poniedziałek, 20 stycznia 2014

my child, my way

Rzadko się tutaj wypowiadam na tematy społeczno-polityczne, bo nie chcę Was swoimi poglądami bombardować, a jako osoba zawodowo pisząca mogłabym łatwo dać się ponieść ;) Ale tym razem postanowiłam zabrać głos w modnym ostatnio temacie GENDER. Wielokrotnie pokazywałam Wam, jak łamać stereotypy, przypisane danej płci. Rozmawiałyśmy o tym, że chłopcom WOLNO się bawić lalkami, wózkami, kuchenkami, lubić różowy, nosić długie włosy, korony itd. Problem polega chyba jednak na tym, że komuś się ostatnio to WOLNO pomyliło z MUSZĄ. Postawmy zatem sprawę jasno: otóż NIE MUSZĄ. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek moje (i każde) dzieci do przełamywania stereotypów zmuszał, a pisząc 'ktokolwiek', zawieram w tym zarówno babcię, jak i sąsiadkę, jak i... państwo poprzez nauczycieli przedszkolnych czy szkolnych. Nie chcę sobie tego nawet wyobrażać, ot co! Nie wyrażam na to zgody, po prostu. 
Tolerancja, otwartość umysłu, akceptowanie inności - ok, to wszystko są słuszne i piękne idee, ale zupełnie tracą sens i stają się własnymi karykaturami w momencie, w którym są nam NARZUCONE. Bo każda forma przymusu prowadzi do pewnego rodzaju zniewolenia, a - poprawcie mnie, jeśli się mylę - cała ideologia walki z granicami ról społecznych, przypisywanych mężczyznom i kobietom, opiera się chyba na tym, by zapewnić każdemu WOLNOŚĆ pełnienia każdej roli, niezależnie od płci biologicznej, czy tak? 
Nie uważam słowa 'gender' za przekleństwo. Nie ma co demonizować. Większość ideologii, podobnie jak większość religii nie podlega tego typu ocenom, a w każdym razie - nie powinna. Bo to nie one są złe, a sposób, w jaki ludzie z nich korzystają. O ile jednak jestem w stanie zaakceptować to, że istnieje jakiś odłam, jakaś grupa osób, które popadają w przesadę, czy wręcz fanatyzm, o tyle pomysły/próby/realizacje, zmierzające do upaństwowienia jakiejkolwiek ideologii, mnie przerażają. Moje poglądy, podobnie jak poglądy moich dzieci (oczywiście, dopóki nie robimy nikomu krzywdy w sensie moralno-prawnym) to są nasze sprawy PRYWATNE, INTYMNE i wara od tego! Mogę czytać moim synom bajeczki o księciu w wieży, którego ratuje drugi książę - ja mogę, pani w przedszkolu - nie, a na pewno nie dlatego, że ma do zrealizowanie taki - narzucony z góry przez państwo - PROGRAM. Że rodzice nie spełnią swojej roli? Spełnią! Zawsze spełniali! Że wychowają stado homo- i innego rodzaju fobów? Wątpię. Chyba, że sami 'ci inni' sobie na to zapracują, przymuszając resztę do tolerancji. Z całym szacunkiem, ale co poniektórym wojującym, choćby w imię słusznych praw, przydałaby się jeszcze odrobina rozsądku - nie oszukujmy się: mniejszość to nadal MNIEJSZOŚĆ i nigdy nie będzie większością, jakichkolwiek by jej nie dać możliwości! Czy z racji tego, że jest tylu Polaków w Irlandii, należy ustanowić tam język polski językiem państwowym? Może tak. To może jeszcze niech walutą będzie złoty? Itd., itp. No, kto mi powie, gdzie jest granica tych przywilejów?
Moja mama mawiała czasem: 'Jestem tolerancyjna, ale nie chciałabym mieć ciemnoskórego zięcia' albo 'Jestem tolerancyjna, ale wolałabym nie mieć rudych wnuków'. (*EDIT: W związku z nieporozumieniem: chodzi tu o preferencje urodowe, o czyjeś czysto esetyczne, indywidualne upodobania co do wyglądu innych, nie o rasizm, ale podałam właśnie taki przykład, który można omylnie wziąć za rasizm, żeby pokazać, że fakt, iż coś nam nie przypada do gustu, nie oznacza od razu fobii). Mówiła to pół żartem, ale i pół serio, bo wiem, że musiałaby zainwestować sporo wysiłku w akceptację czegoś, co jej się po prostu nie podoba. Bo te jej gusta to żadne uprzedzenia, żadna agresja. Na tych samych zasadach nie lubi kakao, pieczarek, muzyki dance i paru innych zjawisk. Tak ma. Każdy z nas tak ma! Co więcej - każdy MA PRAWO tak mieć! 
Ok, może ją jej dziadek nastraszył Cyganami i od dziecka bała się ludzi ciemnoskórych, zupełnie nie wiedzieć czemu. No to co? To panika, że polscy rodzice wychowają dzieci nie po europejsku, z uprzedzeniami, z lękami. Więc zróbmy tak, żeby przedszkola i szkoły ich wychowały - na takich europejskich, otwartych, nowoczesnych. Świetnie! Już pomijam, że pachnie to na wiele kilometrów manipulacją umysłów i Orwellem, ale ja się pytam w takim razie: dlaczego jest coraz mniej lektur? dlaczego zastępuje się prace pisemne testami? dlaczego wiedzy, twardej wiedzy przekazuje się młodym coraz mniej? to mają być te nasze dzieci mądrzejsze czy głupsze, tylko akceptujące WSZYSTKO? a może właśnie dlatego akceptujące wszystko?...
To jeszcze raz: WARA od naszych dzieci, wara z naszego podwórka!
Państwo, a poprzez 'państwo' rozumiem tu programy placówek oświaty, ma za zadanie przekazać wiedzę, bazę danych z biologii, matematyki, gramatyki itd. Wychowujemy my, rodzice. Lepiej lub gorzej, ale to nasza rola, nasze PRAWO. Dopóki to nie jest patologia, nic państwu do tego. Nabałaganimy? Posprzątamy lub poniesiemy inne konsekwencje, prawda?
Gdyby politycy ponosili konsekwencje swoich błędów, świat w pewnością wyglądałby o niebo lepiej.    

