piątek, 31 sierpnia 2012

it's never too late to find summer ;)

Plan był ambitny. Aktywne (sieciowo i zawodowo) wakacje. Zaopatrzyłam się nawet w mobilny internet, co było wyczynem, bo z zasady nie lubię tego rodzaju "smyczy". Nie spodziewałam się, że znikniemy na tak długo. Tymczasem okazało się, że reklama kłamie i Play wcale nie sięga dalej niż Wojewódzki ;) No, ale nie ma tego złego... Nauczyłam się ustawiać autoresponder i odstresowałam się odrobinę. Tak, odrobinę, ale dlaczego zżera mnie stres - w innym poście. Dziś kilka fotek z pierwszych dni wakacji. J.J. po raz pierwszy w życiu nie chciał się pakować i wracać już drugiego dnia od wyjazdu. Doceniał wszelkie nowe aktywności i naprawdę się cieszył z czasu poza domem, choć na wszelki wypadek na wstępie ustalił, że "tu J. bedzie spać, mieszkać nie" ;)
 

J.J. w basenie. Jak widzicie, pływał całkiem sam. Muszę przyznać, że jestem zachwycona marką Nabaji (dostępna w wielu sklepach, m. in. w sieci Decathlon). Nie dość, że ceny wszystkich pływackich gadżetów są bardzo rozsądne, to jeszcze rękawki okazały się super wyporne. W typowych, tych żarówiasto-pomarańczowych o samodzielnym pływaniu J.J. mógł tylko pomarzyć. Wciąż opijał się wody i szybko rezygnował z prób. W tych pokonywał całe długości basenu w tę i z powrotem. Mało brakowało, aby wyruszył z nimi na pełne morze ;)



Zawsze odwiedzamy rodzinę "po drodze" nad morze. Moją rodzinę, którą widuję bardzo, bardzo rzadko. Na naszej trasie jest Gorzów, Stargard, Szczecin i Gryfice. Ta śliczna dziewczynka to córeczka mojego brata ciotecznego - Zosia. Gen pięknych oczu mamy wyjątkowo silny, prawda? ;)





Pogodę mięliśmy cudną. J.J. szybko się z morzem i plażą zaprzyjaźnił. Do tego stopnia, że nawet po sztormie, który nie dawał nam-rodzicom spać, nie zamierzał rezygnować z codziennych rozrywek. Co tam, że wiatr dął z prędkością, niepozwalającą mi otworzyć oczu! J.J. uważał to zjawisko za doskonałą okazję do skoków przez fale, gonienia ptaków, spacerów po molo i... jedzenia lodów. 

spodnie w paski - Lindex
chabrowe spodnie i żółte trampki - H&M
 kurtka - vintage, po mnie
słomkowy kapelusz i szare trampki - F&F dla Tesco
chusta - KappAhl
czapka i bluza - Zara

wtorek, 14 sierpnia 2012

like a cowboy

Tak, tak, jesienią będzie dziko i obłędnie. Sesja wyszła cudnie - nie chwaląc się ;) - i chociaż nie mogę póki co robić falstartu, postaram się Wam wkrótce pokazać chociaż backstage. Przemiłe panie ze stadniny, w której pstrykaliśmy, pozwoliły nam nawet "wykorzystać" konia i użyczyły wspaniałe, kowbojskie siodło. Nie spodziewałam się, że J.J. będzie miał z tego tyle samo, a może i więcej frajdy niż nasza piękna, rudowłosa modelka. Głaskał, karmił, tulił się i w ogóle był końmi zachwycony. Mam niejasne przeczucie, że wkrótce trzeba będzie wyprawę do stadniny powtórzyć. 




koszulka - F&F dla Tesco
kamizelka - Next
spodnie, buty - H&M
toczek - własność stadniny
kapelusz - z Mrągowa

Ostatnimi czasy J.J. odkrył także body-painting ;) Po prostu uwielbia się malować. W związku z tym zaopatrzyliśmy się w farbki do twarzy, a następnie w farbki do malowania rękami. Mają konsystencję żelu i naprawdę intensywne kolory. W dodatku świetnie i szybko zmywają się wyłącznie przy użyciu ciepłej wody i mydła. Jest to naprawdę świetna zabawa, ale muszę przyznać, że dopóki słońce znów nie wyjdzie, ograniczam terytorium owych malarskich szaleństw do wanny. Na wszelki wypadek, gdyby farbki nie zmywały się z mebli i ścian równie łatwo jak ze skóry. 



sobota, 11 sierpnia 2012

so smooth

Korzystając z obecności siostry staram się uspokoić i wyciszyć. J.J. jest przeszczęśliwy, przebywając ze swoją ciocią, bo chociaż ją katuje, to robi to przecież z miłości ;) Planujemy oczywiście kolejny numer Wiecie-Czego, a nawet już jutro zabieramy się ostro do pracy, ale ten tydzień upłynął nam głównie na niespiesznym spacerowaniu i piciu kawy zbożowej w altanie. Nie bez znaczenia była przy tym dziwna dwudniowa gorączka J.J.'a, która na szczęście równie nagle minęła, jak się pojawiła, a jego siły i ochota do zabawy wróciły nawet jeszcze szybciej. 

Poniżej klimatyczne zdjęcia z naszego dnia na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu. Odwiedziliśmy m. in. Manufakturę Cukierków i uniwerek z przeszłości, która wydaje się coraz bardziej zamierzchła. 




 Widać między nimi tę pozytywną energię, prawda?

T-shirt - no name (sh), reszta - H&M

Mimo, że marka Coccodrillo nie należy do moich ulubionych, lookbooki niemal zawsze mają mistrzowskie. Możecie je dorwać w każdym sklepie i przygarnąć, co szczerze polecam. Zdjęcia są przepiękne i naprawdę inspirujące. Kolory uwodzą. A na deser znajdziecie w tej książeczce niemało przepisów na smakołyki, które na pewno przydadzą się jesienią i zimą. 



Dziś byłam na badaniach prenatalnych. Podobno wszystko z maluszkiem w porządku. Przy okazji pytam bardziej doświadczone mamy z lepszym wzrokiem: rośnie mi drugi chłopczyk, czy widzę coś, czego nie ma? ;)

wtorek, 7 sierpnia 2012

in my sister's eyes

Wybaczcie dłuższą nieobecność, ale od ubiegłego tygodnia wciąż kogoś gościmy w naszym małym domku. Oczywiście gości kochamy i witamy ich zawsze z otwartymi ramionami oraz pełną lodówką, a to oznacza szał sprzątania, prania, gotowania i innych niezbędnych czynności przygotowawczo-organizacyjnych. Teraz jednak gość został jeden - moja siostra :D Więc spodziewajcie się na blogu cudownych zdjęć jej autorstwa. Pierwsza dawka, przeglądowa ;) poniżej. Na pewno nie odmówimy sobie też przyjemności zrobienia sesji w jesiennych klimatach. Od jutra zapowiadają ochłodzenie, na które czekamy z utęsknieniem. J.J. - podobnie jak ja - nie jest fanem upałów. Wręcz przeciwnie. Chłodna, deszczowa, wietrzna 20-stka stopni Celcjusza to nasze optimum. 

Przy okazji powiem Wam, że J.J. bardzo polubił Filipa i mamę, która zapomniała - książkę dostał właśnie w prezencie od swojej cioci - a ja po raz kolejny przekonałam się, że dziecięca literatura skandynawska po prostu wymiata. A Wy co sądzicie o tego typu ironiczno-onirycznych historiach?