środa, 11 kwietnia 2018

how to make relocation easier for kids - 7 IMPORTANT TIPS

Przeprowadzka to dla dziecka ogromny stres – w tej kwestii nie ma sensu się oszukiwać i lepiej zmierzyć się z tym faktem wcześniej niż później. Wcześniej – bo można dziecko na to wydarzenie naprawdę przyzwoicie przygotować. Choć może warto, żebym wspomniała też od razu o tym, że każde będzie przeżywać taką zmianę inaczej, mniej lub bardziej (zwykle im starsze, tym bardziej), dłużej lub krócej, a wszelkie metody, o których Wam opowiem, będzie trzeba prawdopodobnie modyfikować właśnie pod te indywidualne potrzeby. 
*
My nie przeprowadziliśmy się daleko, zaledwie kwadrans piechotą od naszego domu, ale dla dzieci to oznaczało i tak, że:
  • tracą (bezpowrotnie) swój pokój,
  • tracą (na pewien czas) swój ukochany ogród, huśtawkę, piaskownicę i Klub Łobuzów,
  • rozstają się z częścią (całkiem sporą) swoich rzeczy,
  • będą o ten kwadrans i kilka ruchliwych ulic dalej od kolegów i przyjaciół,
  • zmieni się droga do szkoły/przedszkola i inne drobne nawyki, jak np. zakupy w pobliskim sklepiku czy rysowanie kredą po ulicy.
To wszystko składa się na Wielką Zmianę w ich życiu, a tym samym zupełnie normalne jest, że ich poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji chwieje się w posadach jak nigdy dotąd. Zresztą, kurde, moje też się chwieje i wcale nie jest mi łatwo wziąć to wszystko na klatę, więc doskonale rozumiem wszelkie lęki, niepewność i zagubienie chłopaków (J.J.'a przede wszystkim). Od samego początku było dla mnie jasne, że chłopcy będą potrzebować z naszej strony wielkiego wsparcia, tym może nawet większego, że miejsce, w którym teraz mieszkamy, jest jednak „na chwilę” i choćby tylko z tego względu nikt z nas nigdy nie będzie się tu czuł całkiem „jak u siebie”.

W temacie PRZEPROWADZKA: JAK WSPIERAĆ DZIECKO? jest jeden najważniejszy element -

1. SZCZERE ROZMOWY

Już mniej więcej rok temu zaczęłam czytać o tym, jak pomóc dziecku, szczególnie wrażliwemu, znieść taką zmianę jak najłagodniej. Mniej więcej na tym etapie – a więc z naprawdę dużym wyprzedzeniem – zaczęliśmy o tym z chłopcami rozmawiać. Tłumaczyliśmy, po co i dlaczego musimy zmienić miejsce zamieszkania, pokazywaliśmy projekt nowego domu i niebezpieczeństwa, związane z konstrukcją starego (nawet trochę na wyrost), ale rozmawiałam z nimi też o tym, że sama boję się zmian, że kocham nasz stary dom i trudno mi się z nim rozstać i że to normalne, że będziemy wszyscy bardzo tęsknić. Przygotowałam ich również na to, że na czas budowy będziemy z mężem nieco bardziej zdenerwowani, skupieni na oszczędnościach, rozkojarzeni, czasem smutni, że będziemy się może trochę więcej kłócić, że nie pojedziemy w tym roku na wakacje i tak dalej, i tak dalej. Nauczona doświadczeniem opowiadam im o wszystkim szczerze, choć oczywiście na przykładach, które są w stanie zrozumieć. Niedźwiadek na przykład sam stworzył sobie takie porównanie: tak bardzo kochamy nasz dom, że nie chcieliśmy, żeby dłużej był smutnym staruszkiem i pomagamy mu zamienić się w piękny, młody domek.