No, to amen.

Zapraszam Was gorąco do dyskusji :D

(Na zachętę - obok kija - marchewka :P)







sweter - H&M
spodnie - KappAhl
getry - Seven
płaszcz - John Lewis %
czapka - Yups!
chusta - Zara %
rękawiczki - Pepco
śniegowce - George 

36 komentarzy:

  1. Super połączenie kolorów. Mega efekt 😊😊😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam, gdy mamy blogujące, poza pięknymi stylizacjami, pokazują ważne, dla nas - rodziców problemy, poruszają trudne tematy. Podpisuję sie pod tym tekstem rękami i nogami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez moglabym sie podpisac ale nie bardzo mi sie podoba niechec do (akurat tutaj) czarnoskorych ludzi porownana do nie lubienia kakao. Kakao o ile sie nie myle nie ma uczuc i.mu jest wszystko jedno. Ale jesli taka mama mowi do dziecka ja nie mam uprzedzen ale z ciemnoskorym kolega sie nie baw to moim zdaniem nie jest to samo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama ma czarnoskórych znajomych. Nie jest rasistką. Może źle to opisałam. Chodziło mi o to, że tak samo jak nie podoba jej się ciemny kolor skóry, jak i rude włosy. Nie robi z tego uprzedzeń. Nie ma nic do ludzi, którzy tacy są. To są jej upodobania czysto estetyczne. Każdy z nas takie ma. Coś wolimy, a coś nie. Ktoś nam się podoba fizycznie, a ktoś nie. O to mi chodziło.

