czwartek, 11 grudnia 2014

how and what NOT to buy around Christmas

Prawda jest taka, że większość z nas w okresie Świąt wariuje. Sama jestem mega Christmas-freekiem i przyznaję się do tego bez bicia. O ile w ciągu roku jestem z punktu widzenia marketingu wielu firm najgorszym konsumentem - takim, co to czyta etykiety i po sto razy rozważa, czy na pewno czegoś potrzebuje, a nawet jak nie potrzebuje, ale pragnie, to i tak daje sobie ze trzy doby na "przespanie się" z tym, w efekcie czego większości zakupów po prostu NIE DOKONUJĘ - w okolicy Bożego Narodzenia potrafię ten rozsądek zatracić gdzieś między jednym a drugim "OMG" i "WOW" na widok wszystkich tych pięknych ozdób, dodatków, ofert prezentowych, nordyckich wzorków, futerek i innych ubranek dla chłopaków itede, itepe. Bycie blogerką ma tę wadę, że otwiera jeszcze o jakieś milion możliwości więcej i naprawdę trudno się w tym odnaleźć. Poza tym nawet gdybym chciała pójść pod prąd i powiedzieć: w tym roku NICZEGO nie kupujemy, nie będę niczego POLECAĆ, to byłaby jednak hipokryzja. Po pierwsze dlatego, że polecanie różnych rzeczy jest jednym z tych obowiązków, które KAŻDY bloger wypełnia, w mniejszym lub większym stopniu, i mówienie, że nie, zarzekanie się, że nigdy, zwykle kończy się przy pierwszej ofercie współpracy. Może nie? Po drugie - o czym już pisałam - nie jesteśmy mormonami. Żyjemy w konsumpcyjnym świecie, a nasze demokratyczne prawa, w tym prawo wyboru realizujemy w dużej mierze właśnie poprzez zakupy. I naprawdę nie ma w tym nic złego, jeśli robimy to Z GŁOWĄ. I tu po trzecie: często prosicie mnie o polecenia, przy okazji różnego rodzaju świąt, też urodzin, chrztów, czy innych wyjątkowych okazji. Pytacie mnie o to w mailach i prywatnych wiadomościach. Więc polecam. Ale ZAWSZE zakładam, że na tego bloga zaglądają osoby inteligentne, myślące i przede wszystkim z WŁASNYM rozumem oraz świadome WŁASNYCH potrzeb i FAKTYCZNYCH potrzeb swoich dzieci. Przyjmuję więc za oczywiste, że wiecie, jak powstają wszelkie przeglądy prezentów czy stylizacji świątecznych: NIE MAMY wszystkich tych rzeczy, które Wam pokazuję, a nawet jeśli mamy, to pojawiały się u nas niejednokrotnie przez kilka lat, przy różnych okazjach, sprawdziły się i dlatego trafiły na listę. Lista jest DLA WAS i jest większa nie po to, żebyście kupili WSZYSTKO (niby dlaczego miałoby mi na tym zależeć?), ale po to, żebyście mieli WYBÓR. 

Pomimo całej mojej szalonej miłości do tych Świąt, staram się bardzo pilnować i nie ulec chwili, nie emocjonalnie, ale właśnie finansowo. Im jestem starsza, tym bardziej przestrzegam zasad i limitów, wyznaczonych mi przez Pana Męża. A im bardziej ich przestrzegam, tym lepiej widzę, że są mi one potrzebne. Oczywiście są to zasady niepisane, umowne, ale dziś w odpowiedzi na Wasze sugestie, ubrałam je w słowa i tak oto powstała kolejna lista:

7 REGUŁ MĄDREGO KUPOWANIA NA ŚWIĘTA


1. Zrobić szczegółową listę prezentów i wyznaczyć limit kwotowy
Ułatwi nam to potencjalne zakupy, da czas na przemyślenie, co dla kogo, zaplanowanie prezentów niebanalnych i wyjątkowych, być może na zamówienie czegoś zindywidualizowanego, a poza tym zapewni sporą oszczędność. Bo nie będziemy kupować wszystkiego na raz za niebotyczną sumę, bo kupimy taniej lub na promocjach. No i kto powiedział, że fajny prezent nie może poczekać w szafie od lipca?
2. Wyznaczyć limit kwotowy lub/oraz ilościowy nowych ozdób    
Ubieranie domu na Święta to mój słaby punkt. Mam to w genach ;) W zeszłym roku u mojego taty naliczyliśmy niemal 30 krasnali i Mikołajów, i to tylko w kuchni i salonie, a na kupowanie domków i lampionów oboje mamy już szlaban. Pan Mąż wyznaczył mi już kilka lat temu zasadę: maksymalnie 5 nowych dodatków rocznie. Staram się tego pilnować. Przy okazji okazało się, że dzięki temu kupuję bardziej rozsądnie, rzeczy lepiej do siebie pasujące i tworzące potem spójną całość. Ponieważ mój gust tak bardzo się nie zmienia, a kolekcja rośnie w sposób przemyślany, mam nawet w planie zmniejszenie tego limitu do 3 ozdób rocznie.

