czwartek, 26 czerwca 2014

The Bear's Case

Nie będę wymieniać nazwisk, ani nazw placówek. Nie chcę nikomu 'bruździć'. Być może zdecyduję się napisać skargę do NFZ-u, a być może odpuszczę i zajmę się po prostu tym, co teraz. Jestem w stanie (poniekąd) zrozumieć rutynę, patrzenie na pacjenta jak na kolejny taki sam schemat, setny podobny przypadek. Wolałabym wierzyć, że zawiniło właśnie takie podejście, a nie celowe działanie w złej wierze. Pan Mąż pracuje w służbie zdrowia, więc wiem, jak wygląda walka o punkty. Tym razem jednak wolałabym naiwnie wierzyć, że nikt nie chciał skrzywdzić mojego dziecka po to, by poprawić sobie czy szpitalowi statystyki. W sytuacji, kiedy jak ten osioł wypełniałam zalecenia pani doktor, chociaż od samego początku wydawały mi się absurdalne, zabrzmi to idiotycznie, ale: miałam przeczucie, że coś jest nie w porządku z tym 'leczeniem'. Przepisanie homeopatycznego leku na odporność jako 'obkurczającego migdał' było pierwszym sygnałem. Drugim było skierowanie nas na lasery, które - na co zwróciły uwagę już panie wykonujące tę terapię - powinny pomagać się uszkom goić PO wyleczeniu ich z zapalenia, a nie być stosowane ZAMIAST. Trzecim - opinia alergologa, sugerująca, że kłopoty Niedźwiadka mogą mieć podłoże uczuleniowe i że najprawdopodobniej miną mu przed ukończeniem 2. roku życia, a skoro niedosłuch nie powoduje opóźnień w rozwoju, warto do tego momentu wstrzymać się drastycznymi decyzjami - ta opinia została kompletnie zignorowana, a pani doktor rzuciła mi tylko spojrzenie typu "no-co-za-głupia-matka". Do tej konkretnej lekarki trafiliśmy jednak z polecenia, więc uznałam, że ona wie lepiej. Lepiej niż ulotka, lepiej niż panie techniczki, lepiej niż ja i lepiej niż alergolog, który w końcu nie zna się na uszach. Uznałam, że ma doświadczenie. Bo faktycznie ma. Z tym, że nie są to żadne sukcesy w leczeniu, tylko w usuwaniu migdałów i robieniu drenażu. Do tego bowiem wszystko się sprowadziło. Kompletnie niecelowana, więc i nieskuteczna terapia miała doprowadzić do sytuacji, w której nie będzie już innego wyjścia niż zabieg. Tak widzę to teraz. Żałuję, że byłam na tyle zaślepiona renomą placówki i laryngolożki, że zignorowałam swoją intuicję i wszystkie inne przesłanki, a dopiero skierowanie na operację kazało mi poszukać innego rozwiązania, innego lekarza przede wszystkim. Dziś - już po konsultacji - potwierdziły się moje obawy. Na szczęście oznacza to jednak, że Niedźwiadek prawdopodobnie nie będzie musiał przechodzić nawet drenażu. Po dokładnym zbadaniu bardzo dobrym sprzętem okazało się, co następuje: migdał jest niemal normalnej wielkości, nie stanowi ŻADNEGO problemu i z pewnością nie wymaga usuwania, przyczyną wody w uszku jest nie migdał, ani nawet nie alergia, tylko chroniczny stan zapalny, który należało od samego początku leczyć antybiotykiem. Pan doktor pokazał mi ten stan zapalny palcem na ekranie i był bardzo zdziwiony, że NIKT nam nawet nie zaproponował antybiotyku i że przy takim uszku ktoś w ogóle chciał się podjąć drenowania. Jego zdaniem jest to wręcz przeciwwskazanie do operacji. Płyn i związany z nim chroniczny katar będziemy leczyć inhalacjami solą o wysokim stężeniu. Tego, że NIKT nam nie zalecił inhalacji, też nie mógł zrozumieć. Od razu mówię, że to nie był jeden z tych lekarzy, co to chętnie wbiją szpilę kolegom, żeby się dowartościować. Po prostu zadawał mi standardowe pytania o przebieg sprawy. Ja zaś zaprzeczałam i robiłam coraz większe oczy. On dziwił się MILCZĄCO. 
Oczywiście to, jak skuteczna będzie zlecona przez niego terapia, dopiero się okaże. Ale fakty pozostają faktami. No, i przede wszystkim: Niedźwiadek nareszcie będzie LECZONY. A ja nie będę się już nigdy wahać, czy poszukać innej opinii, czy nie.








