      Usuń
  4. Agatko kochana! Tak, ale... Ja jestem przeciwna, może nie samej definicji gender, jako płci kulturowej, ale wprowadzaniu tego pojęcia do ustaw i przepychaniu całej idącej za tym ideologii do programów szkół i przedszkoli. W szczególności przeciwna jestem seksualizacji dzieci i młodzieży, uczenia masturbacji etc. Jak dla mnie to pedofilia i sprawa karna za "namawianie dzieci do czynności seksualnych". Rzecz w tym, że nawet osoba dorosła zaczyna wierzyć w wielokrotnie powtarzane kłamstwo, a co dopiero niewinne dziecko. Wiedza przekazywana w szkole cały czas się kurczy, a dzieciom chce się zrobić sieczkę mózgu i uczyć czego? Chyba tego, że przyjemność jest w życiu najważniejsza, a konsekwencji da się uniknąć, bo jest antykoncepcja, a jak ta nie pomoże, to "aborcyjka" na życzenie. Dla mnie to polityka na wskroś antyrodzinna, i jako tak powinna być tępiona. Mam trochę wyrzuty sumienia, że ciągle brakuje mi czasu na zgłębienie tematu, więc na razie tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie o tym piszę! Nie dla 'gender' w programach, nie dla przymusu, dla upaństwawiania seksualności. To jest sfera intymna. I kropka!

      Usuń
  5. O ja, macie śnieg! A co do tematu to w pełni się z Tobą zgadzam. To my rodzice powinniśmy mieć decydujący głos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie mają :/

      Usuń
  6. a mnie ten temar meczy! sa powazniejsze problemy jak przemoc wobec dzieci i to w tym sie powinna opinia publiczna aktywizowac! my tu o gender a po cichu rozne inne kwestie sie rozmywaja... ale swoja droga przeraza mnie skala i poziom ingerencji `systemu` w osobista sfere jaka sa poglady, plciowosc itd. pisze z tel wiec krotko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. rozwazam edukacje prywatna dziecka, nie ze snobizmu i wielkiej kasy ale z koniecznosci bo mnie system zaczyna przerazac, na razie mam czas, ale obserwuje i oczy przecieram...

      Usuń
    2. Oczywiście, że problemy są większe. Przemoc, pedofilia. Oczywiście, że się to zamiata pod dywan i daje nam 'gender' - trochę na pożarcie, ale właśnie w tym całokształcie przeraża mnie wpływ systemu. To w ogóle nie powinno mnie osobiście dotykać. Nie w tych sferach, które są prywatne. A dotyka! I to jest straszne. Tym bardziej, że obok tego poziom edukacji z Polsce zaczyna być zatrważająco niski. Przy moim rozsądku zaczynam odczuwać jakieś lęki przed celowością, przed spiskiem, mającym na celu stworzenie otumanionego społeczeństwa, które się godzi na wszystko. I syrena antymanipulacyjna mi się włącza! Wyje po prostu!

      Usuń
  7. Niestety ze wszystkiego MUSZĄ zrobić wielkie halo. Czy nie można tak po prostu żyć, intuicyjnie, naturalnie, spontanicznie?

    Piękny ten sweter!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W świecie wszechobecnych mediów i szalonej demokracji (?) - nie można :(

