poniedziałek, 10 marca 2014

follow your dreams

Daje się nam ta ospa we znaki, oj daje, ale przy okazji ten czas w domu, to zmęczenie, ten strach sprawia, że się zmieniam. I to zupełnie inaczej niż mogłabym się sama po sobie spodziewać. Zresztą nie tylko choroba przewartościowuje nasz mały kosmos, ale to ona przede wszystkim pozwala na nowo docenić to, co dzisiaj. 
Bo jeszcze wczoraj po raz pierwszy od zdjęcia szwów po cesarce sięgnęłam po proszki przeciwbólowe. Byłam na skraju wyczerpania, na szarym końcu własnych możliwości fizycznych i psychicznych. Pewnie wyglądałam jak zombie. A dzisiaj zdjęłam z półki bransoletkę z czterolistną koniczyną, którą tato podarował mi na imieniny i założyłam ją. Poszłam na spacer i kupiłam sobie ukochaną Chai Latte. 
Jeszcze wczoraj płakałam razem z Niedźwiadkiem, nie potrafiąc już ulżyć mu w bólu. Nosiłam go, bujałam i tuliłam dwusetną i szóstą godzinę, kąpałam pięć razy dziennie, odkażałam każdą kropeczkę z osobna, zbijałam gorączkę. Jednocześnie wkładając gigantyczny wysiłek w to, żeby krzyczącego i domagającego się mojej uwagi J.J.'a nie zamknąć w jakimś dźwiękoszczelnym pomieszczeniu. 
A dzisiaj całą trójką gotowaliśmy rybę w piaskownicy i oglądaliśmy Grand Prix ciężarówek Wadera z trybun z odwróconej skrzyni po jabłkach. Wieczorem ja i J.J. poszliśmy na spacer, na stację kolejową. Jak kiedyś, kiedy czas wydawał się płynąć wolniej. I jeszcze ten pędzący piętrowy pociąg, który zrobiliśmy po powrocie: ja z Niedźwiadkiem, a Pan Mąż z J.J.-em na barana. Takiego zmęczenia prawie nie czuć. W ogóle już prawie nie czuć zmęczenia.
Jeszcze wczoraj było mi przykro, że to czy tamto. Gniewałam się na kogoś, choć od dawna nie mam w zwyczaju się gniewać. Dziś pytam siebie: co ja mogę? Jeśli nic, szkoda mi na to nerwów. Ale jeśli mogę...
pora zacząć działać!
Są rzeczy, których nie zmienię: nie będę ważna dla kogoś, kto ma inne priorytety, nie cofnę czasu, nie mam wpływu na godziny pracy Pana Męża, nie przeprowadzę się jutro do innego miasta, nie wymyślę lekarstwa na wszystkie wirusy świata, ba! nawet na jeden wirus nie wymyślę. No, trudno.
Ale mogę policzyć do dziesięciu, do stu, do tysiąca, jeśli trzeba, wyjść na dwór i wziąć kilka naprawdę głębokich oddechów (a pachnie wiosną, że ho ho! otumania :)), uspokoić się, poczuć grunt pod stopami, że jestem - tu i teraz, i mam kogoś, kto jest moim priorytetem. Mogę zadzwonić, kiedy zatęsknię. Mogę włożyć więcej starań we wspólną kolację. Chociaż nie mam siły. Ale mam w zanadrzu jaśminową herbatę z amarantusem i nagietkiem, która w szklance rozwinie się w piękny kwiat. Tyle wystarczy, żeby celebrować małe chwile razem. Mogę sobie przypomnieć, że zanim się obejrzę, chłopcy dorosną i pójdą swoimi drogami. Nie będą biegać i krzyczeć, nie będą mnie potrzebować tak jak teraz, nie będę ich nosić aż do bólu łopatek, ani leczyć kolejnych guzów buziakiem i kolorowymi plastrami. Wtedy to, co teraz mnie wykańcza, stanie się tym, o czym pomyślę z największą nostalgią. Więc niech mnie wykańcza! Niech się uzbiera tych wspomnień!
Dzisiaj jest dobre. 
Tyle mogę!
Wy też możecie :)












♥♥♥
t-shirt - Kukukid
spodnie Tentego (mega! odkrycie sezonu!) - Dlatego!
kurtka - Urban Rascals (via allegro.pl)
cap - Cropp (dział damski)
trampki - Okaidi
♥♥♥

obróbka zdjęć - moja siostra Zuzanna :*

24 komentarze:

  1. Kawa z Wami z samego rana jest najpyszniejsza! Wpis bardzo mądry i ważny! Współczuję Niedźwiadkowi, że tak cierpi, ale świetne jest to, że nie sugerujesz, by współczuć Tobie. I to każda mądra mama zrozumie. Taki natłok obowiązków, zmartwień, niekoniecznie miłych doznań, pozostawia zawsze ślad. A ty pokazujesz, że ten ślad to blizna miłości, o którą się dba, nie dlatego, aby zeszła, ale - by pozostała. Rozumiem bardzo, bo strasznie tęsknię za moim małym Tosiem, który też przedwczoraj przecież wyskoczył z brzuszka, a wczoraj jeszcze uczył się jeździć na rowerze, a dziś ... jęzor bym mu urwała ;) Ale pozostaje wiara, że tę bliznę miłości nie tylko ja będę pielęgnować, ale tez i on - dziecko me, że gdzieś jednak w tej kudłatej dorastającej głowie pozostaną na dłużej wszystkie nieprzespane przez mamę noce, łzy zwątpienia i radości.
    A te portki to chyba specjalnie dla JJ były uszyte, no po prostu zestaw rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, Kasiu, dziękuję :* Wzruszyły mnie twoje słowa. I te blizny miłości - ładne :)
      Syn doceni. Pamiętam moich braci takich zbuntowanych i widzę ich teraz - ta miłość matczyna zapada głęboko i wraca, ciągle wraca.
      Co do spodni - mam takie same odczucia :)