bluza - KappAhl %
szorty - Zara %
czapka - H&M
buty - F&F %

29 komentarzy:

  1. Wszędzie znajdą się "konowały"... szkoda, że w zawodach "zaufania" znajduje się ich coraz więcej :(
    Trzymam kciuki za Niedźwiadka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mylić się jest rzeczą ludzką, ale faktycznie są takie zawody, w których z automatu dajemy komuś kredyt zaufania i wtedy te pomyłki bardziej 'bolą'.

      Usuń
  2. My ostatnio mamy trochę problemów z uszami też u młodszego. Ale zadziwiła mnie mocno jedna laryngolog u nas w przychodni. Trafiła do niej z Kubą, który mało choruje, ale narzekał na ból ucha. Starsza Pani laryngolog od niemalże od wejścia zasugerowała usunięcie trzeciego migdała. Zdziwiło mnie to bo Kuba prawie nie choruje, śpi z otwartą buzią, ale nie chrapie, słyszy, nie ma ciągnących się w nieskończoność katarów. Pani w czasie przeziębienia zdiagnozowała powiększony trzeci migdał - dostaliśmy skierowanie do szpitala. Nie poszłam. Na kontrolę zarejestrowałam nas do innej Laryngolog, stwierdziła brak jakichkolwiek wskazań do usuwania migdałka. No i może byśmy się zdecydowali na zabieg, ale poszperałam, popytałam i ja szczerze mówiąc też nie widziałam w tym sensu. Trzeci migdał odpowiada za odporność, jeśli dziecko przewlekle choruje, niedosłyszy, ma powracające bóle gardła, ucha itp to i tak lepiej się wstrzymać z zabiegiem co najmniej do szóstego roku życia. Usuwanie migdałów było chyba zabiegiem rutynowych w dawnej medycynie a większość lekarzy niestety nie stara się podejść indywidualnie do pacjenta ,tylko stosuje utarte schematy! Smutne to:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta diagnoza z migdałem faktycznie jest bardzo lubiana przez lekarzy, bo to taka trochę droga na skróty. Rzecz chyba jednak nie w diagnozie, a w leczeniu tej przypadłości. Bo jeśli tak wygląda standardowa procedura, to ciary mam na myśl, ilu dzieciom niepotrzebnie zrobiono operację :/

      Usuń
  3. Eh przerosniety migdal! Ulubiona diagnoza kiepskich lekarzy w stosunku do dzieci w wieku przedszkolnym. Tez staram się ufać lekarzom i wierzę w ich profesjonalizm, ale często stara zasada Stalina "ufaj i sprawdzaj" nie zawodzi. Choc generalnie się z tym panem nie zgadzam. Zdrowia dla Niedzwiadka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Zwykle sprawdzam, ale teraz mnie to 'polecenie' zwiodło :/

      Usuń
  4. Wypadający dysk mojej mamy pan doktor leczył - uwaga! - silnymi tabletkami przeciwbólowymi! Żadnych badan nie zalecił. Ktoś mi tłumaczył, ze taka polityka - jakby zalecił badania, to placówka musiałaby za nie zapłacić, a nie ma pieniędzy. Nic z tego nie rozumiem. Do kitu z taka polityka na koszt zdrowia ludzi... Dobrze, ze znalazłaś mądrego lekarza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mnie to przeraża. To się robi jakiś wyścig punktowany, w którym pacjent jest tylko kamykiem pod kołem :(

