poniedziałek, 24 grudnia 2012

merry, merry

P. S. Mój cią(ę)żo(a)wy umysł podsuwa mi ostatnio różne dziwne wizje świata, co bywa denerwujące, ale i zabawne, jak np. zorientowanie się, że na pierniczkach powstał napis: "marry Christmas". Zwłaszcza, gdy się nigdy nie było nawet typem do tzw. żeniaczki ;P 

sobota, 3 listopada 2012

falling down

Wspominałam już, że uszyłam J.J.-owi maskę z myślą o naszym domowym Święcie Dyni. Niestety chyba uszyłam ją za wcześnie, bo po dwóch dniach biegania w niej i straszenia wszystkich w koło, akurat w nocy z 31. października na 1. listopada nastąpiło "zmęczenie materiału" i maska wylądowała za kanapą. Na zdjęcia przebranego J.J.'a przyjdzie więc chyba poczekać do karnawału ;)
Nasze Święto Dyni polega głównie na tym, że zapraszamy bliskich na "domówkę", częstujemy potrawami z dyni i innych skarbów jesieni (w tym roku np. zrobiłam babeczki z budyniem i jarzębiną), palimy dyniowe lampiony i delektujemy się dłuuuugim wieczorem i nocą. Podjęliśmy też próbę gremialnego obejrzenia horroru, ale po kilkunastu minutach zgodnie stwierdziliśmy, że "to głupie" i skończyło się na (moim ukochanym zresztą) "Domu dusz". 



 kurtka - H&M (allegro.pl), czapka - Mothercare (obowiązuje jeszcze 30% zniżki na wszystkie czapki, szaliki i rękawiczki)

Podgrzane przez świeczki dynie padły nam następnego dnia. Na szczęście w piątek J.J. był już zainteresowany czym innym - znalezionym przed domem liściem, który najpierw odwzorowaliśmy razem na papierze i zawiesiliśmy jako ozdobę w jego pokoju, a który potem ja sama już przeniosłam za pomocą farb do tkanin na J.J.-ową bluzkę z długim rękawem. Efekt: fajna, jesienna koszulka, która będzie idealnie pasowała do sztruksów w ciepłym odcieniu brązu.




Pomysł (choć inaczej zrealizowany) zaczerpnęłam stąd: Mama's Kram. Uprzedzam, że jest to prawdziwa kopalnia fajnych projektów typu DIY. Bardzo łatwo się uzależnić i bardzo trudno się oderwać od pędzla, nici i innych takich ;)

piątek, 5 października 2012

go wild!

Ponieważ "P." już dziś trafiła do większości Empików, mogę Wam wreszcie śmiało pokazać zdjęcia z naszej dzikiej, leśnej sesji do tego numeru. Oczywiście te, które "nie weszły", ale wcale nie gorsze :) Mój mąż upierał się, że skoro już prowadzę takie pismo, to MUSZĘ w końcu puścić naszego syna na jego łamach. Niechętnie, ale uległam. Fakt, że była to sesja Zuzi i to taka, podczas której J.J. mógł się naprawdę wyżyć i świetnie bawić też nie był przy tym bez znaczenia. 

"Że niby mam tu teraz zamieszkać?" ;)

"Nie jest tak źle... Chyba..."

"Wygląda na to, że będzie jednak niezła zabawa!"
"Oj, rozmazałem się!"

Mama poprawia makijaż.
I teraz: SZAŁ!

[No, po kim J.J. ma te zdolności aktorskie, to ja nie wiem? ;)]

A tak wyglądało szycie pióropusza noc wcześniej:

poniedziałek, 1 października 2012

race

To, co jeszcze przedwczoraj wydawało się niemożliwe, wczoraj się jednak zrealizowało. Wybraliśmy się na... wyścigi i po raz pierwszy od dawna naprawdę odpoczęliśmy. Wszyscy :) Mąż od ciągłych zmian, które mu zrzucam na głowę, ja od stresów ostatnich tygodni, J.J. od gadek o przedszkolu i rewolucji w swoim pokoju. Poza tym - również po raz pierwszy od dawna - mogłam znów ubrać syna w coś zdecydowanie bardziej stylowego ;) Strój był zresztą na miejscu nie tylko ze względu na pewien wyścigowy dress-code, ale również dlatego, że zaraz potem jechaliśmy na rocznicę ślubu do szwagrów. I choć była to jedynie skromna uroczystość w najbliższym gronie, świętowanie dekady wspólnego życia należało jednak odpowiednio uhonorować.