      Usuń
  8. Dokładnie tak, mogę nie znaczy, że musimy... mniejszość nie będzie większością, toleruję związki homo, nie traktuję jak zboczeńców, dopóki nie muszę na siłę znosić wpychania się tematu drzwiami i oknami - to działa w odwrotną stronę... kim innym są panie trenerki aerobiku mojej córki, prywatnie para, a kim innym porozbierane lub wulgarnie zachowujące się panie "walczące o swoje prawa" na ulicach - o wiele więcej dla mnie robią panie trenerki z mojego małego miasteczka - są normalne, po prostu:) nie głoszą, nie namawiają, nie walczą, po prostu żyjemy obok siebie, nikt nikogo nie piętnuje. Ale.... zapomniałam, ja mieszkam w Czechach, a to jest dopiero kraj rasistów! Wydaje mi się, że bardzo źle sprawie robi obraz homo jako rozwydrzonego, wulgarnego dziwaka, potrzeba jest spokoju, mądrości, normalności, poszanowania tego, że ja też mogę mieć swój pogląd i niekoniecznie mam potrzebę latania z kamieniami za homo, ale też niekoniecznie mam ochotę oglądania czyjejś sypialni... A propos dyskryminacji - oj, znowu będzie płacz i złorzeczenia - potrzebuję niedługo kupić fajną sukienkę na ślub znajomych, rozmiar 46-48, będzie się działo... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - w każdej sferze tolerancja jest tam, gdzie nie ma przymusu, nie ma hałasu i walki na noże, tylko normalna, codzienna koegzystencja wokół siebie. Wystarczy porównać spory religijne z historiami małych miejscowości, gdzie żyje 100 mieszkańców i trzy różne wyznania. Nie tylko potrafią być sąsiadami, przyjaciółmi, potrafią się wzajemnie szanować, ale nawet użyczać sobie kościołów do nabożeństw, jeśli zachodzi taka potrzeba. Nie ma z tym żadnego problemu.
      Mój wniosek: chcecie akceptacji? nikogo do niej nie zmuszajcie! To naprawdę jest takie proste!

      Usuń
  9. Na początku całe to zamieszanie mi się nawet podobało. Wkurzało mnie to, że chłopiec-niebieski, a dziewczynka-różowy. Że chłopiec-autko, dziewczynka-lalka. Jako mama dzieci obu płci, widzę codziennie, jak dzieci, pomimo przejawiania typowego dla płci zainteresowania męskimi, czy to kobiecymi gadżetami cudownie bawią się też zabawkami siostry, czy brata. Franek codziennie zaczyna dzień, od powożenia Nelkowym wózkiem, a Nela ustawia się w kolejce do samochodowych wyścigów. I to jest zdrowe! Bo przecież Franek jako przyszły ojciec (mam nadzieję:) wózkiem powoził będzie, a i Nela podejrzewam po matce, doskonale sprawdzi się za kółkiem. Po co więc jakieś ograniczenia? Sama kupowałam synom lalki, jak tego akurat chcieli. Nie widziałam w tym problemu. Anielka pod choinkę dostała koparkę, bo chciała i był to prezent w 100% trafiony. I tu, całe to zamieszanie z Gender popieram. Słusznie jednak zauważyłaś, że zaczęło to iść za daleko, a mianowicie-słychać głosy, że POWINNIŚMY kupować TE SAME zabawki córkom i synom, POWINNIŚMY przestać najlepiej zauważać płeć. Bzdura! Wkurza mnie to totalnie. Ja nic nie muszę i moje dzieci też nie-my możemy. To NASZ wybór. Tak jak pięknie napisałaś, dopóki nikomu nie robimy krzywdy własnymi wyborami, mamy do nich prawo! I ja z tego korzystam! I nie pozwolę zrobić z mózgów moich dzieci papki, czy to nauczycielom, czy otoczeniu-bo coś komuś wyda się właściwsze od tego, co wpajam Im w domu. Staram się przekazywać dzieciom najlepsze wartości, jednocześnie podkreślając, iż są indywidualnymi osobnikami (sami to zresztą wiedzą i cudownie pokazują;) i muszą być w zgodzie ze sobą, Jeśli nie chcą cukierków, choć całe społeczeństwo mówi, że cukierki są najlepsze, nie muszą ich jeść. Nie i już! Tracimy proporcje. To samo drażni mnie w wielu innych przypadkach-dopóki mamy prawo do wyborów, a nie są nam one narzucane-z niczym nie mam problemu. Natomiast staję się nietolerancyjna (choć do tej pory byłam), jeśli chodzi a egzekwowanie praw mniejszości w sposób nachalny i trudny do strawienia. Na litość, wszystko podane w umiarze jest ok, przesada potrafi naprawdę zmienić niejedno spojrzenie na sprawę, w sposób dokładnie odwrotny od zamierzonego. Jesteśmy wolnymi ludźmi i niech tak zostanie.
    świetny post, noszę te irytacje w sobie długo...fajnie, że nie jestem sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mam to samo. Zawsze mi się wydawało, że jestem bardzo tolerancyjna. Aż za bardzo czasami. A tu zonk. Ale nie irytują mnie idee, płcie takie czy owakie, irytuje mnie ZAMACH na moją wolność - tak to odbieram. I dzięki, ze napisałaś właśnie o tym nie zauważaniu płci. Bo to jest słuszne tylko w teorii, w praktyce córka dostanie miesiączkę, a chłopak nie. Syn będzie miał poranne wzwody, a córka nie. I co wtedy? Mamy ich jako rodzice zmusić do wymiany? :P