      Usuń
  5. Moja znajoma i jej rodzina zawsze ma taką zasadę: jeżeli jest jakaś poważna sprawa, zawsze konsultują ją z dwoma nawet trzema lekarzami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra zasada. Zwykle sama się jej trzymam, ale teraz po pierwsze osoba była polecona, po drugie na wizycie u naszej, świetnej laryngolożki Niedźwiadek miał akurat normalny migdał i zdrowe uszy, więc sądziłam, że mimo wszystko da się to wyleczyć bez operacji, a potem był nawrót i trochę się poddałam :(

      Usuń
  6. strasznie Ci współczuję, bo doskonale wiem, co to znaczy i przez co przeszliście. Intuicji nigdy nie usypiaj zasługami lekarza czy renomą placówki. Ja też nauczyłam się tego złym doświadczeniem....ściskam i trzymam kciuki za coraz piękniejszego Niedźwiadka :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki, by kuracja się udała! Z tym migdałem to każdy zaczyna - nawet logopeda w przedszkolu, gdy widzi jakiekolwiek seplenienie, uciekający język, czy cokolwiek innego, od razu sugeruje, że to na pewno powiększony trzeci migdał i wygania do laryngologa.
    W tym i każdym innym przypadku, główną wadą terapeutów, lekarzy jest - po prostu bak ciekawości i dokształcania się. Już nie będę się rozpisywać o dolegliwościach mych, ale, gdyby pierwszy, drugi, trzeci lekarz był zwyczajnie ciekawy i pomyślał "O, co to może być?, nie znam, poczytam!". To nie byłabym w takim punkcie po 4 latach "leczenia", w jakim jestem teraz, gdy ostatni lekarz mówi: "Na pewne sprawy jest za późno".
    Dużo siły dla Niedźwiadka Pandy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaaaaa, 'nie znam' u lekarza ;)
      Właśnie to, że później jest na coś 'za późno' też jest straszne.
      Z drugiej strony, jakby człowiek tak we wszystko wątpił i wszystko konsultował, to by zwariował i zbankrutował :/

      Usuń
  8. Ech, nie powinno tak być w służbie zdrowia. Przeraża mnie ten cały ich system, bo zdrowie ludzi jest w nim na ostatnim miejscu. My mieliśmy wiele szczęścia w naszym nieszczęściu, bo trafiliśmy(znaleźliśmy) na dobrą pediatrę i świetnych neurochirurgów. Jak pomyślę, co mogłoby się stać, gdybyśmy zostali w "naszym" szpitalu, to serce mi staje z przerażenia.
    Dużo zdrówka dla Niedźwiadka i szczęścia do lekarzy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym systemie - mam wrażenie - jesteśmy przymuszani do leczenia się (i dzieci) prywatnie.
      Nie mam nic przeciwko, ale niech nam oddadzą składki na ubezpieczenie. Wtedy przynajmniej byłoby jasne, że nie mamy się co łudzić :/
      Cieszę się, że są lekarze, którym można zaufać i na których można liczyć. Mogliby nosić plakietki, informujące o tym. Dla ułatwienia :)

      Usuń
  9. Moja mama chodziła pół roku z wyrostkiem robaczkowym i fakt nie był on standardowo z prawej strony tylko z lewej ale trafiła na swojej drodze na takiego lekarza który po usg na którym nic nie było widać powiedział usuńmy macice i jajniki... ba żeby tego było mało potem na osobności powiedział mojemu tacie że jak nie zapłaci 4tys to nie daje gwarancji czy się wszystko będzie dobrze goić o_O na szczęście w końcu trafiła na porządnego lekarza który zdecydował się najpierw sprawdzić kamerką co to może być i w ostatniej chwili wycieli wyrostek :) Zawsze ufaj sobie, co by się nie okazała (np. że się myliłaś tym razem), nie będziesz miała żalu do siebie :) Najważniejsze że w końcu trafiliście w dobre ręce :) Do jutra kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że się wszystko dobrze skończyło :) Mnie kiedyś lekarz leczył na serce lekami dla zawałowców, a okazało się, że miałam... skurcze mięśni ręki i wystarczyło poćwiczyć :P
      Do jutra :*

