środa, 29 stycznia 2014

white wild winter

Pomimo tytułu dziś nie będzie o pogodzie, a o facetach. Jako córka dwóch ojców, matka dwóch synów i żona jednego męża (bajdełej - nasz pies też jest rodzaju męskiego) oraz przyjaciółka, koleżanka, znajoma, siostra itd. mogę śmiało stwierdzić, że doświadczenie z 'zagadnieniem' mam. Uśmiejecie się, ale swego czasu pisałam nawet jadowite felietony do pisma feministycznego :D
Ale do rzeczy - od kilku tygodni obserwuję, jak narasta wśród znajomych i nieznajomych blogerek pewien wnerw na własnych mężów. Zresztą nie tylko wśród blogerek, ale wśród kobiet po prostu. Matek. Bo ten wnerw dotyczy głównie spraw okołodomowych i okołodzieciowych. Nie wiem, czy to przemyślenia noworoczne, czy powrót i wałkowanie tematu równouprawnienia, czy podręcznikowy kryzys, związany z utratą intymności w małżeństwie wraz z pojawieniem się dzieci, czy jeszcze coś innego. W każdym razie jest kiepsko, a widmo rozwodów unosi się nad światem jak Mroczny Znak w 'Harry Potterze'. 
Matki swoje racje mają, pewnie, że tak! 100%, 200% racji. Faceci nie pomagają, nie myją garów, nie piorą, nie prasują, nie pamiętają o świętach, żyją w błogim przekonaniu, że jak zaproszą trylion osób na przyjęcie, to wykonanie tylu telefonów owo przyjęcie z automatu organizuje, nie myślą o tym, że jak dziecko jest chore, a w lodówce pusto, to oni muszą zrobić zakupy, nie wiedzą, gdzie co leży, jak mają na imię postacie z bajek i wielu innych podstawowych rzeczy. A przy tym chodzą napuszeni jak pawie i nie przyjmują krytyki. Żadnej. Bądźmy szczere, nawet jeśli facet będzie śmieciarzem, a ty onkologiem, on będzie uważał, że zbawia świat, podczas gdy ty tylko się bawisz, bo przecież, co z tego, że wytniesz komuś raka, no? Ile razy to się w życiu zdarza? A śmieci trzeba wywalać codziennie! Przecież nie zapobiegniesz umieralności na świecie, prawda? A on zapobiegnie globalnej katastrofie!
A jeśli w dodatku pracujesz z pasją, to oznacza, że twoja praca to czysta PRZYJEMNOŚĆ, podczas gdy jego robota to HARÓWA. Czyli sama rozumiesz, że on ma większe prawo do ciszy, odpoczynku, meczu, leżenia na kanapie i czekania na kolację, podstawioną pod nos itede, itepe. 
Czy to jest wkurzające? Jest.
Czy to jest niesprawiedliwe? Jest.
Ale wiecie, co jest jeszcze bardziej wkurzające i jeszcze bardziej niesprawiedliwe: że oni o tym nie myślą WCALE, nawet jak im ciosamy przysłowiowe kołki na głowie, wstają rano i carte blanche. A my się dręczymy, nakręcamy, szalejemy. No, po co? Naprawdę nie zmienimy niczego. NICZEGO. Może brzmi to brutalnie, ale taki jest fakt. Szkoda naszego czasu i naszych nerwów. 
Chcemy rewolucji? Szanujmy siebie. W tym własny czas. W tym własne nerwy.
Nie zdążyłaś z obiadem? Trudno. Mówisz, że nie zdążyłaś i ignorujesz szok. Jak ci się to zdarzy kilka razy, przyzwyczai się.
Nie wyprasowałaś mu koszuli? Pokazujesz, gdzie jest deska, gdzie żelazko. Da radę! Ty masz teraz inne sprawy na głowie, więc rób swoje. Spokojnie.
Nie zarabiasz albo mało zarabiasz? Niania dostaje średnio 2000 zł na miesiąc, pomoc domowa - podobnie. Tylko na tych dwóch etatach oszczędzasz ok. 4000 zł miesięcznie w domowym budżecie.
Mówię Wam, żony i matki, faceci jacy są, tacy są. Za to ich między innymi kochamy. A jeśli pragniemy zmian, możemy zmienić tylko siebie. Możemy SIĘ szanować i możemy jasno wyrażać swoje potrzeby i racje. Byle krótko, na temat i bez awantury. Chyba że w danej chwili akurat nie możemy - wtedy włączamy 'pauzę', serwujemy sobie winko, długą kąpiel, dobrą książkę, sen i dopiero wracamy na pole bitwy. Nie na noże, tylko na strategie. Bo w tym tkwi nasza siła. Faceci są mocniejsi od nas, ale to my jesteśmy lepsze taktycznie. Wykorzystujmy to!