      Usuń
    2. świetna puenta, otóż to!

      Usuń
  10. I z gender, i z 6-latkami w szkole chodzi rodzicom w sumie o to samo - chcemy MIEĆ WYBÓR...

    OdpowiedzUsuń
  11. Pozwolisz, że trochę się z Tobą nie zgodzę ;) Temat ''gender'', to temat rzeka i można by się rozpisać na kilka stron, ale postaram się w skrócie.
    Ja sama rozumiem ''gender'' jako naukę o płci biologicznej, czyli odpowiedź na pytanie: dlaczego w kulturze X kobieta pełni taką rolę, a w Y już trochę inną/ dlaczego w kulturze X pewne zachowania uważane są za wyłącznie męskie, a w Y są unisex itp. Odniosę się najpierw do komentarzy, szczególnie Kariny, która pisze coś o nauce masturbacji i seksualizacji dzieci. Co do tej nieszczęsnej masturbacji, to był jakiś projekt (w Niemczech, albo Szwajcarii), gdzie faktycznie mieli pokazywać przedszkolakom, jak się dotykać, ale szybko wycofano się z jego założeń i nigdy nie wszedł w życie. Mimo to, jest ulubionym argumentem środowisk katolickich przeciwko gender- mam na myśli szczególnie ks. Dariusza Oko, który przy każdym publicznym wystąpieniu, porusza ten temat. Co do seksualizacji, to chyba nie rozumiemy tak samo tego pojęcia. Mówienie o seksualności człowieka nie ma nic wspólnego z seksem jako takim, bo nie jest tajemnicą, że człowiek interesuje się swoim ciałem i ciałem płci przeciwnej znacznie wcześniej, niż w wieku nastoletnim. Większość z nas, jako kilkulatki, bawiła się w doktora i chyba żadna nie wyrosła na zboczeńca, ani w tamtym czasie nie miała ''nieczystych'' myśli po zobaczeniu penisa kolegi z przedszkola. Dla dziecka jest to wiedza jak każda inna, a lepiej wyprowadzać ją pod okiem osoby mającej doświadczenie. Zgodzę się co do tego, że na tym polu powinni wykazać się rodzice, ale niestety, część pomija taką rozmowę i dzieci dowiadują się w inny sposób. Nie nazwałabym też ''seksualizacją'' lekcji w szkołach, na których omawia się kwestie masturbacji jako zjawiska towarzyszącemu dorastaniu, czy antykoncepcji jako sposobu na uniknięcie niechcianej ciąży. Przecież nie chodzi tu o to, żeby urządzać na lekcjach zawody '' kto najdłużej potrafi się masturbować'' czy zadawać pracę do domu ''dobierzcie się w pary, ustalcie formę antykoncepcji, a wyniki badań przedstawcie klasie'' tylko o zapoznanie się ze zjawiskiem. Wiem, że są rodzice, którzy nie popierają antykoncepcji, seksu przed ślubem i chcieliby, żeby ich dzieci podzielały te poglądy, a w takich lekcjach widzą zagrożenie dla swojego modelu wychowywania. Tylko że uświadomienie młodzieży, że istnieje antykoncepcja, nie jest równoznaczne z obowiązkiem jej stosowania i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby taki rodzic powiedział '' wiem, że jest coś takiego jak pigułki, ale my uważamy, że ...( i tu dowolna argumentacja)''. Jeżeli w rodzinie panują poprawne relacje, to rodzic jest w stanie przekazać dziecku swój światopogląd. A zupełnie inną sprawą jest to, czy takie dziecko go przyjmie.
    Co do Marty z Tosinkowa i zabawek, to masz trochę łatwiej, bo jako mama chłopców i dziewczynek masz w domu i te typowo męskie i te damskie, dzięki czemu dzieci swobodnie przechodzą od jednych do drugich i jak Franek pobawi się wózkiem Neli, to nikt się nie oburza. Ja, dając mojemu 3'letniemu kuzynowi lalkę i wózek, naraziłam się na ostracyzm ze strony jego rodziców, bo ''takie zabawki to dla dziewczynek i nie będę z ich syna robiła pośmiewiska'' A ludzie, jak to się mówi: z dużego miasta i wykształceni.Także stereotypy maja się bardzo dobrze i w tym temacie powinno coś się zmienić.
    A co do samego wpisu, to zgadzam się, że poglądy są sprawą prywatną i dopóki nie naruszają prawa, to niech każdy ma swoje, ale nie rozumiem, dlaczego dziecko osób, które np. nie popierają homoseksualistów, nie może posłuchać bajki o takich ludziach. Przecież to, że takie osoby istnieją jest absolutną prawdą. I znowu, zapoznanie dzieci z taką orientacją nie jest równoznaczne z zabraniem ich na Paradę Równości.

