środa, 6 sierpnia 2014

child's fears

Dzieci dopiero uczą się świata. Nie wszystko rozumieją. Nie widzą wszystkich możliwości. Bywa, że skupiają się na jednej - tej najgorszej. Najpierw mają swoje nocne koszmarki, kiedy podczas snu "przerabiają" w główkach to, czego danego dnia doświadczyły. Część z tego wydaje się straszna, wielka, niepojęta. Potem mają leki. Już na jawie. To duże wyzwanie dla nich, i dla nas. Przytulenie przestaje wystarczać, poczucie bycia kochanym nie gwarantuje poczucia bezpieczeństwa, a na terapię szokową jest sporo za wcześnie. I co wtedy? 
Dzieci boją się różnych rzeczy, dla nas czasami śmiesznych, czy niezrozumiałych. Kiedy słyszę od J.J.'a: "boję się", w pierwszym odruchu mam ochotę natychmiast go oswoić, wytłumaczyć, że nie ma do tego podstaw, że jest bezpieczny, ale nie robię tego. No, nie od razu. Dlaczego? Bo nie chcę, żeby myślał, że strach to coś złego, że lęki trzeba "zbijać" jak nieznośne komary. Strach i lęk to narzędzia samoobrony. Natura wyposażyła nas w nie po to, żebyśmy unikali zagrożeń i mieli w efekcie większe szanse na przeżycie. Oczywiście nie mieszkamy już ani w dżungli, ani w jaskini, ale mechanizm jest przecież dokładnie taki sam: w odczuwaniu lęku chodzi o to, żeby się danej sytuacji jeszcze raz przyjrzeć, jeszcze raz ją przemyśleć. W każdym razie tego chcę nauczyć J.J.'a. Po pierwsze pytam, czego konkretnie się boi, bo na przykład kiedy wchodzi na wysoką drabinę i potem nie chce zejść, to nie dlatego, że przeraża go wysokość, ale myśl, że mógłby spaść. Gryzę się w język, żeby powiedzieć: "Nie spadniesz", bo J.J. nauczył mnie już, że na takie teksty z mojej strony odpowiada buntem. Zamiast tego mówię: "Pomogę ci, spróbujemy?" i wyciągam rękę. Czasami to wystarczy. Czasami trzeba jeszcze pokazać, jak bezpiecznie zejść. Czasami ani pomoc, ani pokaz nic nie dają. Wtedy mówię: "Nie szkodzi, dziś cię zdejmę, a spróbujesz następnym razem, ok?""Ok."
Dopóki nie zaczęłam pisać tego tekstu, nie zauważałam nawet, że mam jakiś schemat postępowania w obliczu dziecięcych lęków. Ale okazało się, że mam: doprecyzowanie (nazwanie lęku niemalże "po imieniu") - prezentacja sytuacji na nowo - propozycja rozwiązania/pomocy - akceptacja lęku (zawsze z nadzieją na przyszłe pokonanie go). Co ważne, na każdym z tych etapów mówię prawdę, trzymam się realiów, ale jednocześnie na żadnym nie deprecjonuję lęku, mówiąc np. że czegoś nie ma. Skoro jest w głowie mojego dziecka, to jest.
Czy to działa?
Tak.
Co nie oznacza, że J.J. radzi sobie ze wszystkimi lękami. 
Wciąż boi się pająków, choć wracamy do książki o ich oswajaniu i choć po jej lekturze przez chwilę jest bohaterem nawet w swoich oczach. Boi się, ale nie sztywnieje na widok pajęczyny, jak kiedyś. Wie, że może wziąć łopatkę lub kij i ją strącić. Czasami tak robi, a czasami woli mnie o to poprosić, bo tego dnia akurat nie czuje się dość przebojowy. 
Z niektórymi lękami będzie się pewnie jeszcze długo oswajał, a potem przyjdą kolejne, nowe, ale z całą pewnością zaszczepiłam mu świadomość, że ma na to czas, że nie ma się czego wstydzić i że wolno mu się bać, dokładnie tak samo, jak wolno mu podejmować kolejne próby odwagi.
Z Niedźwiadkiem od początku było inaczej. On nie bał się niczego. /Swoją drogą: jest wychowawcze wyzwanie! Jak skutecznie wystraszyć kaskaderskie dziecko? ;)/ Aż nagle okazało się, że boi się wody w basenie czy jeziorze, zwłaszcza chłodnej. Nie chciał wejść za nic w świecie. Nie chciał nawet stóp zanurzyć. Jak to się stało, że teraz pluska się bez lęku, także kiedy nie czuje gruntu? Powoli. Najpierw odkryliśmy, że nie chodzi o wodę, a o temperaturę i śliskie dno. Zaczęliśmy więc mierzyć stopnie i stało się jasne, że przy mniej więcej 21 Celcjuszach lęk Niedźwiadka zmniejsza się mniej więcej o jedną trzecią. O dwie trzecie spadł, kiedy pozwoliliśmy mu kąpać się w kaloszach. Najpierw tylko one dodawały mu otuchy, potem wystarczyły już klapki. Ostatecznie lęk został pokonany, kiedy Niedźwiadek poślizgnął się przypadkiem w baseniku i przekonał, że rękawki doskonale utrzymują go na powierzchni. Długo to odkrycie testował, wywracając się potem specjalnie i mając z tego coraz większą frajdę :) Więc teraz znowu nie boi się niczego, a ja pluję sobie w brodę i liczę kolejne guzy ;)