P. S. A tytuł jest po to, żeby Wam kolejna genialna stylówa J.J.'a nie umknęła :P









sweter - ciocia Knitter Skeeter 
jeansy i komin - Zara
nauszniki - moje, Carry
skarpety - z Zakopca
               trampy - Okaidi               

32 komentarze:

  1. Dokładnie :)
    Ja chyba ze 3 lata temu odpuściłam i co ? i jest super
    ja się nie denerwuję, że wraca z pracy o 19 po czym siada i pracuje dalej,
    nie irytują mnie już zostawione pod łóżkiem skarpetki ( nie ma sensu zwracać mu uwagi bo nie zapamięta :P )
    jak jest w pracy to wolę napisać maila niż zadzwonić bo jest większe prawdopodobieństwo, że przeczyta i zakoduje... itd
    ja odpuściłam i jest spokój we mnie, w domu a to najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten komentarz. Jesteś idealnym przykładem na to, że to działa. Najprostsze działa :) I stare jak świat: zacznij od siebie :D
      Brawo!!!
      :*

      Usuń
  2. Dobra, za miesiąc wracam do pracy a w domu dwie sztuki drobiu (1 i 3 l) i jeden kogut ;) postaram się pamiętać co tu napisałaś bo jak większość babek mam tendencje do brania za dużo na siebie i "nigdy nie jest tak dobrze żeby nie mogło być lepiej", dziś właśnie podjęłam próbę oddelegowania obowiązków, na szczęście kogut współpracujący i mówi,że przejmie to czy tamto - DOCENIAM , znam gorsze koguty.. no tylko,że dziś wracając z pracy miał odebrać ważną receptę dla młodszego bo w nocy wyjeżdża na dwudniową delegację a drób chory i raczej z domu nie będzie szansa się ruszyć, a dziadkowie ponad 100km dalej i co, wrócił bez recepty-zapomniał, no więc przejął drób, ja w auto i po receptę,potem do apteki w korkach i co na wyjściu usłyszałam: przynajmniej się rozerwiesz :) no to się rozerwałam dobrze, że odtwarzacz CD wypasiony w aucie to na full U2 dudniło .. trochę wewnętrznie się dąsam ale Twój post poprawił mi nastawienie i nie będzie pretensji - DZIĘKI TRAFIŁAŚ W PUNKT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też nikogo do pomocy i jak dzieci chore - to nie ma zmiłuj, nie wystawię nosa na dwór :/ A Pan Mąż jak to facet - o niczym nie pamięta. Ale co mi da kolejny foch na niego? Nic nie zmienię, zakupów dalej nie będzie, a sama tylko będę bardziej zmęczona niż byłam. Więc mówię: ok, jutro sobie kup śniadanie w pracy, kup sobie obiad po pracy, a zakupy zrobisz na kolację i zostaw kasę, to sobie z dziećmi coś zamówimy. Proste? Proste. A potem idę serial oglądać :)

      Usuń
    2. Powinnam jeszcze dodać, że taki dzień jedzenia 'na mieście' to inne koszta i smak niż domowe jedzenie, więc przy okazji jest i nauczka. Następnym razem zapamięta :)

      Usuń
  3. Dobrze prawisz! Druga sprawa jest tak, że im trzeba jasnych komunikatów - skarpetki do kosza, naczynia umyć, itp itd:) A druga sprawa jest taka, że często same kobiety są winne, bo jak zawsze ogarniały dom same, to facet może nie wiedzieć jaką drogę przebywają brudne skarpetki od czasu ich zdjęcia do ponownego założenia jak już są czyste!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się długo łapałam na tym, że robiłam coś za niego 'dla świętego spokoju' i dlatego, że robiłam to lepiej. Teraz tego nie robię, ale też nie marudzę. Chce coś mieć, robi sam. Ja robię, jak JA chcę.

