poniedziałek, 12 grudnia 2016

let your child believe

Chłopcy wierzą w Mikołaja. Tak, także J.J., który ma już 7 lat i odróżnia rzeczywistość od imaginacji. Nie wiem, skąd się bierze "problem" z Mikołajem, tak samo, jak nie wiem, skąd w ogóle w rodzicach potrzeba ogałacania dzieciństwa swoich dzieci z jego magicznych atrybutów. To jakby powiedzieć nagle dorosłym: "Hej, nie oglądajcie komedii romantycznych, Władcy Pierścieni, ani filmów si-fi! To przecież wszystko nieprawda! Nie czytajcie książek innych poza biografiami i reportażami!" Czy bez tej odrobiny wiary w cudowne możliwości, zbiegi okoliczności czy elfy nasze życie nie byłoby jednak smutne? 
Dzieci nie są głupie. Prędzej czy później same odkryją, jak to działa. Tak jak przed laty odkryliśmy to my. I co? Bolało? Zburzyło to nasze zaufanie do rodziców? Chyba nie, skoro podtrzymujemy tradycję.
Robimy to, bo wiemy, że jest piękna, wartościowa i ważna. Że nadaje Świętom nowego wymiaru. Tak samo, jak przypowieść o mędrcach i gwieździe betlejemskiej czy chórze aniołów, którzy zaprowadzili pasterzy do stajenki. Te opowieści również stanowią o magii świąt. Wiara w cuda, obojętnie religijne czy świeckie, jest nam wszystkim po prostu potrzebna.
Wiara J.J.'a w Mikołaja jest integralną częścią jego wiary w tę właśnie magię Świąt. Doskonale wie, że to my kupujemy prezenty, bierze w tym zresztą udział, pomaga wybierać i pakować właściwie od zawsze. Ale nie zmienia to faktu, że Mikołaj istnieje. No, bo przecież istnieje. Sami wiecie. Znacie adres, możecie do niego napisać albo nawet pojechać, jeśli macie trochę czasu i sporo kasy na zbyciu, albo zajrzeć do jego biura dzięki kamerce internetowej, albo spotkać się z nim, kiedy akurat jest przejazdem w Polsce. Mikołaj ma swoje mikołajowe obowiązki - cóż, praca, jak każda inna. Dostaje pensje, ale przecież nie aż tyle, żeby mógł kupić prezenty wszystkim dzieciom na świecie. On tylko ROZDAJE prezenty kupione przez innych i to tylko tyle, ile zdąży. Jeśli dziadek lub wujek przebiera się za Mikołaja, to przecież nie po to, żeby w wyrachowany sposób oszukiwać dzieciaki, tylko dlatego, że tak jest o wiele fajniej. 
Odkrywanie, ile jest prawdy w opowieści o Mikołaju, może być łagodne, jeśli pozwolimy dzieciom zrobić to w ich własnym tempie. Co roku będą zadawać kolejne pytania i składać sobie wszystkie informacje w sensowną całość. Z czasem też pewnie poczytają sobie na ten temat w Internecie. Nasz świat się od tego nie zawali, naprawdę. Bo dzieci rozumieją w lot, że snujemy tę mikołajową baśń z miłości do nich, z potrzeby tworzenia ciepłej, niezwykłej atmosfery, że to część tego, co buduje DOM. 


spodnie i bluza - Czesiociuch
czapka - Bobo Choses via I Dream Elephants
getry - ThatWay
buty - Zara

6 komentarzy:

  1. O jaa! Szalik super, szkoda, że niedostępny. Mój syn byłby zachwycony!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szalik jest boski, ale faktycznie mamy go już od dwóch czy trzech lat.

      Usuń
  2. Kapitalne i ważne. Masz rację.

    OdpowiedzUsuń
  3. :) Mój Tymek (7,5 lat) jakiś miesiąc temu oznajmił, że jego przyjaciółka (rok starsza) powiedziała mu, że Mikołaj nie istnieje, że to wszystko bzdura. I wiesz co, wytłumaczyliśmy mu wszystko dokładnie w taki sam sposób jak Ty piszesz, że istnieje, że można go odwiedzić, bo przecież taka jest prawda, ale nie jest w stanie do każdego dziecka i dorosłego dotrzeć i dlatego my - rodzice mu pomagamy, żeby nikomu nie było smutno w te dni, żeby sprawić radość i niespodziankę.
    Ja nie widzę tu żadnego kłamstwa, dodatkowo poprosiliśmy nasze dziecko aby postarał się dochować tej "tajemnicy dorosłych", żeby nie zdradzał jej innym dzieciom, zrobią to rodzice. Każdy z nas wybierze swój sposób na przekazanie prawdy o Mikołaju, ale chyba fajnie by było gdyby siedmio/ośmiolatki nie mówiły innym dzieciom, że Mikołaj to bzdury...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ktoś tak mówi J.J.-owi, to on się dziwi, że można nie wierzyć w Mikołaja :)

      Usuń

Dziękuję za Wasze opinie :)