środa, 8 listopada 2017

difficult emotions



Doświadczamy ich codziennie - trudnych emocji. Nie ma od nich ucieczki i - co więcej - są zupełnie naturalne, a przede wszystkim - potrzebne! Gniew odczuwają już 3-4 miesięczne maluchy, podobnie jak smutek. Lęk pojawia się ok. 6. miesiąca życia. 
Po co nam one? Do ochrony naszych granic!
Zupełnie poważnie. 
Każda z tych emocji to nic innego, jak "alarm", że dzieje się coś, czego nie możemy lub z różnych powodów nie chcemy zaakceptować, ba! mamy do tego pełne prawo.

Złość/gniew

Pojawia się wtedy, kiedy ktoś lub coś godzi w naszą godność, w nasze wartości, potrzeby, naruszcza naszą przestrzeń bezpieczeństwa - ich zadaniem jest mobilizować nas do działania, powiedzieć: tu kończy się moja cierpliwość, wyrozumiałość, siła. Odczuwanie złości jest normalne i w wielu przypadkach - całkowicie uzasadnione. To także jedna z emocji, która - czy tego chcemy czy nie - towarzyszy nam codziennie, bo w niemal każdej interakcji z drugim człowiekiem naruszamy wzajemnie swój spokój i poniekąd "wchodzimy sobie w drogę". 
Jak postępować ze złością i gniewem, opisywałam na konkretach TUTAJ:
Często jest błędnie interpretowana jako brak wiary w siebie i efekt niepotrzebnego porównywania się z innymi ludźmi. Ehe. Z tym, że pewność siebie w każdej sytuacji i nieporównywanie się do nikogo są możliwe jedynie... w utopii. Zazdrość służy nam do tworzenia własnej listy priorytetów, uświadamia, co jest dla nas ważne. Dzięki niej dzieci uczą się, na czym najbardziej im zależy. To dlatego zwykle "walczą" o uwagę rodzica, zabawki i przestrzeń. 
Jak to wygląda u nas, opisywałam TUTAJ: 
Jeśli nauczymy nasze dzieci mądrze z tą emocją postępować, pomoże im ona w określeniu i nazwaniu swoich potrzeb i oczekiwań, wobec nas, rodzeństwa i reszty świata, a to bardzo ważna umiejętność. Z czasem uczucie zazdrości powinno też stać się impulsem do rozwoju.

Brak wiary w siebie
 
Nie ma osoby, której nie dotyczy, przynajmniej od czasu do czasu. 
Jak pracować z dzieckiem nad tą emocją, dokładnie opisałam TUTAJ: 
Przy okazji warto pamiętać, że ma ona drugą stronę medalu i jest nią - pokora. Brak wiary w siebie nakazuje nam się zawahać, zastanowić nad sobą, dopuścić do świadomości, że nie wszystko potrafimy i nie na wszystko mamy wpływ, że inni mogą być lepsi od nas. Czasami tylko to może uchronić nas przed popełnieniem błędu lub spektakularną porażką. Więc również i to uczucie to nic innego jak mechanizm obronny.

Strach/lęk

Chroni nas przed niebezpieczeństwem, najczęściej takim, które zagraża zdrowiu lub nawet życiu. U dzieci jest to o tyle ważne, że są one nieświadome zagrożeń i skłonne do wielkiego ryzyka. Nie należy oczywiście "karmić" lęków, ale warto mądrze je wykorzystywać, np. przypominając dzieciom, że warto ufać swojej intuicji (która jest niczym innym, jak reakcją mózgu na błyskawiczną kalkulację ryzyka). 
Jak nam udaje się nad nimi panować, pisałam TUTAJ:   
Uświadamia nam, że straciliśmy coś dla nas ważnego lub nigdy nie będziemy tego mieć. To informacja, że potrzebujemy czasu - na pożegnanie i pogodzenie się z tym faktem. Dzieci odczuwają tę emocję mocno i dość często, bo dopiero uczą się stopniować wartości. Dla nich równie smutne będzie to, że kuzyn musi wracać do domu, chociaż zabawa z nim jest taka fajna, jak i to, że na spacerze zgubił się ich pluszak, choćby nie był to wcale ich ulubiony pluszak. Zresztą w dniu zgubienia będzie ulubionym, bo tak podpowiada dziecku smutek, który czuje po jego stracie. Nauczenie dziecka obchodzenia się ze smutkiem jest ogromnie ważne, bo pozwala mu zdobyć wiele niezbędnych w życiu kompetencji, a są to m. in.:
- szacunek i zaufanie do własnych uczuć (w efekcie także dla uczuć innych osób, a zatem empatia!)
- akceptacja wszystkich życiowych doświadczeń (nie mylić z biernością wobec nich!)
- tęsknota