 sweter (przepiękny!) - kupiony w sh za - uwaga! - 3 zł; nie ma metki i wygląda na zrobiony ręcznie, nie wiem, jak ktoś mógł oddać takie cudeńko - ja zamierzam je trzymać dla potomnych ;)
spodnie, koszulka polo i kaszkiet - H&M
płaszcz - Zara
mucha - dzieło babci
buty - no name (allegro.pl)
sznurówki - pasmanteria; jak widzicie trzymam się sposobu z zeszłego sezonu i dla odświeżenia butków po prostu wymieniam w nich sznurówki, te mokasynki wyglądają teraz moim zdaniem zdecydowanie lepiej niż z oryginalnymi - granatowymi
plasterek - Ikea, i nie - J.J. nie chodzi jakiś pokaleczony - te plasterki pojawiają się głównie dlatego, że J.J. tak bardzo je lubi, że sobie po prostu wymyśla, gdzie go boli i każe sobie w tym miejscu "kleić klejki"

piątek, 21 września 2012

name day

Mniej więcej tego samego dnia, w którym jako 15-latka usłyszałam, że najprawdopodobniej nigdy nie będę mogła mieć dzieci, zapragnęłam mieć ich jak najwięcej. Minimum trójkę i najlepiej samych synów, żeby ród rósł w siłę - wiecie, staromodnie. Matka królów ;) Oczywiście od tego czasu sporo się z mojej głowie i w medycynie zmieniło. Na szczęście! Ale pamiętam, jak ze swoim pierwszym chłopakiem (no, pierwszym "na serio") wymyślałam imiona dla naszych dzieci i jak długo wydawało mi się, że te wybory przetrwają nawet zmiany na stanowisku potencjalnego ojca owych potomków.
Nie przetrwały. 

Imię dla pierworodnego przyszło do mnie samo w pierwszych tygodniach ciąży, zaskoczyło mnie, ale i zachwyciło. Od razu wiedziałam, że jest idealne. Na całe szczęście mężowi również bardzo się spodobało. Już Wam kiedyś wspominałam, że zwracam baczną uwagę na znaczenie imienia. Nie uważam oczywiście, że to o czymkolwiek przesądza, czy do czegokolwiek człowieka predestynuje, ale chcę, żeby było symbolem pewnych idei i wzorców, które zamierzam dziecku przekazać.  

W tym przypadku są to: wrażliwość i empatia, "oczy szeroko otwarte na otaczającą rzeczywistość", energetyczność i temperament, siła przebicia, świetna intuicja przy jednoczesnym poddawaniu wszystkiego w wątpliwość, rozwaga i przekonanie, że do szczęścia wystarczy miłość i akceptacja. Bycie wiecznym poszukiwaczem. 

fot. Zuzia


Trzeba marzyć
J. Kofta

Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć
Zamiast dmuchać na zimne
Na gorącym się sparzyć
Z deszczu pobiec pod rynnę
Trzeba marzyć

Gdy spadają jak liście
Kartki dat z kalendarzy
Kiedy szaro i mgliście
Trzeba marzyć
W chłodnej, pustej godzinie
Na swój los się odważyć
Nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć

W rytmie wietrznej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj wciąż o tym
Trzeba marzyć
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć



A dlaczego o tym piszę i skąd ten wiersz?
Bo dziś są imieniny mojego synka - Jonasza.