    Szkoda, że wokół tematu zrobiło się takie zamieszanie i jakaś nowa wojna ideologiczna, bo założenia są, moim zdaniem, bardzo dobre.

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, bardzo, bardzo Ci dziękuję za tą wypowiedź.
      Sama miałam na studiach elementy gender i zawsze uważałam siebie za zwolenniczkę łamania stereotypów kulturowych czy innych, związanych z płcią. Założenia są słuszne, o czym piszę. Niestety są grupy ludzi, którzy w imię walki o realizację tych założeń, robią de facto 'kuku' samej idei, ponieważ posuwają się za daleko.
      Co do masturbacji, zapoznawania z seksualnością, antykoncepcji - nie chodzi o to, że widzę w tym cokolwiek złego, ale o to, że to jednak rodzice powinni takie 'nauki' dzieciom dawać, przynajmniej na początku. Oswajać z tematem, a przede wszystkim to oni powinni decydować, KIEDY ten temat wprowadzić, bo obserwują swoje dziecko i jego zainteresowanie. Pewnie, że rodzice nie są doskonali, mogą się spóźnić, mogą popełniać błędy, mogą źle tłumaczyć lub się krępować i unikać tematu, ale przecież tak było zawsze, a jednak jakoś sobie radzimy jako społeczeństwo i ludzie do tej wiedzy dochodzą, niezależnie od metod jej przekazywania. A niechcianych ciąż, gwałtów, aborcji itd. i tak nie da się uniknąć. To utopia. Dziecko, żyjąc z społeczeństwie, i tak dostaje niezłą dawkę różnych światopoglądów.
      Zgoda, że powinny się zmienić stereotypy zabawkowo-kolorowo-lekturowe, ale obserwuję, że to już się dzieje i że nie są do tego potrzebne państwowe programy nauczania, tylko przekaz od rodzica do rodzica.
      Zapoznanie dzieci z innymi orientacjami jest ok, podobnie jak z niepełnosprawnością, odmiennymi kolorami skóry, religiami itd., ale na wszystko jest właściwy czas, a obserwując mojego syna - wiem, że przedszkole to nie jest ten moment, tak po prostu. Być może dziecko innej matki już by to pojmowało, ale np. moje dziecko nie widzi tego, że ludzie mają różny kolor skóry, a kiedy jego babcia próbowała mu to tłumaczyć, nie rozumiał, o co chodzi. Jeden taki, drugi taki - i co z tego? Dla niego ta różnica po prostu nie ma znaczenia. Podobnie z osobami, które jeżdżą na wózku. No, jeżdżą. Tak mają i już.
      Z tym, że coś się przebiega inaczej niż w modelu domowym, dziecko i tak się spotka, nawet jeśli rodzic nie sięgnie po taką bajkę. Moim zdaniem nie trzeba mu tego wkładać do głowy. Z tych samych powodów religię w szkołach zastąpiono etyką. Żeby dać WYBÓR.
      Poza tym fakt, że coś/ktoś istnieje nie jest dla mnie równoznaczny z tym, że trzeba to/go popierać. Wiedza to jedno, a odczucia to drugie. Ci, którzy się domagają tolerancji, także powinni ją okazywać. Moim zdaniem. W przeciwnym razie giną od własnej broni. A szkoda. Bo wraz z nimi giną wartościowe idee.