      Usuń
    2. Oby, Agato, oby! I jeszcze dodam, że duża różnica wieku u dzieci jest naprawdę świetna, bo można się bardzo zdystansować przy tym drugim i już się tak nie spinać, gdyż obok jest namacalny dowód - efekt pewnych metod wychowawczych :)

      Usuń
  2. A mam pytanko dlatego na 122 kupiłam mam takiegoż bąbla ale normalnie to 116 kupuijemy i sie zastanawiam czy nie będą za dużę? Portki super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. J.J. nosi 122, a ja kupiłam 128. Są z zapasem, ale dobre :)

      Usuń
  3. Agata, dziękuję po raz kolejny za otwarcie oczu na to co naprawdę ważne:))))
    Spodnie mega...bardzo mi się podobają...sama bym takie chciała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę, polecam się na przyszłość ;)
      Też bym chciała.

      Usuń
  4. Nie ma to jak wspaniale dzień zacząć! Słońce za oknem, ciepła herbata i twój wpis :)
    Jakiś czas temu doszłam do podobnych wniosków. I nawet to, że mam nogę unieruchomioną i trzylatka biegającego wkoło mnie, ma swoje plusy :) O ileż życie jest teraz przyjemniejsze ;)

    JJ w tym zestawieniu wygląda rewelacyjnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ciekawe, co było, gdybym ja miała nogę unieruchomioną... Chyba spróbuję sobie unieruchomić w ramach crash testu Pana Męża ;P
      Zdrówka!

      Usuń
  5. Podoba mi się ta filozofia!
    A co do stylizacji J.J.'a - rewelacja. Mama pisarka powinna pomyśleć o fachu stylistki dziecięcej jako drugim zawodzie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra filozofia nie jest zła :D
      Ten drugi zawód też już mam, taka fucha na co dzień ;)

      Usuń
    2. ale ja pracę na obcych dzieciach, że się tak wyrażę, miałam na myśli :)

      Usuń
    3. Hehe, domyślam się :)

      Usuń
  6. Piękny post!
    No i ten J.J.'ej ach!
    Bluzka niesamowita, czekam z utęsknieniem na sklepu otwarcie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne podejście! Oby nam się udawało co dzień tak myśleć, bo warto, bo to, co najważniejsze mamy pod nosem i tylko od nas zależy jak to wykorzystamy. Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, przydałoby się na co dzień. Trzeba nad głową pracować ;)

      Usuń
  8. Baaardzo bliski mi ten wpis. Baaardzo. My chore obydwa. Strach o mojego synka paraliżuje i obezwładnia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż mi się łza w oku zakręciła. Niby to wszystko co napisałaś, to takie oczywiste, ale jak łatwo o tej oczywistości zapomnieć. Nie raz leciałam w rakiecie w stronę dalekiej planety o nazwie "mam już dość". Oj głupia ja...zamiast popatrzeć przez okno na bliskość gwiazd i przelatujące meteoryty, to nie lepiej być ślepym i głuchym. Ale masz rację koniec z tym. Przecież to co teraz przemija, już nie powróci.

    P.S. genialne to odkrycie! Tylko ja się pytam "dlaczego?" takie duże rozmiary. Dlatego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam zaraz głupia... ;) Właśnie stąd wpis, że się złapałam na skupianiu nie na tym, na czym warto.
      A o rozmiary zapytaj. Może rozszerzą ofertę.

      Usuń
  10. To co piszesz chyba dotyka każdej z nas, każdego z nas. Nie zawsze potrafimy patrzeć na życie tak jak powinniśmy :-( Czasem sytuacje nas tak przytłaczają, że rzeczywiście zapominamy o tym co ważne. Często choroba czy odejście bliskiej osoby jest dla nas takim obuchem w głowę i zaczynamy się zastanawiać nad tym co ważne. Dziś u mnie wszyscy zdrowi, żyjący a mimo to - ja rozmyślam... to dzięki Tobie! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana wiem co czujesz....ja po ostatniej chorobie Piotrusia byłam tak wyczerpana (4tygodnie ciągłej walki z chorobą)...jaka ja byłam szczęśliwa jak mogłam wyjść z Piotrusiem na spacer, do sklepu po bułki.... 3majcie się ciepło

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj tak, czasami i ja mam dość, mam ochotę wyjść, trzasnąć drzwiami, nie wrócić, ale tylko na chwilę, na jeden oddech, na minutę. Teraz siedzę w hotelu 400 km od maluchów (del. służbowa) i ta cisza, ta pustka ten brak, ta samotność jest potwornie przytłaczająca. Są dla mnie jak powietrze. I ja jestem cała dla nich. Najważniejsze to skupiać się na tym co ważne, własna wygoda mnie w ogóle nie interesuje,mam nadzieję tylko, że ten włożony kapitał się kiedyś zwróci ;) A spodnie zamawiamy ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze opinie :)