentalne to albumy ze zdjęciami, zindywidualizowana biżuteria czy inne pamiątki. Ich ogromną zaletą jest to, że nie są aż tak kosztowne, a wywołują pożądany efekt.
5. Zrobić samemu
Zawsze się uśmiecham pod nosem, jak mi ktoś mówi, że nie jest kreatywny. Każdy jest kreatywny. Nie każdy potrafi coś pięknie wykonać, ale liczy się przecież pomysł i zaangażowanie. Możemy coś uszyć, narysować, wydziergać. Możemy zrobić nalewkę dla dziadka. Albo ulubiony dżem dla babci. Nie zainwestujemy dużo pieniędzy, ale za to podarujemy komuś coś znacznie cenniejszego: nasz czas i pracę naszych rąk. To również świetne rozwiązanie, jeśli chodzi o oryginalne ozdoby. Ponadto często angażuje dzieci w przygotowania do Świąt i sprawia, że atmosfera w domu robi się magiczna na długo przed Wigilią. U nas będzie sporo własnoręcznie wykonanych dodatków. Ich przygotowanie w większości okazuje się banalne. Naprawdę :)
6. Olać trendy
Tak, dobrze czytacie. Bo naprawdę nie chodzi o to, by kupować to, co modne, urządzać dom modnie, ubrać dziecko modnie i tak dalej. Chodzi o to, by słuchać siebie i postępować zgodnie z własnymi upodobaniami, sumieniem, gustem i sercem. Brzmi to może nieco sekciarsko, ale wiecie, co mam na myśli. To, że reklama mówi, że tysiące prezentów, że najwspanialsze, nie powinno Was w ogóle obchodzić. To, że dziesięć blogerek pokazało w przeglądzie jakieś autko czy układankę, nie oznacza, że trzeba ją mieć. To, że na piętnastu blogach pojawiła się jakaś książka o zimie, nie znaczy, że musicie ją kupić. Inne też będą okej. Te, które już macie w domu, są na pewno świetne. Może wcale nie potrzebujecie nowych. Może nie w tym roku. 
7. Więcej BYĆ
Najwspanialszym prezentem na Święta, jaki możecie dać swoim dzieciom, bliskim i sobie samym, jest po prostu BYĆ. Warto zwolnić, znaleźć więcej czasu, nie przynosić pracy do domu, a zamiast tego kleić wspólnie łańcuchy i piec pierniki, wysuszyć plastry pomarańczy, zawiązać sznurki wokół orzechów i w nie ubrać choinkę. Robić rzeczy razem, prościej, bez pośpiechu. Do tego nie potrzeba pieniędzy, tylko chęci. 

Mam nadzieję, że już tego doświadczacie :)

AKTUALIZACJA: na zdjęciach, które dodałam poniżej możecie zobaczyć, jak pluszowy aniołek Niedźwiadka oraz jego misie "robią" za świąteczne ozdoby, podobnie jak górskie dzwoneczki, które dostałam przed laty od mamy, w koszyczku przez cały rok zbieram wstążki, które mogą się przydać podczas pakowania prezentów, podobnie jak zawieszki i tego typu drobiazgi; znajdziecie tam również srebrne niedźwiadki, które zawisną na naszej choince - wycięłam je z pudełka po perfumach Pana Męża :) Na małej, żywej choince (z Biedronki za 16.99,-) zawisł anyżek oraz własnoręcznie wykonany "łańcuch": na sznurek nawlekłam śnieżki z jakiegoś dawnego kompletu świątecznych posypek oraz dzwoneczki, kupione kiedyś w papierniczym. Domki to ozdoba i jednocześnie prezent dla J.J.'a: zrobiliśmy je razem z jego klocków, skleiliśmy i pomalowaliśmy. Miały tworzyć zimową wioskę, ale J.J. zdecydował, że będą całoroczne, więc nie malowaliśmy dachów na biało, tylko ustawialiśmy je między szyszkami, opryskanymi sztucznym śniegiem. Na ostatnim zdjęciu możecie zobaczyć w tle grudniowy "plakat" - jeden z moich ulubionych tekstów wydrukowałam i przykleiłam taśmami do drzwi witryny. Proste, prawda?    