      Usuń
  10. u nas najpierw było obkurczanie migdała robionymi na zamówienie kroplami, trwało to rok i nie przyniosło żadnej poprawy, płaciliśmy jedynie za kolejne prywatne wizyty u pani laryngolog, później zasugerowała alergię, więc zrobiliśmy kolejne drogie testy na wszystko co możliwe i nic, dziecko alergii nie ma, potem przeszliśmy inhalację różnymi roztworami, solankami, solami, po drodze kilka antybiotyków na zapalenie ucha, katary ropne ciągnące się tygodniami, wreszcie trafiliśmy do laryngologa w innym mieście, który stwierdził, że migdał jest tak duży, że żadne leki nam nie pomogą a niedosłuch jest naprawdę duży, co zresztą sami zaobserwowaliśmy i panie w przedszkolu również. W tej chwili jesteśmy 3 miesiące po zabiegu usunięcia i drenażu, syn zniósł wszystko bardzo dobrze, skończyło się chrapanie i spanie z otwartą buzią, jak na razie kataru nie było, z uszkami ok. Cieszę się, że to wszystko już za nami. Życzę wytrwałości i trzymam kciuki za Was, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko z twojej historii wynika jasno, że zanim doszło do zabiegu, podjęte było leczenie. Właśnie te krople, antybiotyki, inhalacje itd. Mając takie zalecenia, czułabym, że walczymy o zdrowie Niedźwiadka. Nawet twoja opowieść udowadnia mi, że to, co nam zaoferował szpital i pani doktor, było śmiechu warte :(

      Usuń
  11. No właśnie ja zupełnie nie mam intuicji jeśli chodzi o zdrowie... Tymek przez rok miał kaszel - głównie w nocy, nie pomagało nic, w domu mieliśmy pół apteki, w tym na alergię plus skierowanie na wycięcie migdała. I na szczęście przyjaciółka dała mi nr do podobno najlepszego pediatry w mieście, który stwierdził, że ten wieczny kaszel to przez spływający po gardle katar, odradził nam również pozbywania się migdała. Po trzech dniach stosowania kropli i inhalacji kaszel zniknął! I tylko ciężko mi zrozumieć, że tak prosta diagnoza i lecznie, a dziecko przez okrągły rok - wiosna, lato, jesień, zima, faszerowane było lekami i męczyło się kaszląc, tyle nieprzespanych nocy...
    Trzymam kciuki za Wasze zdrówko :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam podobne doświadczenia. W kwietniu i maju lądowałam cztery razy w szpitalu żeby usłyszeć tę samą (co się potem okazało absurdalną) diagnozę. Nikomu nawet nie przyszło do głowy szukać w innym kierunku, zmienić leczenie nie mówiąc już o przyznaniu się do błędu, bezradności lub pokierowaniu w inne miejsce. Długo by opowiadać.
    Trzymam kciuki żeby Niedźwiadek szybko wrócił do formy!