      Usuń
  12. A mój synek kiedyś lubił kolor różowy ale poszedł do przedszkola, został wyśmiany i już nie lubi. Moi zdaniem przedszkole w obecnym kształcie utrwala stereotypy. Myślę, że nie chodzi o to żeby zmuszać chłopców do bawienia się lalkami, tylko o to żeby po prostu akceptować to jeżeli chcą.
    Jestem katoliczką i nie widzę nic dziwnego w tym, żeby czytać bajki rycerkach, pokazywać cały świat, a nie tylko przefiltrowany przez normy społeczne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie ma w tym nic dziwnego! I zgoda, że pewne normy społeczne wymagają pracy, ale naszej pracy, nie państwa. Bo to, że te normy powstały, wynika z kultury i kształtowały się przez wieki. Nie zmienią się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedy się ludzi do tego PRZYMUSI. W ten sposób można tylko wzbudzić w ludziach bunt. I właśnie to się dzieje. Jak pisałam powyżej: zmiany zachodzą, dzieją się już, od rodzica do rodzica. I takie sytuacje w przedszkolach też za chwilę nie będą miały miejsca, bo sporo chłopców bawi się lalkami i nie ma z tym problemu. Robimy to, zmieniamy to, bo tego CHCEMY.

      Usuń
  13. Zgadzam się z Tym co napisałaś. Nie podoba mi się, to że państwo zabiera rodzicom prawo decydowania, o tym jak wychowywać dziecko, o tym kiedy jest gotowe na pójście do szkoły, o tym kiedy jest gotowe zapoznawać się z wiedzą na temat seksualności. Dla mnie najważniejsze w tych wszystkich sprawach, które się teraz dzieją, jest to że opinia rodzica nie ma już jakby znaczenia. Nikogo nie interesuje to, że to rodzic zna dziecko najlepiej i on najlepiej wie co jest dla niego dobre. Państwo zachowuje się jakby było posiadaczami naszych dzieci, co jest bardzo nie fajne. Ja moje dziecko urodziłam, ja je wychowuje tak jak ja uważam za słuszne. Jeśli popełniam błędy to ja zbieram tego owoce. Uważam, że tylko ja(i małż ;)) mam prawo decydować o takich sprawach. Państwo nie wspiera polityki prorodzinnej, nic rodzinom z dziećmi nie daje, tylko co rusz ogranicza nam prawa i możliwości. Mój syn ma 2 lata i nie wiem czy puszczę go do przedszkola. A na pewno zdecyduję się na ED jeśli nie będzie gotowy w wieku 6 lat pójść do szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym rzecz, bo sama kwestia gender to tylko kropla w morzu tematów zastępczych, a te prawa są nam ograniczane jakby niepostrzeżenie przy tym :/