P.S. Przypomniało mi się jeszcze coś, czym chciałabym się z Wami podzielić. Jonasz urodził się w 32. tygodniu ciąży i pierwszy miesiąc spędził w szpitalu. To był trudny czas dla nas wszystkich i w zasadzie czekaliśmy wówczas na cud. Akurat była Wielkanoc i po całym dniu, spędzonym przy inkubatorze, pojechaliśmy z mężem do kościoła na ostatnią mszę o 20. Pod koniec tej mszy śpiewaliśmy wraz ze wszystkimi "Zwycięzcę śmierci". Na pewno to znacie. Znaliśmy i my, ale w tamtej chwili ta pieśń, jej przesłanie i "cud Jonasza" miały dla nas znaczenie szczególne. Dwa dni później pozwolono nam wreszcie zabrać synka do domu :)

czwartek, 13 września 2012

basics

Jak mówiłam, w jesiennej "P." znajdzie się artykuł na temat ubranek bazowych. Znajdziecie tam taką przykładową listę podstawowych rzeczy, które warto, aby dziecko miało w swojej szafie zawsze, jeśli chcemy jemu (i sobie) zagwarantować zawsze udane stylizacje. Tak naprawdę nie ma ścisłych reguł budowania podstawy dziecięcej szafy, ale osobiście uważam, że pewne elementy garderoby są po prostu niezbędne, np. bodziaki dla maluchów, topy, kardigany, jeansy, legginsy, koszule itp. Wszystko oczywiście jak najbardziej gładkie, proste i w neutralnych kolorach, tj. szarościach, bielach, czerniach, beżach i odcieniach niebieskiego, zwłaszcza w granacie. Żeby nie iść na łatwiznę i nie robić kopiuj-wklej ze wspomnianego artykułu, przygotowałam dla Was stylizacje z ubrankami bazowymi, zestawionymi z tymi, które mogą stanowić pewne problemy kompozycyjne ;)


O zaletach bodziaków rozpisywać się tu nie będę, ale z pewnością oprócz tych zupełnie gładkich fajną bazą mogą być również te z eleganckimi guziczkami (byle dobrze podszyte i nie drażniły dziecka lub były to zatrzaski, udające guziki) czy kieszonką. Inną opcją będą te w delikatne wzory - kropeczki, paseczki lub jednobarwne, nieduże napisy. Takie wzorki mogą się zresztą znaleźć na każdym "podstawowym" ubranku. Poniżej zobaczycie np. szary sweterek i rajstopki w koniczynki. Ich wielkość i kolorystyka sprawia, że nie są "inwazyjne" i doskonale się sprawdzają w roli tła dla bardziej zwariowanych elementów garderoby. A przy tym z pewnością nie są "nudne" ;)

 






Chociaż ja sama nie mam nic do "nudnych" rzeczy w dziecięcej szafie. Są bowiem stuprocentową gwarancją jako takiej elegancji. Szary kolor - supermodny w tym sezonie! - po prostu uwielbiam. Pasuje absolutnie do wszystkiego i jest uniseksualny jak chyba żaden inny. "Lubi się" nawet z trudnymi wzorami, jak kosmos, komiks czy geometryczne szaleństwo. No i można go doskonale przełamywać beżem czy czernią oraz ozdabiać żabotami, koronkami, falbankami itp. bez ryzyka, że będzie dziwacznie wyglądał. 

Poniżej szary sweterek i koszula z kamizelką w zestawie ze spodniami dla chłopca w kolorach - powiedzmy - żarówiastych. Nie wiem jak Was, ale mnie takie spodnie zawsze kuszą i zazwyczaj tej pokusie ulegam, by potem w domu dojść do wniosku, że nie mam ich z czym połączyć, a efekt "skittles" raczej nie należy do moich ulubionych ;) Do takich odjazdowych kolorów dobrze pasuje też granat (patrzcie: poniższe zestawy z sukienkami) i odcienie brązowo-beżowe.

Nie bez znaczenia przy wyborze bazy są kroje ubranek. Te powinny być jak najbardziej klasyczne. Będą to więc właśnie kardigany, sweterki z dekoltem w serek, kamizelki itd. 