    OdpowiedzUsuń
  13. Trzymam kciuki w walce ze służbą zdrowia, duzo cierpliwości i wytrwałości życzę!
    A dla Niedźwiadka mnóstwa zdrówka !!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę że kolejna osoba potraktowana schematycznie:( Szymek nasz miał wysiękowe zapalenie uszu i powiększony trzeci migdał. Przypadkiem trafiliśmy do prywatnej kliniki we Wrocławiu gdzie Pani zaczęła nam wciskać że syn nas nie słyszy a słyszał. Od razu była pogadanka że to trzeba jak najszybciej zoperować czyli wykonać drenaż i wyciąć migdał. A że na NFZ trzeba czekać nawet ponad rok to wyliczyli nam w recepcji całość na 4700zł! Oczywiście wyszliśmy stamtąd przerażeni i że chyba faktycznie trzeba kasę kombinować itp....
    Potem poszliśmy do innego laryngologa i próba leczenia czyli inhalacje pod ciśnieniem (specjalny inny inhalator niż taki domowy) leki wizyty wszystko prywatnie...niestety bezskutecznie:(
    Muszę dodać że powiększony migdał u nas powodował ciągłe zapalenia oskrzeli a nawet płuc, od głupiego kataru się zaczynało, po prostu zero odporności. Szymek poszedł do przedszkola dopiero w wieku 4lat i to nie pochodził zbyt dużo, Tydzień w przedszkolu, 3tygodnie leczenia:(((
    W końcu zdecydowaliśmy się po kolejnej konsultacji laryngologicznej na zbieg usunięcia migdałka, ale bez drenażu uszu. Lekarz powiedział że płyn który jest w uszach spowodowany jest właśnie trzecim migdałkiem i należy go tylko usunąć:)
    Teraz minął rok od zabiegu i po pierwsze zauważyliśmy poprawę w stanie zdrowia. Może raz przeszedł infekcję wymagającą leczenia antybiotykiem :D Natomiast uszy ostatnio miał tympanometrię (badanie uszu) i Pani laryngolog powiedziała że uszy są całkiem zdrowe:)))))
    Także ja też polecam chodzić do wielu lekarzy, nie dać się zastraszyć ludziom lekarzom którzy chcą od nas tylko wyciągnąć kasę:/
    Mam nadzieję że ud się Wam wyleczyć synka. Życzę dobrych i uczciwych lekarzy na Waszej drodze!!! Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Trzymam kciuki za Niedźwiadka..idzie ku dobremu...ale przykre to jest bardzo, że maleńkie dziecko traktuje się w taki sposób...że nie szuka się mniej inwazyjnych metod tylko się slepo brnie w tą z pozoru najprostszą.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ojej. Nie wiem u kogo byliście, ale mamy jedną bardzo dobrą panią laryngolog. Przyjmuje u was w mieście. Uratowała moje ucho, jak inny pan doktor o mały włos, a pozbawiłby mnie słuchu:/
    Mam nadzieję, że dobrze się to u Was wszystko skończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, odpukać, dobrze się skończyło :)

      Usuń
  17. Szukałam tego posta, bo zapadł mi w pamięć związku z tym drenażem (brrr). Pomogły inhalacje? My borykamy się z leczeniem uszu od wakacji, cały czas są wysięki i przytkana trąbka słuchowa, w związku z ciągnącym się cały czas katarem, leki niezbyt skutkują, dostaliśmy skierowanie do szpitala na założenie jakiegoś sączka (nie pamiętam nazwy) który odprowadza płyn z trąbki słuchowej i trzyma się to w uchu pół roku - chyba coś co ma skutkować podobnie jak drenaż :( Chciałabym zrobić wszystko, żeby tego uniknąć. Jakie stężenie soli jest potrzebne, wystarczą inhalacje raz dziennie, czy jest potrzeba częstszych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato, będę ostrożna, bo nie jestem lekarzem i nie znam przypadku twojego synka, ale powiem ci z perspektywy czasu, jak to u nas było i się skończyło. Woda w uszach jest zwykle spowodowana katarem lub właśnie ciągnącym się stanem zapalnym. Jeśli do uszka ma być włożone ciało obce (sączek), ten stan zapalny powinien być wyleczony najpierw, pewnie antybiotykiem. Jeśli antybiotyk nie pomaga, przyczyną może być alergia. U nas to była alergia na laktozę. Po odstawieniu mleka katar u małego, który trwał ponad trzy miesiące, skończył się po trzech dniach. Sama nie mogłam w to uwierzyć, ale tak było. Sól mieliśmy najpierw 0.3%, a potem chyba 0.5%, ale nie zarzekam się, bo nie zapamiętałam, a że zużyliśmy całą, to nawet nie mam jak sprawdzić na opakowaniu. Sól morska okazała się również bardzo dobra. Inhalacje robiłam 3 razy dziennie, potem (po antybiotyku) 2 razy, a potem tylko na noc. Teraz robimy od czasu do czasu wyłącznie z tej soli morskiej, jeśli pojawia się katarek, choćby lekki. Od tamtego czasu mały jest praktycznie zdrowy :) Mam nadzieję, że i u Was dobrze się skończy. Daj znać!

      Usuń

Dziękuję za Wasze opinie :)