Jak zatem postępować z dziecięcym smutkiem?
   
1. Zauważ i nazwij
 
Może brzmi to głupio, ale uwierzcie mi na słowo. Jeśli ukucniecie przy dziecku i powiecie coś w stylu "Widzę, że jesteś smutny" albo "Wiem, że jest ci przykro", od razu zauważycie drobną zmianę jego nastroju.
 
2. Nie umniejszaj

Rozpacz nad złamanym patykiem nam może się wydawać przesadą, ale dla dziecka jest najzupełniej adekwatna do jego straty. NIGDY nie mówmy mu, że "nie ma nad czym płakać" albo że "przesadza". Z czasem samo nauczy się rozróżniać wielkie starty od malych, ale jeśli będzie czuło, że ignorujemy te małe, z wielkimi już do nas nie przyjdzie. Nie będzie też ufać swoim odczuciom, jeśli będziemy je "bombardować" naszą dorosłą logiką. Zresztą czy my-dorośli zawsze smucimy się tylko z naprawdę ważnych powodów?
 
3. Nie przesadzaj

To równie ważne. Nie roztkliwiaj się nad smutnym dzieckiem i nie nadawaj większej skali jego stracie. To w niczym nie pomaga. Jest to za to najprostsza droga do wychowania hipochondryka czy marudy. Zauważenie jego żalu w zupełności wystarczy, by czuło się "zaopiekowane".
 
4. Nie pocieszaj na siłę i na wyrost

No, tak, coś stracił i jest mu okropnie smutno. To wielka rzecz, ale to wcale nie znaczy, że masz mu na pocieszenie kupić nowy. Albo w ogóle cokolwiek kupić. Albo np. pozwolić grać na komputerze. Takie zachowanie uczy jedynie zagłuszania emocji, a nie - radzenia sobie z nimi. 
Kiedy J.J. zgubił swój aparat, poszliśmy go poszukać wzdłuż całej plaży, kilka kilometrów. Wiedziałam, że go nie znajdziemy, ale ten długi spacer był potrzebny, żeby on wiedział, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, i żeby mógł się wypłakać. W ten sposób "przerobił" swój smutek. Nie udałoby mu się to, gdybyśmy od razu poszli np. na lody.
 
5. Daj czas

To - obok uwagi - najlepsze, co możesz zrobić dla twojego smutnego dziecka. Dać mu czas. Żeby ten smutek ropoznał i przetrawił. Jeśli potrzebuje popłakać, pomilczeć, poleżeć na ziemi - pozwól mu. Nie mów, żeby się uspokoił, albo że szkoda łez. Niech płacze, milczy, leży tak długo, aż poczuje się lepiej. Bo to jedyny sposób, żeby się tak w końcu poczuł.
 
6. Opowiedz o własnych, podobnych doświadczeniach

Na etapie, kiedy dziecko już się oswoi ze swoim smutkiem i trochę uspokoi, możesz mu opowiedzieć o podobnej sytuacji, która przytrafiła się tobie.

Ja powiedziałam coś w rodzaju:
"Kiedy miałam 10 lat, tata podarował mi czerwony zegarek z pływającą pod kopułką miniaturową buteleczką Coca-Coli. Przywiózł mi go z Niemiec. To było wtedy coś. Bardzo mi się ten zegarek podobał i nosiłam go bez przerwy. Któregoś dnia podczas wycieczki po lesie, potknęłam się i wywróciłam na ścieżce. Zahaczyłam ręką o konar, zerwał się pasek i zegarek zleciał kilka metrów w dół urwiska. Zeszliśmy go poszukać w zaroślach, ale nie udało nam się go znaleźć. Płakałam za nim chyba z tydzień." 

