poniedziałek, 26 września 2016

autumn trends 2016 with... RASPBERRY REPUBLIC / secret garden

Butelkowa zieleń to mój ulubiony kolor (a Wasz?). To do niej najchętniej wracam, szczególnie jesienią. Lubię nastrój, jaki tworzy. Jakoś od razu, od samego tylko patrzenia na nią wokół robi się przytulniej i cieplej, pomimo jesiennych chłodów, które da się już wyraźnie wyczuć. Cieszę się, że w tym sezonie wszystkie ciemne odcienie zieleni robią taką furorę, bo wreszcie jest w czym wybierać. Cieplej jest także między chłopcami, przynajmniej przez pierwszą godzinę po lekcjach/zajęciach ;) Szkolno-przedszkolna rozłąka dobrze robi ich wzajemnej relacji. Mają czas, żeby się za sobą stęsknić i się nawzajem docenić. Co ciekawe, Samotny Wilk J.J. tęskni równie mocno, co towarzyski Niedźwiadek. Uwielbiam patrzeć, jak padają sobie w ramiona i niemal się duszą z tej miłości ;) Oczywiście wiem, że niedługo znów wybuchnie między nimi Awantura Gigant, bo na przykład Niedźwiadek coś zepsuje, żeby sprawdzić, jak to działa, a J.J., który z mozołem to stworzył, zezłości się i wyrzuci brata z pokoju. Albo to Niedźwiadek postawi swoją wieżę, a J.J. jako zawsze-wiedzący-lepiej będzie go tonem nieznoszącym sprzeciwu pouczał, co należy w tej budowli zmienić. Jednym słowem: normalka! 
Często pytacie mnie, czy chłopcy się kłócą, a ja odpowiadam: zawsze, ciągle, i może trochę do znudzenia powtarzam: nie bójcie się sprzeczek pomiędzy rodzeństwem. W końcu z kim mają drzeć te koty i na kim trenować trudną sztukę osiągania kompromisu? Od kogo mogliby się lepiej nauczyć, że nawet duże różnice są do zaakceptowania, a miłość nie oznacza konieczności bycia takim samym jak ta druga osoba? Komu młodszy miałby wchodzić na głowę jak nie starszemu? Kim starszy mógłby próbować rządzić jak nie młodszym? W ich mikrokomórce społecznej nieustannie coś się dzieje, zmienia, rozwija. Jak - nomen omen - w ogrodzie. Ja (i Wy też, w ogródkach Waszych dzieci) jestem tu tylko od pielenia i podlewania ;)

piątek, 23 września 2016

autumn trends 2016 / our TOP 35


Przygotowałam dla Was jesienny przegląd ubrań i dodatków z aktualnej oferty sieciówek. Wybrałam nie tylko takie, które wpisują się w trendy, ale przede wszystkim praktyczne i idealne do noszenia na co dzień, zwłaszcza dla aktywnych chłopców, którzy lubią wspinać się po płotach, budować szałasy na skraju lasu czy szaleć na hulajnogach. Możecie go potraktować jak listę zakupów, albo uzupełnienie wpisu o inspiracjach na nowy sezon, bo jest to naturalnie wybór bardzo subiektywny, chociaż patrząc na kolory i fasony, obecne w tych zestawieniach - także wyjątkowo uniwersalny. 
Dajcie znać, co wpadło Wam w oko.

środa, 21 września 2016

autumn trends 2016 with... YOU N' ME / partners in crime




"Kocham cię,
kiedy jesteśmy razem.
I kiedy wy jesteście razem.
Kocham cię, bo jesteś moim dzieckiem,
ale nigdy nie będziesz
tylko mój."
- brzmi fragment książki "Miłość".

