wtorek, 18 października 2016

autumn trends 2016 with... EFVVA/ positive attitude

Nastawienie - to dla mnie słowo-klucz, jeśli chodzi o edukację chłopaków. Wiem, że targają Wami te same lęki co mną, macie te same wątpliwości (przypominam POST sprzed dwóch lat, który narobił wtedy trochę zamieszania, a jednak niewiele się od tego czasu zmieniło oraz najnowszy z początku tego roku) i marzycie o spokoju ducha, odprowadzając Wasze dzieci codziennie do placówek, obojętnie - publicznych czy prywatnych.
Jak Niedźwiadek odnalazł się wśród rówieśników? Czy lubi swoje panie? Czy leżakuje? Czy J.J. dobrze sobie radzi? Czy chętnie odrabia lekcje? Czy ma ich bardzo dużo? Pytacie mnie o różne aspekty, które Was niepokoją i cieszę się, kiedy mogę pomóc, albo chociaż podpowiedzieć jakieś sprawdzone rozwiązanie.

W większości przypadków działa to tak, że dziecko wyczuwa nasze obawy (nawet te, których wydaje nam się, że nie wyraziliśmy!) i przejmuje je jako swoje własne, "zaraża się" nastawieniem, a także stosunkiem do nauczyciela, systemu oceniania i organizacji zajęć. Stąd mam poczucie (i odrobinę pewności po rozmowach z mądrzejszymi ode mnie, w tym psychologami), że kluczową kwestią jest to, w jaki sposób JA mówię o szkole czy przedszkolu, o paniach i o zadaniach, ale przede wszystkim chyba o tym, CZEGO - zwłaszcza od J.J.'a - tak naprawdę oczekuję.
Tak, dobrze czytacie: skupiam się właśnie na tym, czego ja jako mama oczekuję od mojego syna, nie na tym, czego oczekuje pani - to jest dla mnie kwestia trzeciorzędna.
Jedno z moich ulubionych powiedzonek brzmi:

dziecko ma wyjść ze szkoły nauczone, szczęśliwe to ma wyjść z domu. Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego, ale - moim zdaniem - właściwie szereguje priorytety. Kiedy więc J.J. marudzi, że szlaczki go nudzą, tłumaczę mu, PO CO je tyle razy rysuje, że dzięki powtarzaniu czegoś wielokrotnie, łatwiej mu będzie daną rzecz zapamiętać, pokazuję mu, jak pracuje ręka, wskazuję te ładnie napisane litery i dla porównania te gorzej, żeby sam widział, jakie robi postępy - to skuteczny motywator. Odrabiając z nim lekcje (a nie ma ich nigdy więcej niż na kwadrans pracy w domu), zwracam uwagę na to, jakie ciekawe są zadania. Czasem na wyrost (wow!, ale to super!, o ja!). A jeśli rzeczywiście nie są zbyt porywające, mówię coś w stylu: "O, zobacz, to będzie dla ciebie bułka z masłem!" i J.J. chętnie mi udowadnia, że faktycznie to dla niego łatwizna.
 
Pozytywne nastawienie można też osiągnąć, wprowadzając drobne zmiany w codziennie poruszane kwestie, np. zapytać:
* co fajnego robiliście dziś w szkole?
* dowiedziałeś się czegoś nowego? opowiesz mi o tym?
* wszyscy koledzy poradzili sobie z tym zadaniem? (wtedy opowiada o kolegach, co jest dla niego znacznie ciekawsze niż mówienie o szkole)
* widziałam, że dziś na obiad była twoja ulubiona zupa, wziąłeś dokładkę? (mówienie o kolegach, jedzeniu, kolejce po tosty do sklepiku, nowym boisku itp. jest naprawdę bardzo potrzebne, bo sprawia, że szkoła staje się przyjaznym miejscem, a przebywanie w niej nie sprowadza się wyłącznie do nauki)
* jaki humor miała dzisiaj pani? ostatnio chorowało jej dziecko, myślisz, że już u niej w porządku? (emaptyzowanie z nauczycielką to doskonały sposób na adaptację w szkole i jednocześnie na skuteczność nauki - dzieci chętniej, łatwiej przyswajają wiedzę od kogoś, kogo lubią)
O pani mówię też, że jest po to, żeby POMAGAĆ, odpowiadać, podpowiadać, tłumaczyć. Postrzeganie jej w takiej roli minimalizuje strach dziecka przed ewentualną "karą" ze strony nauczyciela. Jako "kara" rozumiem tu zwrócenie uwagi czy wystawienie oceny.