AKTUALIZACJA: tegoroczna ozdoba nr 1 to metalowy ptaszek z dzwoneczkiem z Rossmanna, ozdoba nr 2 to szyjątka (tu: choineczka) z Małych Rzeczy (jelonek i czerwona choineczka także stamtąd, ale zeszłoroczne), nr 3 - grająca kula z jeżdżącym pociągiem, z Lidla.
3. Planować wspólnie z rodziną
Dobra komunikacja to podstawa. Dzięki porozumieniu z najbliższymi możemy uniknąć niechcianych podarków, ale też kupić jeden, większy, droższy prezent, np. dla dziecka czy dla dziadków. W ogóle uważam, że zrzucanie się to genialne rozwiązanie. Podobnie jak postawienie sprawy jasno: zbieramy na samochód z akumulatorem dla chłopaków, dorzućcie się. Inni mają problem z głowy, a my mamy to, co chcemy :)
4. Ustalić priorytety
Czyli to, na czym nam najbardziej zależy. Podstawowe pytanie: jakie funkcje powinien spełniać prezent? Ja najbardziej lubię rzeczy praktyczne oraz... sentymentalne, osobiste. Praktyczne, czyli np. fotelik samochodowy, pościel itp. lubi też zrzucająca się rodzina, co bardzo ułatwia sprawę ewentualnej zbiórki. Powiecie, że to nie prezent dla dziecka, bo ono nie poczuje, że w ogóle coś dostało? Planując, co kto komu, można wyznaczyć jedną osobę, która kupi zabawkę lub książkę. W ten sposób pieniądze członków rodziny zostaną wydane z sensem, a dziecko będzie miało JEDNĄ rzecz, z której będzie się mogło faktycznie cieszyć, a nie zostanie zarzucone tysiącem drobiazgów. Prezenty sentymentalne to albumy ze zdjęciami, zindywidualizowana biżuteria czy inne pamiątki. Ich ogromną zaletą jest to, że nie są aż tak kosztowne, a wywołują pożądany efekt.
5. Zrobić samemu
Zawsze się uśmiecham pod nosem, jak mi ktoś mówi, że nie jest kreatywny. Każdy jest kreatywny. Nie każdy potrafi coś pięknie wykonać, ale liczy się przecież pomysł i zaangażowanie. Możemy coś uszyć, narysować, wydziergać. Możemy zrobić nalewkę dla dziadka. Albo ulubiony dżem dla babci. Nie zainwestujemy dużo pieniędzy, ale za to podarujemy komuś coś znacznie cenniejszego: nasz czas i pracę naszych rąk. To również świetne rozwiązanie, jeśli chodzi o oryginalne ozdoby. Ponadto często angażuje dzieci w przygotowania do Świąt i sprawia, że atmosfera w domu robi się magiczna na długo przed Wigilią. U nas będzie sporo własnoręcznie wykonanych dodatków. Ich przygotowanie w większości okazuje się banalne. Naprawdę :)
6. Olać trendy
Tak, dobrze czytacie. Bo naprawdę nie chodzi o to, by kupować to, co modne, urządzać dom modnie, ubrać dziecko modnie i tak dalej. Chodzi o to, by słuchać siebie i postępować zgodnie z własnymi upodobaniami, sumieniem, gustem i sercem. Brzmi to może nieco sekciarsko, ale wiecie, co mam na myśli. To, że reklama mówi, że tysiące prezentów, że najwspanialsze, nie powinno Was w ogóle obchodzić. To, że dziesięć blogerek pokazało w przeglądzie jakieś autko czy układankę, nie oznacza, że trzeba ją mieć. To, że na piętnastu blogach pojawiła się jakaś książka o zimie, nie znaczy, że musicie ją kupić. Inne też będą okej. Te, które już macie w domu, są na pewno świetne. Może wcale nie potrzebujecie nowych. Może nie w tym roku. 
7. Więcej BYĆ
Najwspanialszym prezentem na Święta, jaki możecie dać swoim dzieciom, bliskim i sobie samym, jest po prostu BYĆ. Warto zwolnić, znaleźć więcej czasu, nie przynosić pracy do domu, a zamiast tego kleić wspólnie łańcuchy i piec pierniki, wysuszyć plastry pomarańczy, zawiązać sznurki wokół orzechów i w nie ubrać choinkę. Robić rzeczy razem, prościej, bez pośpiechu. Do tego nie potrzeba pieniędzy, tylko chęci. 