      Usuń
  4. Mój staż małżeński - zaryzykuję - jest pewno najdłuższy ze wszystkich gości bloga ;) Przeszłam wszystkie etapy, nawet kilkakrotnie, z mężem i - niestety - zaczynam następny z podrostkiem - klonem ojca swego ;) Już były nawet etapy jedzenia na serwetkach (bo naczynia same się nie umyły), chodzenia w pogniecionym (bo samo się nie wyprasowało) i wiele innych, o czym lepiej pisać nie będę. Bywają dni, że gotuję tylko dla dziewczyn, bo udało nam się w drodze od lekarza brokuła jednego złapać w sklepiku na rogu, a chłop nie raczył zajechać do marketu - to je chrupkie pieczywo z dżemem na obiad, a co!
    Moja mama kiedyś kilka dni u nas mieszkała i stwierdziła, że taki styl to nie dla niej.
    A jeszcze - o męskim myśleniu :
    Ja na zwolnieniu 10 dni, Zocha zakichana, mąż w rozjazdach cały tydzień.... sobota, godzina 12.00, mąż: To co, cały tydzień się kisisz, może wyskocz na zakupy, i przy okazji kup żarówkę do auta, bo się przepaliła (?!)
    Wspomnę, że u nas sklepy w soboty to tak o 13-15 zamykają.

    Tylko jest jedno ALE! Ja się, niestety, wciąż unoszę, wkurzam i próbuję dotrzeć do tej siwej głowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, moja mama podobnie myśli o mnie - ona uważa, że ja dla swojego męża jestem po prostu niedobra! Z tym, że sama i za ojczyma, i za mojego brata robi wszystko. Przy czym mój ojczym uważa, że on lepiej gotuje, dokładniej sprząta itd., ale jak mama wyjeżdża, to strzela focha, że taaaaaaaaaaaaaaaaaaki zaniedbany. Dobrze, że to przynajmniej śmieszne jest :D
      Też się czasem unoszę, mało tego - czasem sobie nawet popłaczę, ale coraz rzadziej. Bardziej mi zależy na sobie niż na jakimś schemacie funkcjonowania domu. Nie jestem PPD ;)

      Usuń
  5. Święta prawda...ja się wkurzałam jak zamieszkałam z moim wtedy jeszcze nie mężem, wtedy denerwowało mnie w nim wszystko...potem odpuściłam i od razu zrobiło się inaczej:P A zakupy spożywcze??nie pamiętam kiedy robiłam....mąż dostaje karteczkę z listą a w zakupach jest zawsze słodki gratis dla żony:P

    OdpowiedzUsuń
  6. Polać tej Pani, bo dobrze prawi! Testowane, skutkuje, czasem kryzys w testowaniu, ale szybko zimny prysznic i znowu jest git:) A najlepsze jest to, kiedyś mi powiedział M, że on dlatego tak ma, bo ja za dobra jestem i za mało wymagam od niego! buhehehe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mi polano, a konkretnie Pan Mąż polał! Grzane piwo z miodem i imbirem! Mniam :D

      Usuń
  7. oj jak dobrze, że to nie tylko ja odbieram tak mojego faceta, i jak dobrze , że nie tylko on przed spaniem zostawia skarpetki koło łóżka mimo tylu lat zrzędzenia, ale już odpuściłam i z automatu sprzątam po nim, szkoda mojego gadania jestem takiego samego zdania ;D
    JJ - jak zwykle boski, a sweterek przepiękny !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sprzątaj! Uzbiera się górka - sam zabierze! ;)