Robię krok w tył, usuwam się w cień, patrzę na nich. Tych dwóch facetów - ojca i syna. W głowie brzmi ciche, ale wyraźne: nie przeszkadzać. Są tacy fajni razem, tacy zaabsorbowani. I tak świetnie wyglądają w tych bluzach, które idealnie do siebie pasują, pomimo tego że się różnią. Jak oni. 

poniedziałek, 19 września 2016

autumn trends 2016 with... GROSHKI / goodbye summer

Znacie lepszy sposób na pożegnanie lata niż biwakowanie na plaży? No, okej, pewnie znacie niejeden, ale ten także jest świetny. Uwierzcie lub sami spróbujcie. Chłodne powietrze powoli wkrada się do naszego domu, czujemy je zwłaszcza rano, kiedy stawiamy bose stopy na podłodze przy łóżku albo wieczorem po ciepłej kąpieli - płytki w łazience nie są już tak przyjemne jak jeszcze dwa, trzy tygodnie temu. Za to piasek - ten jeszcze pachnie słońcem. Rozpoczynamy dziś cykl, poświęcony jesienny trendom (będą stylizacje z rzeczami z najnowszych kolekcji polskich i zagranicznych marek oraz specjalne kody zniżkowe na zakupy dla Was - tak, tak, niemal wszystkich naszych partnerów na to namówiłam! brawo ja!) i pierwszej sesji nie mogłam sobie wyobrazić inaczej niż w takim właśnie nostalgicznym klimacie - bo tli się w nas jeszcze żywo tęsknota za ciepłem i wakacjami, czujecie to, prawda? Więc i kolory - żółcie, pomarańcze, szarości, granaty - i niesamowicie miękkie tkaniny ubrań, które wybrałam dla chłopaków z najnowszych kolekcji, ogrzewają, otulają i współgrają z ciągle błękitnym niebem. 
Obejrzycie zdjęcia i dajcie znać, jak się Wam podobają nasze wybory.
Na końcu czeka na Was miła (NIE)SPODZIANKA :D

czwartek, 15 września 2016

Madrid (without kids)

Różnimy się z moją mamą pod niemal każdym względem. Nie jesteśmy do siebie podobne fizycznie, inaczej patrzymy na świat, według innych kryteriów dobieramy sobie i przyjaciół, i ciuchy, robimy drobne zakupy, czy podejmujemy ważne życiowe decyzje. Ale obie tak samo kochamy sztukę i... zwiedzanie do upadłego. Dlatego czas, który spędzamy ze sobą na wycieczkach, jest naprawdę bezcenny. Tym razem poleciałyśmy do Madrytu, z Itaką - dość dokładny opis wyjazdu znajdziecie na stronie organizatora. Plan dnia był jednak znacznie bardziej wypełniony. Oprócz wymienionych tam atrakcji odwiedziłyśmy jeszcze Muzeum Królowej Zofii, przede wszystkim po to, żeby zobaczyć na żywo słynną "Guernicę" Picassa i dzieła Dalego oraz CaixaForum - niezwykłe, lewitujące centrum sztuki z wertykalnym ogrodem, gdzie trafiłyśmy akurat na wystawę prywatnej kolekcji, również z dziełami Picassa, a także Degas, Modiglianiego czy Kokoschki. 
Przy okazji powiem Wam, że doznałam lekkiego szoku, bo bilet do Caixa kosztuje 4 Euro, a np. za wejście na stadion Realu Madryt płaci się 20 Euro (!). 
Pomimo napiętego harmonogramu miałyśmy jeszcze czas na zakupy (oczywiście nie mogłam sobie odmówić wejścia do dziecięcej Zary), picie po hiszpańsku (tj. od dość wczesnych godzin i mieszając trunki) - vermut, sangrię i wino (najlepszy cydr z San Sebastian przywiozłam do domu, a co!), delektowanie się owocami i najpyszniejszą na świecie paellą. Za namową przewodnika spróbowałam też tradycyjnej madryckiej buły z kalmarami. Mniam! 
Madryt pod wieloma względami przypominał mi Warszawę. To takie pełne przepychu, królewskie miasto. Mnóstwo ludzi w wiecznym pędzie, choć korki jednak znacznie mniejsze, być może dzięki kilkunastu liniom metra. Jeśli byliście wcześniej w Barcelonie, od razu poczujecie swoisty "brak klimatu". Co nie znaczy, że nie ma się tu czym zachwycać. Pomimo swojej raczej mało tolerancyjnej historii, na każdym kroku widać tu wpływ multikulturowości (podobno pani burmistrz jest socjalistką!), jednocześnie jednak na ulicach jest bardzo dużo policjantów, niejednokrotnie uzbrojonych po zęby. Mimo wszystko przepisy traktuje się raczej teoretycznie: nie wolno pić w miejscach publicznych, nie wolno przechodzić na czerwonym świetle - a i tak robią to niemal wszyscy, i wcale się z tym nie kryją. Moją uwagę zwróciło też zjawisko, którego u nas nie umiałabym sobie nawet wyobrazić. Grupki młodych facetów, idących razem na zakupy. Ciuchowe zakupy, zaznaczam. Już pomijam, że koczki, kiteczki, różowe buty i t-shirty w kwiatki w niczym nie ujmują Hiszpanom męskości, ale te wspólne, męskie wypady do sklepów - hmm. No, nie wiem. 