No, właśnie: oceny!
Płachta na byka i odwieczny straszak. Co z nimi?! J.J.-owi powtarzam, że wcale mnie nie interesują, że nie jest ważne, czy dostanie 5 czy 2, że te cyfry są tylko po to, żeby wiedzieć, ile trzeba jeszcze nad czymś pracować, krócej lub dłużej. Od razu zaznaczę, że są to rozmowy na wyrost, bo J.J. dostaje oceny cyfrowe i opisowe jedynie w Librusie, wyłącznie do wiadomości rodziców i tak ma być aż do IV klasy. Oceny są więc naprawdę wskazówką dla rodziców, informacją, jak dziecko sobie radzi z danym zakresem, i tyle. To ja - o ile uznam to za potrzebne - mówię mu, że np. pani się bardzo podobało, jak ładnie nauczył się wiersza na pamięć albo opowiadał o sobie po angielsku.
Jednocześnie przypominam mu zawsze, że najważniejsze jest to, żeby się starał, chciał i próbował. Przede wszystkim próbował. Tu przytoczę Wam jeszcze jedno z moich ulubionych powiedzonek: "Pewnie, że może ci się to nie udać, ale jak nie spróbujesz, to już się na 100% nie udało." Strach przed porażką to słaba strona J.J.'a, więc żeby nad nią pracował, posłaliśmy go w tym roku na zajęcia dodatkowe, na których robi eksperymenty naukowe. W ten sposób niejako musi próbować, i w dodatku jest to dla niego szalenie interesujące doświadczenie.

Ani przedszkole, ani szkoła nie zwalniają mnie z bycia mamą, najważniejszą w życiu wychowawczynią i drogowskazem dla chłopaków. Jestem o tym przekonana i traktuję to zadanie bardzo serio, może dlatego rola tych placówek w ich życiu marginalizuje się również w mojej głowie. Traktuję je jako dodatek do mnie, nie siebie jako dodatek do nich. W ten sposób odrzucam związaną z nimi presję i mam nadzieję, że chłopcy to czują.

A propos presji jeszcze.
Reedukatorka J.J.'a powiedziała mi, że była zaskoczona tym, jak podczas zajęć z nią chodzi po sali, gada i "rozrabia", bo w klasie jest taki grzeczniutki i cichy. Roześmiałam się i powiedziałam:
- To znaczy, że u pani czuje się swobodniej niż w klasie. Pewnie panią lubi.
Sami możecie się domyślić, jakie jest teraz jej nastawienie do J.J'a.
 

Pamiętacie o Wielkiej Akcji Rabatowej? Nie zapomniałam o niej. Dzisiaj mam dla was KOD ZNIŻKOWY na zakupy najnowszej kolekcji wybitnej marki EFVVA. Brzmi on: Batman i daje aż 20% rabatu. Ubrania Efvvy są prawdziwą inspiracją, widać w nich miłość do sztuki i do dzieci, zachęcają do kreatywnych zabaw i poszukiwań. Niedźwiadek uwielbia swoją batmańską bluzę, co widać niemal na każdym zdjęciu, z kolei ja uwielbiam obrazy Chagalla, więc wykorzystałam okazję, żeby opowiedzieć o nich J.J.-owi, gdyby ktoś go zapytał, co ma tam namalowane.

Niedźwiadek:
bluza - Efvva
czapa - Pan Pantaloni

J.J.:
bluza - Efvva
spodnie - Reserved
czapa - Pan Pantaloni

Poniżej kilka zdjęć z domowej produkcji lasu w słoiku. Gorąco Wam polecam taką zabawę. To świetna okazja, żeby poobserwować także te gatunki roślin, od których zwykle każemy się dzieciom trzymać z daleka, np. muchomora czy owoce cisu.
#budujemylas



6 komentarzy:

