czwartek, 28 lutego 2013

pre-spring

Śniegi topnieją, bałwany topnieją, błoto płynie, a w naszym ogródku wybiły dziś tulipany - to takie małe, może półcentymetrowe zielone Coś dopiero, ale zapachniało wiosną. Jeśli dodać do tego fakt, że od rana do wieczora wokół nas hałasują ptaki i dzieci, to nie da się już oprzeć wrażeniu, że wracamy wszyscy do życia, jakby z dalekiej podróży. Ja wracam na pewno. Z głową tak pełną inspiracji i kombinacji, jak je po swojemu zrealizować, że aż boli. Ani J.J., ani Niedźwiadek nie będą mieli lekko z taką "zainspirowaną" matką - będą musieli jej projekty testować, pozować i robić jak najlepsze wrażenie ;) Biedne chłopaki!

Zainspirowane Ewkowym 'E' Olgi. Jeszcze raz dziękuję za wskazówki :*


Inspiracja stąd. I jak zwykle lojalnie uprzedzam, że jest tam tego więcej. U nas też zresztą zobaczycie wkrótce kilka malowanek. Zwłaszcza w rozmiarze mini. Dla ścisłości - za pieczątkę robi ziemniak. Gąbka się nie sprawdziła.

A oto mój drugi "szafiarz":





bluzeczka - no name; nigdy niezałożony prezent dla J.J.'a (wydawała mi się zbyt dziewczęca, na szczęście mi to wrażenie przeszło)
spodenki - H&M

Te ostatnie gorąco polecam dla wszystkich niemowlaczków (są dostępne tylko w rozmiarze 56 i 62, ale starczą z pewnością na dłużej). Wypróbowywałam już takie portki a'la legginsy różnych marek, także H&M, ale żadne nie przypadły mi do gustu tak jak ten komplecik (są w dwupaku i kosztują 29,90 zł, jeśli dobrze pamiętam) z organicznej bawełny. To po prostu najbardziej miękkie i wygodne spodeny, z jakimi miałam do czynienia. Przemiłe w dotyku, łatwe w praniu, cieplutkie, a jednocześnie "oddychające". No, i cena przyjazna. Jestem nimi oczarowana. Niedźwiadek też nie narzeka ;) 

środa, 20 lutego 2013

shopping for two

Tęsknię za zakupami. Ale takimi porządnymi. Staromodnymi. Czyli za buszowaniem po sklepach, ba - po całym centrum handlowym! Dotykaniem ubranek (tak, tak, ubranek, nie ubrań, bo największą frajdę sprawiają mi zakupy dla dzieci, a poza tym kupowanie czegokolwiek dla siebie, kiedy ciało jest jeszcze "in progress", mija się z celem), przymierzaniem ich, wdychaniem zapachów nowości, podziwianiem kolorów na żywo, a nie na ekranie monitora. Chaosem, szumem i tłumem. Oj, tęsknię jak diabli. Za mną kilka miesięcy przymusowego odwyku, a przede mną - cóż, pewnie jeszcze co najmniej kilka tygodni. Mam jednak nadzieję, że po powrocie w trybiki wielkiego handlu załapię się na wiosnę w pełnym rozkwicie i że zachwyci mnie to, co zobaczę. Bo niby człowiek trzyma rękę na pulsie i wie, czego się spodziewać, ale rzeczywistość online od tej w realu jednak odbiega. Zawsze.
Na razie sobie marzę, robię listę niezbędników i korzystam z ostatnich dni wyprzedaży w sklepach internetowych. Jakie to fajne, powiem Wam, kiedy oprócz działu "chłopcy" zaglądam też znowu do niemowlaczków. A potem listonosz przynosi po paczuszce dla każdego dzidziula :) Tak jak dziś. 

 Zakupy dla J.J.'a - zrobione tu. Ostatnie dni tak przystępnych cen, więc polecam.


 Zakupy dla Niedźwiadka - stąd

Czubek góry lodowej, czyli lista dla J.J.'a, który wyrósł już niemal ze wszystkich ubrań, nabytych przed zimą. O lewej: next, zara, next, next, next, h&m, reserved.


Zauważyłam, że na moich listach dla Niedźwiadka niebezpiecznie często przewija się marka Lindex (tu: body i czapeczka), co jest o tyle irytujące, że nie mam jej pod ręką (ktoś z Was ma?), a sklep internetowy nie akceptuje przelewów bankowych. Ale za to dżinsiki są z Next ;)

Tymczasem Kung-Fu-Brunio w rampersie i skarpetkach po starszym bracie:

poniedziałek, 18 lutego 2013

here we go!