czwartek, 8 września 2016

lunch time


Śniadanie do szkoły to niełatwy temat, ale na szczęście dość szybko nabiera się w tym wprawy. Mówię to z autopsji ;) Od czasu zeszłorocznych postów sporo się zmieniło. Drugie śniadania J.J.'a nabrały bardziej konsekwentnej formy, choć są różnorodne, lepiej zbilansowane i właściwie się nie zdarza, by były nietrafione, co - uwierzcie mi - było nie lada wyzwaniem przy takim niejadku jak J.J. Zanim jednak przejdę do konkretnych propozycji, chciałabym Was zaprosić do podjęcia wyzwania - 12 września, tj. w najbliższy poniedziałek obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Drugiego Śniadania i warto skorzystać z tej okazji, by przyłączyć się do akcji Jem drugie śniadanie. Na stronie kampanii znajdziecie wiele pomysłów na drugie śniadania i przepisów na kanapki, autorstwa znanych rodziców - można się nimi zainspirować. Na naszym fanpejdżu będzie też można zgarnąć lunchboxy z logo akcji. 

Dlaczego to takie ważne? 
Bo pożywne śniadanie do szkoły ma za zadanie zapewnić małemu uczniowi energię, niezbędną podczas każdego dnia, zawsze przecież pełnego wrażeń i nowych odkryć. To, czy maluch jest najedzony, odbija się też na poziomie jego koncentracji i funkcjonowaniu jego systemu nerwowego, co z kolei rzutuje na kontakty z kolegami i nauczycielami. Pamiętajmy, że nauka, nawet ta w formie zabawy, to dla dziecka ciężka praca. Badania wykazują, że uczniowie, który regularnie jedzą śniadanie i lunch, mają średnio o jeden stopień lepsze oceny od rówieśników, którzy tego nie robią. Niestety aż 30% uczniów nie spożywa w szkole żadnego posiłku!

Co jeszcze warto wiedzieć?
Szacuje się, że uczniowie klas 1-4 powinni spożywać dziennie ok. 2,5 tysiąca kalorii, rozłożonych na 5 posiłków. Drugie śniadanie ma pokrywać ok. 15% tych potrzeb. Ze względu na duży wysiłek dla mózgu najlepiej, by szkolny posiłek był bogaty w węglowodany złożone (ale nieprzetworzone) – to one są bowiem podstawowym źródłem energii. Do tego sporo białka, które daje uczucie sytości, i dobre tłuszcze. Ponieważ układ pokarmowy jest najsilniejszy rano i może wtedy wyekstrahować najwięcej wartości z posiłków, warto wzbogacić śniadanie o produkty wysokowitaminowe, czyli owoce lub warzywa. Szkoła J.J. bierze udział w programie Owoce i warzywa w szkole, więc tę część posiłku mamy zagwarantowaną. Dlatego komponując jego śniadanie czy lunch skupiam się przede wszystkim na produktach białkowych, "dobrych tłuszczach", np. w postaci orzechów oraz wartościowych węglowodanach, tj. pieczywie czy innych formach zbóż.
I uwaga: w urozmaicaniu składu posiłków nie chodzi wyłącznie o to, by się one dziecku szybko nie znudziły, ale też o to, by dostarczyć małemu organizmowi jak najbardziej kompleksowej ilości składników.