kąpielówki Niedźwiadka - KappAhl i Mini Mode
kąpielówki J.J.'a - z Chorwacji, prezent
rękawki Niedźwiadka - nabaiji (Decathlon, najlepsze!)
rękawki J.J.'a - prezent
basen ogrodowy - Tesco
termometr do wody - Beaba

12 komentarzy:

  1. Super tekst i świetne metody... Gratuluję :-) z pewnością wykorzystam część Waszych doświadczeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, mam nadzieję, że się sprawdzą :)

      Usuń
  2. W sumie muszę się zastanowić nad tym jakie metody ja stosuję. Bo odpukać jak na razie udaje nam się strachy jakoś oswajać, wytłumaczyć i jak na razie większych lęków chłopacy nie mają. Choć najgorzej zwalczyć straszki jakie wpajają im dziadkowie - że robaki, że straszny Pan przyjdzie i zabierze itp. Ręce opadają jak słyszę coś takiego, ale dajemy radę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanowienie się dobrze robi, wiesz. Mogę być skuteczniejsza i bardziej uważna :)
      A dziadków trzeba postraszyć w odwecie ;)

      Usuń
  3. Tekst jak zwykle super! Mój 4,5latek, który wcześniej w wodzie mógłby spać- teraz się boi, i nie wiem skąd ten strach. Nad wodę jeżdzi chętnie, nawet sam nas ciągnie, a co do czego to zmoczy stopy albo i nie. Do basenu ostatnio nałożył kółko, rekawki i okulary i drżał żeby przypadkiem nikt go nie ochlapał, wyszedł po 15 sek, bo siku....i już nie wszedł. Za to młodszy 2,3 l to kaskader w każdej dziedzinie, niczego się nie boi, z chęcią zabije komara, muchę czy innego stwora , wszędzie się wspina, spada, smakują mu paluszki z piaskiem ;-) Guzów już nie liczę, teraz opatruję mu rozcięta brew;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że te lęki pojawiają się ze świadomością zagrożeń. Im starsze dziecko, tym ma ich więcej. Tak zgaduję.
      U nas śliwa na czole od spotkania z podłogą w łazience. Bo chciał się poślizgać! Brak słów!

      Usuń
  4. Ja staram się oswajać lęki eM, a równocześnie pokazywać mu, że strachu nie należy się wstydzić. Przecież sama boję się tylu rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Przecież my też się boimy!

      Usuń
  5. Podobne zalozenia wysnute sa w ksiazce "Jak mówić do dziecka, zeby nas sluchalo, jak sluhac, zeby do nas mowilo" (nie jestem pewna, czy czegos nie przekrecilam w tytule). Przede wszystkim nie wmawiac dziecku, ze nie ma problemu, ktory ono widzi, sluchac, nazwac i pomoc rozwiazac nie koniecznie podwjac gotowa odpowiedz. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale miło usłyszeć, że to jest 'na papierze' :) Myślę, że wiele mam działa instynktownie i na co dzień o tym nie myśli, nie analizuje swoich metod. Ale fajnie, że kiedy zajdzie taka potrzeba - można sięgnąć po książkę, która to ponazywa i posegreguje.
      Gotowa odpowiedź u nas nie przechodzi. Wywołuje tylko bunt. Więc choćby tylko z tego powodu szybko porzuciłam tę pokusę. Dzieci chyba faktycznie potrzebują się uczyć przez odkrywanie. Empirycznie.

      Usuń
  6. Lęki dzieci lękami, ale co zrobić, żeby oswoić swoje i nie przekazać ich "w spaku" dzieciom. Świetne metody i jak dla mnie temat przyszłościowy. Najważniejsza jest jednak rodzicielska intuicja i najlepiej nam podpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się co do intuicji. Zresztą to sprawdzona przez wieki funkcja naszego umysłu. Funkcjonuje świetnie i trzeba jej zaufać.
      A z tym spadkiem to kolejny temat-rzeka. Nad częścią naszych lęków na pewno możemy zapanować, ale myślę, że całe mnóstwo, może nawet większość przekazujemy dziecku nieświadomie. Często nawet sami sobie nie uświadamiamy, że jakieś nasze zwyczajowe zachowania wynikają z lęków.

      Usuń

Dziękuję za Wasze opinie :)