2. POZWOLENIE NA UCZESTNICZENIE
 
I to czynne. We wszystkim. W projekcie – my póki co daliśmy chłopcom możliwość wyboru, który pokój będzie czyj i kto chce jakie okna, zachęcam ich też do rysowania pomysłów na aranżacje pokoi. J.J. pokazuje mi często domy lub ich elementy, które są „w jego stylu”, a ja pokazuję mu swoje pomysły i inspiracje do nowego domu. Także w wyborze lokum na czas budowy chłopcy brali aktywny udział, jeździli z nami oglądać mieszkania i mieli prawo wyrazić swoje zdanie na temat każdego z nich. Pomagali nam się pakować i rozpakowywać w nowym miejscu. J.J. mógł też decydować, co zabrać, a co przeczeka ten okres „tymczasowy” na „zaprzyjaźnionym strychu”.
Teraz chodzą z nami obserwować kolejne etapy prac, na razie – rozbiórki i demolki, ale już za chwilę budowy. Dzięki temu czują, że są częścią tych wszystkich zmian i że mają choć trochę wpływu na to, co się dzieje. A poczucie wpływu to świetny środek uspokajający.

3. OGRANICZENIE ZMIAN DO MINIMUM

W naszym przypadku właśnie to zdecydowało, że nie przeprowadziliśmy się np. do rodziny. Bo chociaż pewnie byłoby to tańsze rozwiązanie, oznaczałoby konieczność zmiany przedszkola i szkoły, a to byłoby już dla chłopców zbyt wiele, zwłaszcza dla J.J.'a, który trudno się adaptuje, a który i tak doświadczył w ostatnim czasie „nadprogramowych” przeżyć, bo wciąż boleśnie odczuwa utratę naszego psa i jednego ze swoich szczurków. Co więcej, ze względu na chłopców uparliśmy się wręcz jak osły, żeby znaleźć lokum właśnie blisko placówek, i to się na szczęście udało. Podobnie jak zabranie ze sobą naszych mebli, co pozwoliło nam wszystkim od razu poczuć się bardziej komfortowo. Staram się też zachowywać jak najwięcej dotychczasowej rutyny, ale póki co wychodzi mi to średnio, bo np. zmieniły się pory spania chłopaków (mieszkamy teraz na poddaszu i słońce budzi ich bardzo wcześnie), nie wypracowaliśmy jeszcze systemu na „czas z tatą” (bo wiadomo, że teraz musi mieć go także na pilnowanie prac) i nie mamy już „rzutu beretem” do sklepu z nowościami Lego. Ale pomału, pomału...

4. ODROBINA ZABAWY

Dlaczego tylko odrobina? Bo nie chodzi o to, żeby wypaść z rytmu i robić non stop rzeczy nadzwyczajne. Na początku i tak wszyscy czuliśmy się trochę jak na wakacjach. Ale to wcale nie ułatwia sprawy, bo obowiązki są przecież takie same. Szkoła, praca czy choćby sprzątanie – to nadal trzeba robić. Ale warto skorzystać z nowej sytuacji, by zrobić kilka nowych rzeczy, np. zorganizować wyprzedaż garażową (chłopcy mieli z naszej ogromną frajdę, a całą kasę mogli zgarnąć do swoich skarbonek), poodkrywać nowe miejsca, drogi na skróty czy place zabaw. Poznawanie nowej okolicy może być doskonałą zabawą i przy okazji skutecznym sposobem na adaptację. Poza tym dzieci dostają przekaz, że zmiany – nawet te straszne – można pozytywnie wykorzystać. U mnie słowem-kluczem jest „ciekawe”: „Ciekawe, czy jakieś ptaszki urządzą sobie gniazdko na tym dachu”, „Ciekawe, dokąd prowadzi ta ścieżka, którą widzimy z okna”, „Ciekawe, czy latem otworzą gdzieś w pobliżu lodziarnię” itd.