Jak uniknąć nudy?
Korzystać z fajnych przepisów, zaopatrzyć się w estetyczne pudełka śniadaniowe i torebki na kanapki czy drobne przekąski, zastępować produkty, np. tradycyjne pieczywo takim z ziarnami (pozwólmy jednak dziecku zdecydować, czy woli pestki dyni, sezam, słonecznik, czy może czarnuszkę), albo rogalem, albo naleśnikiem, albo domowym muffinem. Wytnijmy z kromek ciekawe kształty za pomocą foremek do ciastek. Dorzućmy życzenia "Smacznego". Od czasu do czasu zrezygnujmy z kanapki na rzecz kaszy jaglanej, manny z dodatkiem masła, albo budyniu. Nie bójmy się dać dziecku do szkoły dań do jedzenia łyżeczką - poradzi sobie. Podobnie jak z jajkami na twardo (o ile je lubi). Jajka są zresztą idealnym produktem na śniadanie małego ucznia – dostarczają pełnowartościowego białka, a także luteiny, odpowiadającej za dobry wzrok i witamin: A, B, D i E. 

wtorek, 6 września 2016

autumn 2016: feel inspired

fot.Scotch Shrunk
 
Jesienne kolekcje to moje oczko w głowie. Uwielbiam w nich wszystko - kolory, klimat, przytulność, ciepło, magię. W tym roku tej ostatniej jest chyba najwięcej. Widzę odejście od graficznych wzorów i multimotywów na rzecz prostoty, jednobarwnych elementów, stonowanych printów, nierzadko tylko symbolicznych. Wraca urocza krata. Czarują ciepłe ceglane odcienie, szarości i... niesamowite wręcz ilości wszelkich odmian błękitu. Tak, ten sezon zdecydowanie należy do niebieskości. Co mnie bardzo cieszy, bo chyba żaden inny kolor nie niesie ze sobą tyle spokoju, dobra i empatii.
Poniżej garść inspiracji. Dajcie znać, co Was oczarowało.
Może macie też swoje ulubione kolekcje, które przeoczyłam. 
Czekam na feedback :*

niedziela, 4 września 2016

Legoland Billund - know how

Decyzja o wyjeździe do Legolandu zapadła u nas w tym roku błyskawicznie i spontanicznie. Nie żałujemy - było świetnie, ale zanim Wy podejmiecie podobną, obalę tu kilka mitów i zdradzę kilka przydatnych (mam nadzieję) patentów. 

1. Decydując się na taki wyjazd, nawet w super-hiper-oszczędnej opcji, trzeba się liczyć z kosztami. Podróż (samochodem), nocleg (pole namiotowe - ok. 250 zł/doba), parking (ok. 30 zł/dzień) plus bilety dla naszej czwórki, i już nie ma pierwszego tysiaka. Opcji jest wiele, w zależności od tego, na ile dni chcecie się w Billund zatrzymać, co zwiedzić, gdzie spać, co jeść itd., ale taniej nie będzie na pewno. My skorzystaliśmy z kuponów - darmowych wejściówek dla dzieci. Można je wyciąć z aktualnych katalogów Lego (tych na czerwiec-grudzień 2016) - są ważne do 30.06.2017, z tym że obowiązują tylko wtedy, kiedy rodzic kupuje bilet na miejscu i w pełnej cenie. Kupując bilety online, możecie co prawda oszczędzić 15%, ale nadal wychodzi to więcej niż ze wspomnianymi wejściówkami, bo ok. 690 zł, podczas gdy my zapłaciliśmy ok. 420. Spora różnica, prawda? 