poniedziałek, 8 grudnia 2014

beanies & stars

Dostałam właśnie zdjęcia J.J.'a z sesji dla Chrum. Do ich bluz, t-shirtów i gadżetów warszawskich cwaniaków dołączyły zimowe czapki. Bardzo ciepłe i w fajnych kolorach. Kolory są zresztą - moim zdaniem - największą siłą tych fot. No, i może trochę J.J.-owe wariactwa ;) 

Podoba się Wam?


piątek, 5 grudnia 2014

home

Jest pierwsza w nocy. Właśnie wyszłam z kąpieli. Długiej, ciepłej, z pachnącą pianą, branej w świetle choinkowych lampek, które od wczoraj zastępują nam łazienkowy halogen. Nie, nie zepsuł się. Robimy nastrój. Chyba nigdy się nie polubię z prysznicem, nawet kiedy już doczekamy się nowego domu i takiego udogodnienia. Będę się upierać przy wannie. 
Przy zasłonach, i przy kanapach z Ikei, i przy dziesiątkach zdjęć. Chociaż właśnie sobie po raz setny przypominam, że znów nie znalazłam czasu na wybranie tych kilku najfajniejszych do wywołania z mijającego roku. Ale znajdę na to czas. Na pewno. 
Wczoraj byłam kłębkiem nerwów. Chory Niedźwiadek marudził z byle powodu, a ja miałam do napisania dwa artykuły na cito. Bałam się, że nie zdążę. Zdążyłam. Skończyłam o 3.20 w nocy, ale zdążyłam. Za to dziś nadrabiałam wczorajszą złość, siedząc z Niedźwiadkiem na dywanie w salonie i budując wielkie prywatne zoo z Duplo. Takie z ruchomą kładką dla małych lwiątek, wybiegiem dla strusia, karuzelą dla słonia i... z monitoringiem. Ja budowałam, a Niedźwiadek przywoził swoim polarnym braciom ryby... koparką. 
Patrzę teraz na to zoo i się uśmiecham. W pokoju jest dość ciemno. Jedyne światło to to z monitora i z zielonych lampek, okręconych wokół choinki, którą J.J. zrobił z Panem Mężem dwa dni temu: z kartonowej rury, udającej teraz pień drzewa i rolek papieru ksero, udających gałązki. Na choince wiszą bombki i łańcuch z kolorowych pasków papieru. Pamiętacie te łańcuchy z zajęć plastycznych w szkole? Robiliśmy je co roku. Całość wieńczy wielka papierowa gwiazda. 
Choinka stoi na stole, a pod stołem... śpi J.J. Taką miał fantazję, więc wyciągnęliśmy materac z jego łóżka i przyciągnęliśmy pod stół. Ledwo go tam wepchnęłam na szerokość, ale udało się. Na długość wystaje co prawda ponad połowa, ale jest to ta połowa z nogami, więc można uznać, że się śpi pod stołem. W każdym razie J.J. tak uznał i był przeszczęśliwy.

Jest 1:30. Może to grudzień, a może się starzeję, ale coraz mniej mi potrzeba do szczęścia. No, tak, tego domu nowego. Nie z siana i patyków, ale z cegły. Budynku. Ale to jest TYLKO tyle, nie AŻ, bo AŻ - ten DOM: ten z miłości, z ciepłej kąpieli, z zapachu herbaty z miodem albo kaszki ryżowej z żurawiną, z hałasu i wybuchających co pięć sekund dziecięcych awantur, z tych klocków i twórczego recyclingu, z tego spania prawie pod stołem - ten DOM już mam, i to jest najwspanialsza rzecz-nierzecz na świecie.


środa, 3 grudnia 2014

if not cars then what?

Do Mikołajek zostały już tylko trzy doby, do Wigilii - 21. Mało. Na szczęście w tym roku działamy według planu i część prezentów z listy już jest, a nawet się rozgościła w naszym domu ;) Kalendarz adwentowy jest tutaj naprawdę wspaniałym rozwiązaniem, dzięki któremu można obsypywać dzieci mniejszymi podarunkami przez cały grudzień, zostawiając jednak te najbardziej wymarzone na 6. i 24. dzień miesiąca. Nasz kalendarz robiłam razem z małym J.J.-em dwa lata temu i wciąż nam służy, chociaż jest już nieco sfatygowany. Są w nim tradycyjne okołoświąteczne zadania typu pieczenie pierników (w tym dniu będziemy też dekorować TE pierniki, a Wy jeszcze do jutra możecie wygrać je w KONKURSIE), oglądanie świątecznej bajki, picie czekolady z piankami (jeśli uda mi się Pana Męża wyciągnąć do Ikei, to może nawet TYMI), pakowanie prezentów (w tym roku w TEN papier), ale też dodatkowe karteczki z napisem NIESPODZIANKA, oznaczające właśnie prezent. Moje typy motoryzacyjne (TU) już znacie, Lego to oczywistość, więc dziś "cała reszta" :)