Klasyka ma decydujące znaczenie także przy wyborze jeansów. Najlepiej, gdy są niebieskie (przy czym raczej ciemnoniebieskie), szare lub czarne, o kroju rurek albo prostym. Bez ozdób czy kolorowych szyć (nitka powinna być w tym samym kolorze co spodnie, w przypadku niebieskich jeansów może być także lekko pomarańczowa). Każdy maluch powinien mieć w swojej szafie przynajmniej jedną parę takich zwykłych jeansów. A my, mając je pod ręką, możemy śmiało szaleć ze wzorami, kolorami i krojami górnych części stroju. Oraz z butami.

Podzielcie się swoimi opiniami i sposobami na "bazę".






















Zdjęcia pochodzą ze stron firm: c&a, coccodrillo, h&m, okaidi, reserved, river island, smyk i zara


wtorek, 11 września 2012

too much, too soon

To był naprawdę zwariowany tydzień, a przed nami kolejne dwa podobne. J.J. przedszkole przyjął dość dobrze. Bez płaczów, lęków i porannego ruchu oporu. Niestety już po czterech dniach złapał wirusa i od piątku niezmiennie choruje :/ Mam nadzieję, że nie będzie to stały schemat i w miarę szybko wyrobi sobie odporność. Nie wiem jeszcze, jak to będzie z moją odpornością na "bezpłatną, państwową edukację", ale o tym może przy innej okazji, bo obawiam się, że bym jakiś wirtualny limit znaków wyczerpała ;) Dziś o ubrankowo-woreczkowej wyprawce. Pełnej jeszcze nie mam, ale jak już wszystko skompletuję, z pewnością Wam pokażę. Póki co zaopatrzyłam J.J.'a w spodnie dresowe (dotąd miał właściwie jedną parę, w porywach do dwóch) i bluzy (nie, nie są to komplety). Dostał też kapcie, ale ukochał je sobie jako domowe i odmawia w tej kwestii dyskusji, więc dopóki nie znajdę innych, które zaakceptuje, funkcję tę w przedszkolu pełnią zwykłe, szare trampki. Postaram się przy sprzyjającej pogodzie (jest) i zdrowiu (nie ma) zrobić wkrótce kilka sesji w tych "służbowych" ubrankach. Poniżej możecie zobaczyć, jak J.J. wyglądał pierwszego dnia i co robił po powrocie do domu... ;)


 spodnie - American Outfitters/ koszula - John Rocha/ top - H&M/ plasterek - Ikea


Winogrona zaskoczyły nas kompletnie. Zaowocowały po raz pierwszy, odkąd tu mieszkamy, czyli od jakichś 9-ciu lat (rany!). Zaskoczył nas też ginekolog, który podczas ostatniego USG oświadczył, że tym razem daje 60% na dziewczynkę. W efekcie czego zrobiliśmy burzę mózgów, próbując wybrać imię dla córki. Zdania co do efektów tej burzy są podzielone. Mąż skłania się ku imionom ładnie brzmiącym i nie znaczącym nic szczególnego, ja ku tym znaczącym, J.J. zaś upiera się, że jego ewentualna siostrzyczka powinna mieć na imię Księżniczka. I również nie zamierza dyskutować ;)

Do "wariackości" tego czasu przyczynia się też znacznie fakt, że zamykamy trzeci numer, a jeszcze nigdy nie miałyśmy tylu kłód pod nogami, co teraz. Pada sprzęt, brakuje ubranek, pogoda psuje się dokładnie w godzinach wyznaczonych sesji, od początku sierpnia po dziś dzień trwa też wakacyjny efekt domina, w związku z czym dział z newsami i poleceniami wciąż ma sporo luk, nie mówiąc już o tym, że niektóre marki nie raczą udostępniać cen i rozmiarów swoich produktów. Ot, tak. Z zasady. Ale żeby pokazać ich ofertę - to owszem, nawet by chcieli... Tłumacząc tę kwestię po raz kolejny, od podstaw czuję się czasem nieco idiotycznie.   