Zbieraliśmy się do tego pierwszego spacerku, oj, zbieraliśmy. Antybiotyki nam dzieci wyjałowiły, a aura na zewnątrz wiadomo jaka, ale zastosowaliśmy metodę małych kroczków - zaczęliśmy od 5 minut werandowania dla Niedźwiadka i 15 minut spacerku dla J.J.'a - tak, aby w weekend pozwolić sobie już na porządną, co najmniej półgodzinną wyprawę. Poza tym niecierpliwiłam się jak dziecko, kiedy będę mogła wreszcie przetestować nasz piękny nowy wózek w warunkach ekstremalnych, tj. na naszej krzywej gliniasto-kamienisto-piaszczystej ulicy, w dodatku skutej lodem. Ale jeśli myślicie, że dostąpiłam tego zaszczytu - to mylicie się dokładnie tak samo jak ja! J.J. nie pozwolił mi bowiem wózka choćby palcem musnąć. Mianował sam siebie osobistym szoferem brata i przejął władzę nad pojazdem niepodzielnie. Początkowo serce podskakiwało mi z nerwów przy każdej dziurze, w którą wjeżdżał, tracąc równowagę, ale na szczęście wózek okazał się nie tylko śliczny, ale i wyjątkowo zwrotny i dopasowujący się do nierówności podłoża, podobnie jak do nierówności temperamentnego kierowcy ;) Fajnie było, tyle powiem. A że podobno apetyt rośnie w miarę jedzenia, to teraz będę czekać na spacer godzinny, potem na plac zabaw, pierwszą wspólne zakupy w Ikei, pierwszą wspólną wycieczkę pociągiem,  pierwszy wyjazd do dziadków, pierwsze wakacje we czwórkę...






sobota, 16 lutego 2013

baby love

Niedźwiadek ma dwa tygodnie. Lubi jeść, aż za dużo i nie daje się oszukać ciepłą wodą. Szybko przybiera na wadze i chociaż nie mam możliwości sprawdzenia tego w domu, jestem pewna, że zbliża się do 4 kg. Coraz częściej nie śpi i bacznie się rozgląda. W takich chwilach aktywności zwykle domaga się brania na ręce. Jest w tym na tyle cwany, że udaje głód, po czym - wzięty w ramiona - natychmiast "zasypia". Najszczęśliwszy jest owinięty w kocyk i wtulony w szyję. 
Bunt J.J.'a trwa, ale powoli traci na sile. Im dłużej jesteśmy razem w domu, im ciszej i spokojniej do niego mówię, im więcej go przytulam, im bardziej się angażuje w pomoc przy Niedźwiadku, tym mniej w nim wszelkiego rodzaju oporów i złości. Obserwuję w nim zmiany niemal co dzień. Widzę, jak łagodnieje. Rozumie już, że jego pozycja się zmieniła, ale nie jest zagrożona i że nadal jest kochany dokładnie tak samo, jak przedtem. Powolutku zaczyna snuć plany, związane z posiadaniem braciszka. Opowiada mi, jak będą wspólnie skakać po łóżku, robić pociąg i jeździć autami. Pokazuje Niedźwiadkowi swoje samochody i domaga się ode mnie, żebym go postawiła na podłodze (!) i pozwoliła im się pobawić. Coraz więcej, częściej i bardziej otwarcie głaszcze i całuje maluszka. Jestem naprawdę dumna z tego, że tak szybko się adaptuje i ile w nim czułości. Oby ten trend się utrzymał :)



Niedźwiadek "chodzi" w moim sweterku :D
A J.J. na pierwszym zdjęciu (sorry za epatowanie piersią, ale B. tak często je, że ciężko mu zrobić zdjęcie bez udziału obsługi cateringowej ;P) ma na sobie prześliczną koszulkę z liskiem od miszkomaszko
Obecność babci (mojej mamy) zaowocowała wznowieniem tradycji codziennych spacerów. Tak, tak, ja też wreszcie wystawiłam nos z domu i z przyjemnością zachłystywałam się świeżym powietrzem. Także maluszka zaczęliśmy już werandować, więc niedługo spodziewajcie się relacji z pierwszej wyprawy ;)
Ponadto babcia chwyciła za farbkę i pędzel i przyozdobiła J.J.-owe skrzynki. Wyszła z tego świetna zabawa, bo J.J. znosił kolejne wagony do odwzorowywania i namiętnie bił brawo, obserwując efekty malowania: 