      Usuń
  14. Ja tylko jeszcze jedno zdanie - pamiętajmy, że dzieci nie są głupie... same pchane ciekawością zdobywają pewną wiedzę, moja niespełna 6 letnia córka przyszła z przedszkola i mówi, że ze swoim kolegą pokazywali sobie swoje majtkowe klejnoty:) ależ się zdziwiłam, że to już, a przecież sama chodziłam do zerówki i już na placu uciekało się w kąt pokazać, co tam się ma, szczególnie starsi koledzy namawiali:) Nie oburza mnie to, aczkolwiek stosowne rozmowy przeprowadzone zostały, głównie pod kątem, aby nie dała się zmuszać chłopakom do ściągania majtek w miejscach publicznych. I teraz wyobrażam sobie taką rozmowę w szkole... Taki nauczyciel to musiałby byc cyborgiem, aby jeszcze umieć radzić sobie z emocjami, dojrzałością każdego z 25 swoich uczniów, polityczną poprawnością i jeszcze żeby rodzice nie byli oburzeni... Raczej bym tego nie zrzucała na szkołę;) Co do niepełnosprawnych - miała w przedszkolu kolegę na wózku, byłyśmy na wystawie prac dziewczynki, która pięknie maluje ustami, bo ma zanik mięśni - to są "lekcje" do odrobienia z dziećmi, ale w naturalny sposób, nie wykład o niepełnosprawnych, ale przygotowana szkoła do przyjęcia dzieci na wózku. I jeszcze jedno - seniorzy, rokrocznie przynajmniej 2-3 x dzieci od nas z przedszkola chodzą do domu starców u nas, np z jasełkami, także stary człowiek też dla moich dzieci nie jest nowiną a cukierek landrynek zapakowany w gazetę przez starowinkę jest nagrodą za występ. Także uważam, że szkoła ma duże pole do popisu, jeśli chodzi o aktywną edukację pro społeczną, seksualność czy gender to tylko jeden z wielu aspektów takiej edukacji. Edukacji mądrej i wolnej od niezdrowych emocji, dyskusji i irytujących pomysłów. Bo nie uważam, że szkoła ma za cel tylko przekazanie zasobu wiedzy na temat ułamków czy budowy pantofelka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że ograniczyłam nieco rolę szkoły/nauczyciela w procesie uspołeczniania dzieci. Na pewno mają więcej do przekazania, zaoferowania itd., ale kwestie seksualności uważam za sprawy tak intymne, że nie powierzyłabym tego przekazu dowolnemu nauczycielowi, a przede wszystkim nie powinno się to dziać z niewłaściwych pobudek.

      Usuń
  15. Wiesz co kwintesencją jest zdanie " Wychowujemy my rodzice" - szkoda, że tak wielu rodziców uważa, że od wychowywania są inni nie oni. Niestety z drugiej strony są właśnie rodzice, którzy wychować nie tyle nie chcą, co nie umieją i co wtedy?
    Ehhh trudny temat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sytuacji idealnych. Jest cała masa kiepskich na tym czy innym polu rodziców. Mimo wszystko uważam, że dopóki dziecku nie dzieje się krzywda w sensie moralno-prawnym, państwo nie może się wtrącać i przejmować roli mamy i taty.

      Usuń
  16. Tos się matka rozpisałą, ledwo przebrnęłam. Uff;)))
    I taka dygresja tylko. Ostatnio Rysio przychodzi z przedszkola i mówi,: "A wiesz mamo Marysia mówiła, że pan z panem to mogą wziąć slub, czy to prawda? Bo ja to bym chciał z Marysią się ożenić. " :0
    Z tematem gender trzeba ostroznie, zdecydowanie zostawmy to rodzicom, nasza pseudooświata wprowadza tylko nieokiełznany zamęt,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pomyślałam o tym, ale z tym zamętem też racja. Tym bardziej, kiedy w domu dziecko będzie dostawać inny przekaz niż w przedszkolu. Nie sądzę, by 4 czy 5-latek potrafił zdecydować, który z nich jest 'prawdziwszy'. Skutek może być więc nawet odwrotny do zamierzonego, bo dysonans poznawczy często prowadzi do uprzedzeń - mały człowiek może po prostu chcieć sobie zrozumienie tych kwestii ułatwić i sięgnie po to, co najprostsze.

      Usuń

Dziękuję za Wasze opinie :)