Mam nadzieję, że już tego doświadczacie :)


AKTUALIZACJA: na zdjęciach, które dodałam poniżej możecie zobaczyć, jak pluszowy aniołek Niedźwiadka oraz jego misie "robią" za świąteczne ozdoby, podobnie jak górskie dzwoneczki, które dostałam przed laty od mamy, w koszyczku przez cały rok zbieram wstążki, które mogą się przydać podczas pakowania prezentów, podobnie jak zawieszki i tego typu drobiazgi; znajdziecie tam również srebrne niedźwiadki, które zawisną na naszej choince - wycięłam je z pudełka po perfumach Pana Męża :) Na małej, żywej choince (z Biedronki za 16.99,-) zawisł anyżek oraz własnoręcznie wykonany "łańcuch": na sznurek nawlekłam śnieżki z jakiegoś dawnego kompletu świątecznych posypek oraz dzwoneczki, kupione kiedyś w papierniczym. Domki to ozdoba i jednocześnie prezent dla J.J.'a: zrobiliśmy je razem z jego klocków, skleiliśmy i pomalowaliśmy. Miały tworzyć zimową wioskę, ale J.J. zdecydował, że będą całoroczne, więc nie malowaliśmy dachów na biało, tylko ustawialiśmy je między szyszkami, opryskanymi sztucznym śniegiem. Na ostatnim zdjęciu możecie zobaczyć w tle grudniowy "plakat" - jeden z moich ulubionych tekstów wydrukowałam i przykleiłam taśmami do drzwi witryny. Proste, prawda?    






14 komentarzy:

  1. Mądre słowa. Ja też wpadam w ten szał, zwłaszcza do kupowania prezentów mam polot i robię zawsze podobną listę z limitami kwotowymi. W tym roku chyba pierwszy raz w życiu udało mi się kupić prawie wszystkie prezenty sporo wcześniej, co też nie jest bez znaczenia, bo z kupowania na ostatnią chwile mam kiepskie doświadczenia.
    Ps. Mam identyczny sweter jak młody :D

    OdpowiedzUsuń
  2. "olać trendy" to chyba w twoim wypadku niemożliwe, przecież ty nimi żyjesz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyję trendami? Na pewno nie :) W gruncie rzeczy mało mnie obchodzą. Interesują się sezonami tylko zawodowo, ale wybieram wyłącznie rzeczy "nasze", w konkretnym stylu, który lubię ja lub J.J., jak napisałam powyżej - większości rzeczy, które pokazuję, nie kupuję. Nie dlatego, że nie są ładne, dobrej jakości itd. Ale dlatego, że po prostu nie są MI potrzebne. Nie czuję presji posiadania tego, co nowe/najnowsze/hitowe. Raczej jako takich hitów z sieci/mody u nas nie ma, a jak są - to przypadkiem. No i popatrz na moich chłopaków, na mój dom, na zdjęcia. Daleko nam do tego, co jest teraz "trendy" :)

      Usuń
    2. ale ja nie o tym
      trudno olać trendy, jeśli ma się z nimi kontakt na co dzień. tyle.

      Usuń
    3. Trudno. Na początku. Potem już z górki ;)

      Usuń
  3. Wiesz ja też nie czuje, żeby co roku mieć coś nowego coś very trendy dlatego też staram się stworzyć coś własnoręcznie czy to będzie wieniec czy zwykły stroik na stół, wizyta w lesie wręcz wskazana, szyszki patyki kora drzew itd. orzechy z własnego ogródka, maluje kleje i cieszę się z tego co udało mi się wytworzyć. Urzekły mnie płatki, które zawiesiłaś i te domki, tak banalnie proste wydaje się ale ma tyle uroku w sobie :) Na niektóre pomysły w życiu bym nie wpadła, dlatego ciesze się, że odnalazłam Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się cieszę, że tu trafiłaś :)
      I lecę po przybory do kolejnego DIY :D

      Usuń
  4. Wpadliśmy tu wczoraj po raz pierwszy, przez przypadek, na chwilę... I co? I zostajemy, cudnie tu u was wiecie? :) Syn o mało nie wlazł na laptopa jak przeglądałam zdjęcia. Pytał co to, jak to, kto to? Bardzo mu się spodobały, a i matce się podobają. Aktualnie przerabiam posty wstecz i czekam na nowe! Pozdrawiamy Kamila i Filip

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :)))
      Zapraszam ZAWSZE :*

      Usuń
  5. Domki cudne!
    I ja muszę każdego roku coś nowego na choinkę kupić :D Choć jedną małą zawieszkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy ta choineczka ma serio zlote grochy??;) boska;) ja w tym roku niby moge szalec bo po raz pierwszy mamy swoja choinke i poki co zero ozdob ale postanowilam wsio przenyslec i nie wydac majatku wiec w ttm roku skromnie a z roku na rok cos bede sobie gromadzic;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na serio :)
      Powiem ci, że fajnie tak gromadzić spójną kolekcję :) Potem rozpakowuję te cudeńka co roku z wielkimi emocjami. I cieszę się, że dołączają nowe i współgrają.

      Usuń

Dziękuję za Wasze opinie :)