wtorek, 12 lutego 2013

home sweet home

Wróciliśmy. Jesteśmy.
Ostatniego posta na moją prośbę opublikowała Zuzia (moja siostra). Drukowała mi potem Wasze komentarze i przynosiła do szpitala. W tych trudnych chwilach bardzo podnosiły mnie na duchu i dodawały wiary, że całe to zamieszanie mimo wszystko dobrze się skończy. DZIĘKUJĘ WAM OGROMNIE!
Brunek jest jeszcze żółciutki, ale już zdrowy. Dziś byliśmy jeszcze na zleconej przez pediatrów konsultacji kardiologicznej, ale na szczęście i ta okazała się wyłącznie profilaktyką.   
Uspokajamy się więc po początkowym stresie, uczymy się siebie i oswajamy nową codzienność. Ja po raz pierwszy poznaję zachowania niemowlaka, bo J.J.-owy miesięczny pobyt w CZD mnie tego doświadczenia pozbawił. Podobnie jak karmienia piersią, którym zamierzam się teraz nacieszyć. J.J. ma oczywiście najtrudniej, tym bardziej, że przechodzi okres burzy i naporu, negując z założenia absolutnie WSZYSTKO od jedzenia twarożku po obcinanie paznokci, ale staramy się być dla niego wyrozumiali. Przytulamy go znacznie więcej niż zwykle (w efekcie chodzę "obwieszona" dziećmi przez większość dnia ;) i powtarzamy, że go kochamy, jakkolwiek nie dawałby się nam we znaki. Póki co jego stosunek do Niedźwiadka, choć naznaczony pewnym niepokojem o swoją pozycję, jest bardzo fajny i pełen czułości. J.J. obserwuje braciszka, komentuje wielkość jego noska, długość włosów, pomrukiwania, ale przede wszystkim dba o to, bym przypadkiem nie zapomniała zmienić mu pieluszki lub dać mu mleczko. Najbardziej jednak rozczula mnie to, że głaszcze go i całuje, kiedy nie patrzymy. Jakby się tego trochę wstydził. 
Niedźwiadek jest z kolei najgrzeczniejszym dzieckiem świata. Jest cichutki i słodziutki, a przy tym żarłoczny i bardzo przytuliński. W tym tygodniu mam do pomocy mamę, która wprost nie może wypuścić maluszka z rąk, więc przy takiej babci jego umiłowanie dla przebywania w kochających ramionach po prostu kwitnie ;)

Tak przywitała nas Zuzia:

Pierwszy posiłek po powrocie. J.J. karmi się sam, ale musi być blisko. Ja jeszcze w szpitalnym outficie i z tłustymi włosami.

Pierwsze "stylówy" Niedźwiadka ;)
Gondolka wózka z powodzeniem pełni funkcję tzw. kosza Mojżesza. Ponieważ jednak J.J. nadal wozi we wspomnianym pojeździe swoje zabawki i raczej nie jest w tym temacie otwarty na negocjacje, gondola stoi zwykle na kanapie. Na szczęście Niedźwiadkowi jest póki co wszystko jedno. Byle by miał mięciutko, cieplutko i spokojnie. 




jeansy i bluza - po J.J.-u, H&M
sweterek - no name
spodenki polarowe - moje dziełko; średnio udane, prawdę mówiąc, ale "pierwsze koty za płoty" ;)    

wtorek, 5 lutego 2013

reality bites

Nasz Mały Niedźwiadek urodził się zgodnie z planem w piątek 1. lutego. Ważył 3480 g i mierzył 53 cm. 
Na tym jednak wypełnienie planu się skończyło. Stale rosnąca żółtaczka, prze którą Brunek spędza kolejną dobę pod lampami inkubatora, to według lekarzy najmniejszy z naszych problemów. Mały ma bowiem infekcję i choć wiadomo już na pewno, że nie jest to ta sama infekcja, przez którą przeszedł J.J. oraz prawie na pewno, że reaguje na antybiotyki, wciąż powtarzane są badania i nie ma jednoznacznej diagnozy. Nie ma więc także jasnych prognoz terapeutycznych, ani konkretnego terminu powrotu do domu.
Proszę więc Was o kciuki, modlitwy i ciepłe myśli. Przydadzą się Niedźwiadkowi. I mnie.