5. DOBRY POCZĄTEK

Koledzy z poprzedniej ulicy mieszkają teraz dalej? Nie szkodzi. Po prostu ich zaproście! U nas sprawę ułatwił fakt, że J.J. zaraz po przeprowadzce miał urodziny. Teraz może w każdy piątek zapraszać jednego lub dwóch wybranych kumpli, i dzięki temu odnajduje się w tym miejscu o wiele łatwiej. Okazało się też przy okazji, że jego ulubiony kolega z klasy mieszka całkiem blisko.
Nie można wyjść do ogródka? Na to poradzimy niewiele, ale i na tej ulicy da się pojeździć na hulajnodze i rysować kredą, a przy okazji można zawrzeć wiele nowych znajomości.
Trzeba się nauczyć cichego zachowania, bo pod nami są sąsiedzi? Łatwo nie jest, ale jak poznamy tych sąsiadów, będziemy się do nich miło odnosić, witać się i uśmiechać do siebie, to za chwilę empatyzowanie z nimi przyjdzie samo.
Nie chodzi przy tym o to, by niepokoje banalizować, ale pokazać dziecku, że każdy problem ma swoje rozwiązanie, nawet jeśli jego nadejście wymaga czasu.

P. S. Start w nowym miejscu mogą ułatwić prezenty, właśnie takie na „dobry początek”. Możecie urządzić specjalną parapetówę dla dzieci, ale mogą to być też np. pluszak-umilacz zmian, nowa fajna pościel czy stworzenie kącika plastycznego.

6. AKCEPTACJA

Żeby dziecko miało szansą zaakceptować nową sytuację, my jako rodzice musimy zaakceptować jego emocje z tym związane. 
Jeśli chce się uroczyście pożegnać ze swoim pokojem – pozwól mu na to. 
Jeśli chce znów spać w Wami w łóżku lub zasypiać przy świetle – pozwól. 
Jeśli płacze – pozwól.
Jeśli tęskni – pozwól. 
Nie krytykuj, nie popędzaj, nie żartuj z tego. 
Ale UWAGA: jeśli widzisz, że więcej się złości, ma problemy ze snem lub w skupieniu uwagi, porozmawiajcie o tym. Twoja rola polega też na tym, żeby ta zmiana nie przysporzyła Twojemu dziecku więcej problemów niż potrzeba i żeby nie pozwolić mu wykorzystywać Twojej akceptacji do pozyskania dla siebie nowych przywilejów. To bardzo ważne, by dać jednoznaczny przekaz typu: „rozumiem, że żal ci naszego domu, czujesz się niepewnie i masz kiepski humor, chętnie cię przytulę i porozmawiam z tobą o tym, ale to nie znaczy, że wolno ci jeść więcej słodyczy niż zwykle lub non stop oglądać filmiki na YouTubie”. Naginanie zasad w wyjątkowej sytuacji jest ok, ale zmienianie ich – już nie. W ten sposób stworzymy tylko kolejny wyłam w dziecięcym poczuciu bezpieczeństwa.

7. DOM TO LUDZIE

Z tego względu warto pielęgnować te dziecięce przyjaźnie, które się do tej pory nawiązały, zapraszać tych samych gości i ogólnie prowadzić dom na podobnych zasadach jak dotąd, zachowując podobną atmosferę. Przez nasz dom np. zawsze przewijało się sporo ludzi i staramy się, by w nowym miejscu było tak samo. Herbatka i babeczki są zawsze, gra radio, wszędzie wiszą świetlne girlandy, które zapalamy w razie potrzeby, czytamy na dobranoc – to są takie drobiazgi, charakterystyczne dla nas i jeśli je ze sobą przenosimy, zakotwiczenie gdzie indziej przebiega sprawniej, łagodniej. Warto o tym pamiętać, bo zwykle w środku „burzy” nie mamy do tego głowy, zachowujemy się inaczej i zaczynamy żyć inaczej, a nasze dzieci niemal tracą grunt pod nogami.
Mama, tata, rodzeństwo. Trzeba przypominać dziecku codziennie, że to się nie zmieniło. Jesteśmy nadal w tym samym, pełnym składzie, a już samo to sprawia, że sytuacja jest znacznie bardziej ok, niż mogłoby się wydawać.


***

Wkrótce zaproszę Was na tour po naszej romantycznej mansardzie.
Ciekawa jestem, jak się Wam spodoba. 


  

2 komentarze:

Dziękuję za Wasze opinie :)