Nie musi być happy endu, morału itd. To nie o to chodzi. Chodzi o to, by twoje dziecko poczuło się zrozumiane, by wiedziało, że ty naprawdę wiesz, co ono czuje. Opowiadając taką historię, mówisz coś jeszcze: że jest w porządku pamiętać o tym, co się straciło i tęsknić za tym. Tęsknota to dobra emocja, która zostaje po smutku, bo bazuje na dobrych wspomnieniach.

7. Zróbcie coś przyjemnego

I w końcu wolno ci to smutne dziecko pocieszyć. Dlaczego dopiero teraz? Bo teraz sobie już poradziło z własnym żalem, spisało się doskonale. Zrobienie czegoś "na pocieszenie" nie jest już działaniem zamiast, ale w bonusie. Niczego nie zagłuszacie, po prostu idziecie dalej. Kubek kakao czy czytanie ulubionej książki świetnie się sprawdzą w roli kropki nad "i".


---

Jest jeszcze jedna trudna emocja naszych dzieci, z którą my-dorośli radzimy sobie raczej słabo. Może nawet najsłabiej. Bo traktujemy ją trochę jak tabu.
Jest nią...
 
Nielubienie
 
Kogoś lub czegoś. Nie jest to akceptowalne społecznie, choć przecież również absolutnie naturalne. Tak samo, jak wszystkie pozostałe doznania, tak i to informuje nas o tym, że nasze granice komfortu zostały przekroczone, że coś lub ktoś z jakiegoś powodu nam nie odpowiada i nie chcemy mieć z tym czymś lub kimś do czynienia. I naprawdę nie musimy! Żadnego dorosłego nie śmielibyśmy nawet do tego zmuszać, za to dzieci często zmuszamy bez mrugnięcia okiem. 
Pisałam o tym już trochę TUTAJ: 
oraz TUTAJ: 
http://jjandthebear.blogspot.com/2016/03/naughty-or-not.html
Warto pamiętać przede wszystkim jedno: jeśli pozwolimy dziecku na własną decyzję co do okazania komuś sympatii czy antypatii, wychowamy człowieka, który zaufa własnym uczuciom i w przyszłości nie da sobą manipulować, nie pozwoli się skrzywdzić czy wykorzystać. Zamiast przekonywać dzieci do lubienia wszystkich wokół, uczmy je kindersztuby i zasad kultury - wówczas będą umiały zachować się odpowiednio także wobec kogoś, za kim nie przepadają, tzn. uprzejmie, ale nie ponad swoje siły i możliwości.

Z życia:
J.J. nie lubi swojego kuzyna. Po rozmowie na ten temat przyznał, że denerwuje go to, że ten przy każdej wizycie wyciąga wszystkie jego zabawki i nigdy po sobie nie sprząta, a proszenie go, żeby tego nie robił - nie przynosi żadnych rezultatów. W nerwach powiedział mu nawet "wynocha z mojego pokoju", na co mama chłopca - zresztą słusznie - zareagowała oburzeniem. Przeprowadziłam więc z J.J.-em kolejną rozmowę i doszliśmy do wniosku, że na czas wizyty kuzyna schowa część zabawek, żeby mieć mniej sprzątania potem oraz będzie mu proponował inny rodzaj zabawy, np. na dworze, mogą też wspólnie obejrzeć film, bez konieczności interakcji, na którą J.J. nie ma ochoty.
Póki co ten kompromis się sprawdza.
 




Mam nadzieję, że ten wpis się Wam przyda. Jeśli macie jakiekolwiek pytania lub wątpliwości - piszcie śmiało.
W kolejnych postach opowiem Wam m. in., jak uczyć dzieci asertywności i tolerancji jednocześnie oraz jak dawać dobry przykład błędami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze opinie :)