No i jeszcze przemeblowanie.
Z tym to dopiero będzie zabawy!

sobota, 1 września 2012

cast away

"Nadejszła wiekopomna chwila" ;) Po latach znów zacznę żyć rytmem roku szkolnego. Boję się przedszkola bardziej niż J.J., który nie zdaje sobie jeszcze sprawy, co to dokładnie oznacza. Najpierw bałam się tego, że go panie nie dopilnują, że zaraz na ulicę wybiegnie, coś wyleje, przewróci na siebie regał, po którym będzie się wspinał itd. Teraz jednak wizje katastroficzne ustąpiły miejsca zwykłej tęsknocie. Mojej, za naszą codzienną rutyną. Za naszymi długimi porankami, śniadaniami, spacerami, rozmowami, układaniem puzzli i graniem w memo. Stracimy to wszystko bezpowrotnie. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że przyszła pora na ten krok, że to właściwe dla rozwoju małego człowieka i że w dłuższej perspektywie taki postęp społeczno-edukacyjny bardzo się J.J.-owi przysłuży, ale póki co świadomość owych faktów nijak nie uspokaja mojego matczynego serca. Tym bardziej, że już za kilka miesięcy w naszym domu pojawi się kolejny mały człowiek i miejsce dotąd zajmowane przez J.J.'a przejdzie kolejną metamorfozę. 
  
Making the decision to have a child is momentous. It is to decide forever to have your heart go walking around outside your body. 
Elizabeth Stone


Ale za to wakacje mieliśmy udane :D







Z dziadkiem:


beżowe szorty, bluzka w paski, szary kaszkiet - H&M
biała koszula - no name (sh)
słomkowy kapelusz - F&F dla Tesco
chusta w kratkę - KappAhl
polo w paski - Tchibo
 sandały - pro pedo (allegro.pl)
dresowe szorty - Endo
kremowo-szare szorty - Chicco (sh)
T-shirt - Okaidi
chusta w czaszki - lokalny bazarek
kąpielówki - Nabaji

Refleksja stylistyczna: najlepszy sposób, żeby spakować dziecko (i siebie) nad morze, to zabrać tylko ubrania w stylu marinistycznym. Kolorystyka dość ograniczona: czerwony, granatowy, beżowy, biały. Pasy oraz szare, żółte i słomkowe dodatki. Nie ma możliwości, żeby coś do siebie nie pasowało albo psuło sfotografowane wspomnienia. Banalne i... niezawodne ;)

wtorek, 14 sierpnia 2012

like a cowboy

Tak, tak, jesienią będzie dziko i obłędnie. Sesja wyszła cudnie - nie chwaląc się ;) - i chociaż nie mogę póki co robić falstartu, postaram się Wam wkrótce pokazać chociaż backstage. Przemiłe panie ze stadniny, w której pstrykaliśmy, pozwoliły nam nawet "wykorzystać" konia i użyczyły wspaniałe, kowbojskie siodło. Nie spodziewałam się, że J.J. będzie miał z tego tyle samo, a może i więcej frajdy niż nasza piękna, rudowłosa modelka. Głaskał, karmił, tulił się i w ogóle był końmi zachwycony. Mam niejasne przeczucie, że wkrótce trzeba będzie wyprawę do stadniny powtórzyć. 




koszulka - F&F dla Tesco
kamizelka - Next
spodnie, buty - H&M
toczek - własność stadniny
kapelusz - z Mrągowa

Ostatnimi czasy J.J. odkrył także body-painting ;) Po prostu uwielbia się malować. W związku z tym zaopatrzyliśmy się w farbki do twarzy, a następnie w farbki do malowania rękami. Mają konsystencję żelu i naprawdę intensywne kolory. W dodatku świetnie i szybko zmywają się wyłącznie przy użyciu ciepłej wody i mydła. Jest to naprawdę świetna zabawa, ale muszę przyznać, że dopóki słońce znów nie wyjdzie, ograniczam terytorium owych malarskich szaleństw do wanny. Na wszelki wypadek, gdyby farbki nie zmywały się z mebli i ścian równie łatwo jak ze skóry.