Po pierwsze: pościel. Moje chłopaki uwielbiają się wylegiwać i zakopywać pod kocami, kołdrami, pledami, stertą poduszek (nasz dom wygląda przez to czasem jak lokal szalonego designera, ale ja też to lubię), więc ma dla mnie ogromne znaczenie, w czym śpią. Miękka, oddychająca tkanina i fajna grafika to warunki obowiązkowe. Moim wyborem dla Niedźwiadka była indiańska seria La Millou, dla J.J.'a potrzebowałam jednak czegoś bardziej dorosłego i wyważonego, a jednocześnie jeszcze z odrobiną magii. Komplet Effii Wesoły Dzień spełnia wszystkie moje wymogi, a żeby było śmieszniej - Pan Mąż tak bardzo lubi się w niego zatapiać, że czasami po usypianiu J.J.'a wcale nie chce wracać do naszego łóżka :O Dobrze, że chociaż materac mamy najwygodniejszy na świecie :P

Po drugie: książki. Wszystkie, które widzicie na zdjęciach i grafikach poniżej mogę polecić gorąco i z czystym sumieniem. Także kartonówki. Niedźwiadek po prostu je uwielbia. Właśnie wydawnictwa Tako i serię o Maksie z Zakamarków.

Co poza tym? Kaczucha do kąpieli KidO. Przeurocza. Podobnie jak puzzle magnetyczne Oops. W dodatku absolutnie perfekcyjnie wykonane. Obie cudowności dostępne w Mamissimie (bo gdzieżby indziej ;)) Wciąż się waham, który film wybrać dla J.J.'a na świąteczny dzień oglądania i zajadania się maślanym popcornem, ale pakuneczki w postaciami z Pingwinów z Madagaskaru już czekają w domu na swoją wielką chwilę ;) Poza tym kusi mnie drewniany smartfon. Jak wiecie, jestem raczej sceptycznie nastawiona do zapodawania dzieciom nowinek technologicznych i staram się trzymać J.J.'a na dystans od nich, więc podarowanie mu wersji bardziej "kreatywnej" pasowałoby do moich poglądów. Ale to chyba egoizm... ;)

A Wy na jakim etapie prezentowym jesteście?


poniedziałek, 1 grudnia 2014

that way

Sesja promocyjna marki That Way, za której designem przepadam absolutnie, to kolejna już tego typu przygoda J.J.'a i pierwsza Niedźwiadka. Za każdym razem mam mnóstwo wątpliwości, czy się zgodzić, czy w ogóle "iść w tym kierunku", ale kiedy widzę ich radość, otwartość i efekty takich zdjęć - przyznaję nieskromnie - wpadam w zachwyt nad swoimi chłopakami. Zazwyczaj pytam J.J.'a po sto razy, czy na pewno chce brać udział w zdjęciach, czy chce się przebierać, pozować. O ile ze zmianami ciuchów nie ma problemu, o tyle z pozowaniem już tak - J.J. jest silną osobowością i każde wykonywanie poleceń to dla niego ciężka sprawa. Ale mówi, że chce, a potem chętnie ogląda swoje zdjęcia, wspomina i chwali się rodzinie. Jest z siebie dumny, a to ważne. Z drugiej strony na każdej sesji ma moment zawstydzenia i buntu. Może to trema. Nie wiem. Przytulam go wtedy, czekamy, J.J. coś podjada, pije, a potem rozkręca się na nowo i chętnie wygłupia. Zazwyczaj. Bo przedwczoraj na planie kampanii wiosna-lato 2015 dla Kukukid ewidentnie nie miał nastroju. Myślę, że to znak i pora na przerwę. Myślę tak teraz, dzisiaj. Ale nie wiem, co będzie jutro. Może powie, że chce się znowu pobawić w modela. Może powie: mamo, koniec ze zdjęciami. A może jeszcze nieraz spróbuje swoich sił w tej dziedzinie i jak zawsze będzie w tym świetny. 

No, bo sami popatrzcie!
Czy nie wygląda genialnie? 
Czy obaj tak nie wyglądają?