      Usuń
  8. A ja się martwiłam, jakie buty Mateusz jutro założy, bo kozaki przemoczone. W trampkach pójdzie ;)
    JJ kapitalnie wygląda w tym wydaniu :)

    Co do męża - ja się jeszcze wkurzam czasem, ale coraz częściej łapię się na myśleniu, że szkoda moich nerwów.
    Mimo wszystko niezły egzemplarz mi się trafił ;)
    Sprzątam już z rozpędu, wszystko jak leci, gotuję tylko od pon-pt i to najczęściej co 2dzień, a w weekendy nie wchodzę nawet do kuchni ;)
    mogło być gorzej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super-hiper nieprzemakalne trampki ;)

      To też jest metoda - podejrzeć gorsze egzemplarze i docenić swój :)

      Usuń
  9. Jak to czytałam, to śmiałam się w duszy.... trafiłaś w sedno, zgadzam sie z każdym zdaniem, choć czasem nie łatwo nabrać tego dystansu. A część o pracy z pasją i różnicy miedzy przyjemnością a harówą ... żywcem wyjęte z moich rozmów z Tatą Gałązką;)))) heheheh świetny tekst, no i stylówa jak zawsze:) pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  10. Stylówka genialna! Nauszniki cudne!!!

    A co do opisu! Zgadzam się z Toba w 100%! Nerwy na bok i trzeba się wziąć za siebie...a ponarzekać czasem można ;)
    Świata i facetów nie zmienimy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak!
      Nauszniki są cudne. Tylko nieco się w nich głuchnie :)

      Usuń
  11. Świetnie to ujęłaś. Poruszyłaś temat, który uwielbiam. Czasami mam ochotę potrząsnąć kobietami tego świata, bo gdy słyszę, że "mąż nie pozwala", "bo mąż, będzie zły" itp. to serce mi pęka i ochotę mam krzyczeć: KOBIETO, to nie mąż Ci to robi, sama siebie ograniczasz i wpędzasz w niepotrzebne frustracje. Ja staram się myśleć o sobie. Gdy myślę o sobie, jestem w stanie myśleć również o swojej rodzinie. A przypadłości męskie uwielbiam. Uwielbiam się z nich śmiać. Np. koleżanki mąż uważa, że oczywiście wszystkie jego rzeczy leżą na swoim miejscu. Bo miejsce rzeczy jest tam, gdzie aktualnie leżą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak, niektórym kobietom przydałaby się porządna lekcja asertywności i zdrowego egoizmu!

      Usuń
  12. ja sobie już myślę, że prędzej młodego nauczę siedzieć na tyłku i rysować/oglądać bajkę/czytać, gdy ja muszę coś zrobić, niż doproszę się o pomoc u jego taty. Wraca z pracy zmęczony obłożnie, dobrze, że chociaż psa wyprowadza, i potem pracuje, albo coś ważnego robi, tak, że nie może się z J. pobawić, a czasami nawet wykąpać muszę ja, choć to jeden z niewielu obowiązków przy dziecku, jaki mój mąż ma. Kuchnia sprząta się cały tydzień, przeważnie kapituluję po drodze, bo choć mąża nic nie bierze, to ja i J. po przygotowaniu posiłku w takich warunkach moglibyśmy wylądować w szpitalu;-). I nie omieszkam jeszcze wspomnieć, "że fajnie jakbym mogła pracować w domu", bo przecież cały dzień leżę, i tylko po weekendzie sprzątam do środy;-), i "mogłabyś zostać księgową", bo przecież mam do tego predyspozycje, i wcale nei szkodzi, że tak beznadziejne zajęcie to by mnie psychicznie zabijało, skoro jest tak dobrze płatne. Najtrudniej jest go przytulać, głaskać, by cokolwiek ugrać, gdy jestem wkurzona, bo niewiele zrobiłam przez krótką drzemkę Jasia, albo jego kiepski humor. Dodam, ze w kawalerce z dzieciem i psem, całymi dniami, przy bałaganie, który powstaje szybciej niż ja sprzątam, mój humor pod koniec każdego dnia jest taki, że nawet dobry seks nie pomoże;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, że przy małych dzieciach jesteśmy strasznie zmęczone i nie tryskamy humorem, ale właśnie dlatego oszczędzam sobie kolejnego wysiłku i kolejnych nerwów i ignoruję to, o co mogłabym w teorii zrobić awanturę. Wiadomo, że czasem czara się przeleje, nawet kiedy nie staramy się kumulować żalu, tylko go od razu wyrzucać za burtę. Każdy ma gorsze dni. Do wybuchania mamy takie same prawo, jak do niewybuchania. Zdrowie psychiczne jest ważniejsze niż pozorna cisza. No, a ochota na seks, to już nowy temat rzeka... ;)
      Co do tej pracy, u męża w rodzinie sami księgowi - kto nie może znaleźć pracy, zostaje księgowym. Masakra. De facto jest tak, że dwie osoby - te, które są księgowymi z wyboru, dokonanego w młodości - odwalają robotę za pozostałych, którzy tego po prostu nie potrafią. No, ale taki sobie układ wybrali - wszyscy są dorośli, więc... Mimo wszystko mąż by mi nigdy nie zaproponował takiej pracy, prędzej byśmy oboje na samą myśl umarli ze śmiechu :D Ja mam ten luksus, że pracuję w domu (dziennikarka), ale i tę niewygodę, że jak nie ma zleceń, to nie ma pieniędzy. Niania, pomoc domowa, pielęgniarka - to są bardzo dobre zawody, które uprawiamy co dzień. To, że robisz to ty, a nie opłacona osoba, oszczędza Twojemu mężowi spory kawałek pensji - przypomnij mu o tym, kiedy marudzi :)