  1. Ale soczyste zdjęcia <3 a czapy skąd?

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisze po raz drugi moze sie uda �� Bardzo chciałam Ci podziękować za ten post, bo dobrze jest wiedzieć ze ktoś ma takie podejście do instytucji szkoły i przedszkola jak ja. Zewsząd słyszę nagonkę, ogromne ciśnienie na naukę, oceny, czerwony pasek, masę zajęć dodatkowych...A gdzieś w tym wszystkim gubi sie nasze dziecko, ktore mniej lub bardziej sie podporządkuje temu rygorowi porównywalnemu z wojskowym, ale co tak naprawdę dzieje sie w tych małych główkach to nikt sie nad tym nie zastanawia. Szkoła jest ważna nie zaprzeczam ale czy najważniejsza? Dlaczego te 4-5 godzin dziennie ma byc najważniejsze w naszej codzienności. Jak Laura nie chce iść to zawsze jej mowie ze te kilka godzin szybko minie a pózniej pójdziemy tam i tam, bywamy sie, cos kupimy, zeby miała na co czekać, zeby było jej łatwiej. Nie traktujemy szkoły jako najważniejszej rzeczy w naszym życiu. Duzo ważniejszy jest czas po szkole, zabawa na placu, spacer, zajęcia dodatkowe ktore sama wybrała, a nawet odrabianie pracy domowej do której siadamy razem. CP sie tyczy ocen to także nie sa dla mnie ważne, zawsze powtarzam Laurze ze widze ze stara, ze jeśli cos robi to niech robi najlepiej jak umie i to mi wystarcza, nieważne jak oceni to pani. Ocena w dużej mierze bedzie tez zależeć od humoru i samopoczucia nauczyciela a nie od wiedzy lub umiejętności dziecka. Laura takze bardzo boi sie porażki wiec poprostu mowie jej daj z siebie wszystko i to wystarczy. Marginalizuje znaczenie szkoły w jej oczach, nie po to zeby olewała ja ale zeby wiedziała ze nie to jest najważniejsze, nie chce wcale zeby ja polubiła, jeśli tak bedzie to super, ale ważniejsze jest zeby nie chodziła tam za karę, zestresowana każdym kolejnym dniem. Dla moich rodziców szkoła była najważniejsza, wyniki wyniki wyniki kto lepszy... Podstawówkę wspominam koszmarnie, nie chce tego samego robić moim dzieciom.
    Na końcu napisałaś rzecz najważniejsza. Szkoła przedszkole nie zwalniają nas od bycia rodzicem, najważniejszym przewodnikiem życiowym naszych dzieci. I choć wielu rodziców stawia nauczyciela na piedestale, to ja tak robić nie bede, bo nie każdy nauczyciel jest fajny. Pani w zerówce bedzie miła ale w poźniejszych latach trafi jakis który bedzie chciał ucznia zgnoic i pokazać swoją władze. Mam nadzieje ze dzięki mojemu podejściu, tak jak pisałaś uda mi sie w Laurze zminimalizować ta presje związana ze szkoła i pokazać ze moze tam byc całkiem fajnie jeśli podejdziemy do tego z większym luzem. Daga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dałaś mi do myślenia :) Moi rodzice też cisnęli na wyniki, na bycie the best. Lubiłam szkołę, lubiłam się uczyć, a mimo to zawsze słyszałam "pięć minus? dlaczego minus?!" Potem był kierunek, który chcieli, najlepsza uczelnia i długo mi zajęło powiedzenie głośno, czego ja sama chcę. Doceniam ich cel, starania itd., ale chyba faktycznie próbuję uczyć syna na własnych błędach, że fajnie jest wtedy, kiedy para idzie we właściwy gwizdek ;) A przede wszystkim, że jego wartość nie jest budowana na tym, z kim się ściga, tylko jak dba o własną drogę.

      Usuń
  3. :) lubię wpisy szkolno-przedszkolne;) Nigdy nie czułam presji ze str.rodziców jeśli chodzi o naukę i tak samo podchodzę do swoich dzieci.Mam nadzieję, że każdy z nich znajdzie sowje pasje:) Obecnie jeden kocha piłkę nożną, a drugi szachy:) Są tacy różni ale też tak bardzo do siebie podobni pod wieloma względami:)
    Zobaczymy co przyniesie szkoła, bo obaj systematyczni ale też szybko się nudzą i trzeba stosować różne sztuczki;)
    Czasem się obawiam...
    Cieszy mnie jednak fakt,że starszy syn w zerórce dostał inną panią, bo różnica jest ogromna NA PLUS;)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czułam presję, ale też miałam od samego początku swoją pasję, która mnie niejako "ratowała" ;)
      To, co napisałaś o nowej pani, potwierdza właśnie moją teorię - że WSZYSTKO zależy od fajnego nauczyciela.
      :*

      Usuń

Dziękuję za Wasze opinie :)