2. Kolejki. Nie bójcie się ich. Bądźcie sprytni ;) Jeśli jedziecie w środku wakacji, celujcie raczej w środek tygodnia, nie weekend. My wybraliśmy wtorek. Przyjechaliśmy na miejsce dzień wcześniej przed planowanym Lego-szaleństwem, po południu, kasy były jeszcze otwarte, ale nie było już żadnych kolejek (następnego dnia rano ciągnęły się na co najmniej półtorej godziny stania), więc bez problemu, bez żadnego czekania kupiliśmy bilety na następny dzień. Co więcej: od godziny 17.30 do Legolandu można wejść za darmo. Skorzystajcie z tej opcji koniecznie. Wszystkie atrakcje funkcjonują do 18, ale ludzi jest już o tej porze znacznie mniej, więc można te pół godzinki dobrze, aktywnie wykorzystać. Proponuję zawczasu wybrać dwie-trzy przejażdżki. 
Ponadto park jest otwarty aż do 20, co oznacza, że można w spokoju go zwiedzić i bez pośpiechu obejrzeć całą wystawę miniatur (przeogromną), na co w ciągu dnia dzieciom byłoby zwyczajnie szkoda czasu, gdyby kusiły ich wszechobecne rozrywki, z kolei wieczorem po całym Lego-dniu byłyby na nie... zbyt zmęczone. Jest to także najlepszy moment na zrobienie ewentualnych zakupów. W ciągu dnia kolejki w sklepach są zabójcze, o wiele dłuższe niż do jakiejkolwiek atrakcji. Do tych staliśmy średnio ok. 10 minut (średnio, tzn. że do niektórych 2 minuty, a do innych 20, ale to był maks i miało to miejsce może ze dwa razy). Ach - jeśli macie dziecko w wieku 0-5, warto ten bonusowy czas wieczorem wykorzystać na zabawę na placu zabaw Duplo. Tylko wtedy da się z niego naprawdę skorzystać. W ciągu dnia jest niestety tak przeludniony, że dzieci ledwo się obok siebie mieszczą.  

3. Nie zakładajcie, że w jeden dzień "pójdziecie na wszystko". Musielibyście być - i Wy, i Wasze dzieci - cyborgami. Mało kto jest w stanie w ogóle przetrwać te 10 godzin (10-20) na nogach (wygodne buty to konieczność!), zwłaszcza latem. Wraz z biletami dostaniecie mapę z opisem atrakcji - siądźcie sobie nad nią rodzinnie przy kolacji lub śniadaniu i zdecydujcie, co na pewno chcecie przeżyć (możecie spokojnie wybrać ok. 7-9 "przejażdżek"). Wybierzcie kilka atrakcji dodatkowych, gdyby starczyło Wam czasu i energii (nam starczyło), ale przede wszystkim zaplanujcie czas na odpoczynek i przekąski (jedzenie w Legolandzie jest stosunkowo drogie i raczej fastfood'owe, stąd bardzo wiele osób przychodzi z własnym prowiantem, my również tak zrobiliśmy - polecam to rozwiązanie też dlatego, że oszczędza jeszcze innych kolejek - tych w restauracjach). Bez tego dalej ani rusz. 
Pamiętajcie: weźcie ze sobą dużo picia i ubrania na zmianę. Zwłaszcza dla dzieci. Większość atrakcji wiąże się z wodą. Prędzej czy później wszyscy będziecie mokrzy.
 
4. Małe dzieci też mogą się w Legolandzie doskonale bawić. Faktycznie wiele atrakcji ma wyznaczony dolny limit wzrostu, dla bezpieczeństwa - te informacje znajdują się także na mapie, więc możecie sobie wszystko dobrze zaplanować. Zwróćcie uwagę też na to, czy dany limit wyklucza malucha całkowicie z danej zabawy, czy oznacza, że będzie mógł z niej skorzystać z rodzicami. My wzięliśmy Niedźwiadka np. na rodzinne wyścigi wozów strażackich, bitwę morską czy ekstremalny spływ indiańskim kajakiem. Ale już np. do domu strachów poszedł tylko Pan Mąż i J.J. - w tym czasie Niedźwiadek szalał pod moim okiem na karuzeli, a kiedy J.J. robił prawo jazdy w szkole Seata (od 7 roku życia) - Niedźwiadek podróżował samolotem, pociągiem i diabelskim młynem w Duplolandii.
 
5. Nie traćcie głowy. Bo o to łatwo. W takich miejscach nietrudno dać się naciągnąć, a kosztuje tu wszystko - zdjęcie, które cyknęła Wam kamerka, rzucanie piłeczką do celu, bo nagroda taka ładna itp. Moim zdaniem lepiej wydać tę kasę na Lego. Ceny są porównywalne do tych w Polsce, a niektóre gadżety czy zestawy wychodzą nawet taniej. Przykład pierwszy z brzegu: minifigurka kosztowała mniej więcej tyle, co... suszenie się po bitwie morskiej w bajeranckiej suszarce.

***
Jeśli macie jakiekolwiek pytania, śmiało!      
Mam nadzieję, że moje wskazówki sprawdzicie w praktyce. 
Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnicie ten post. 
Może jeszcze komuś się przyda.