      Usuń
  13. Hmmm ja mam zagranicznego meza moze dlatego inny. Uwielbia sprzatac. I gotowac. Sam umie uprac i uprasowac. zakupy robi nie proszony. Po 12 godzinach pracy idzie dzieci do lozek polozyc . Czesto jak ma wolne to mnie wyrecza w czym sie da... Nie kazdy facet taki sam...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ach, jakoś czas temu odpuściłam i już mnie nie złoszczą te kropki na lustrze, papiery porozwalane i gary w zlewie i jakoś cieplej i spokojniej w domu się zrobiło i on więcej się stara ;)

    Ps. stylówka boska i te nauszniki <3

    OdpowiedzUsuń
  16. ja na męża nie narzekam, mnie tam się trafił model (prawie) idealny

    OdpowiedzUsuń
  17. No wybacz...kurna ale GENIALNY tekst! Kobieto z nieba mi spadlas;) jako mloda mama i żona dziękuję bardzo! Otworzyłaś mi oczy już wiem co mam robić a czego nie;) stała cicha czytelniczka;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiadomo! Sposobem ich trzeba, lata praktyki i chłop wyuczony, przynajmniej podstaw. Nam kobietom też przyda się się troche luzu, mniej spięcia i samo jakoś do nich dociera. Jak gary stoją przez trzy dni i nie ma w czym zupki sobie podgrzać to się wreszcie ogarnie. Wiadomo, że to my nimi sterujemy a nie odwrotnie i mamy tajną broń oczywiście: Sexapil!

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja na swojego też znalazłam sposób! Kiedy kolejny raz próbował mi wmówić, że to nie ja piorę a pralka, przestałam prać!! Po tygodniu zdziwiony stwierdził, że nie ma czystej koszuli do pracy (a potrafi 3 razy dziennie się przebierać), a ja na to: no to pralka Ci nie uprała? Dziś już nie powie, że to pralka pierze! Kolejnym problemem były jego notorycznie zostawiane skarpetki przy łóżku! Gdy po raz setny je stamtąd zabierałam stwierdziłam, że skoro mu wszystko jedno gdzie leżą, to wyrzuciłam je przez okno! Mina jego wracającego z pracy i widok skarpetek przed blokiem na trawniku - bezcenny! Dziś już wie, gdzie je trzeba odkładać;) Jeśli same nie znajdziemy sposobu na faceta, bo będziemy wiecznie wkurzonymi urobionymi kurami domowymi!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze opinie :)