sobota, 23 maja 2015

Amsterdam: still walking with kids


Amsterdam. Pojechaliśmy tam pociągiem. Było ciasno i tłoczno. Urok miasta wynagrodził nam jednak wszystkie niedogodności podróży. Im dłużej spacerowaliśmy, tym bardziej zazdrościłam mojemu bratu tego, że miał okazję pomieszkać sobie na barce. Dla tego doświadczenia mogłabym cofnąć się w czasie i znów studiować. Niektóre barkowe domostwa z brzegu wyglądały wprost imponująco, kute ogrodzenia, ogrody, kryształowe żyrandole, malownicze tarasy, ba! nawet pływające place zabaw - zadziwiały mnie i oczarowywały. Z poziomu kanałów zaglądałam w okna i... planowałam najbliższe zakupy w Ikei ;)
Wyobrażałam sobie Amsterdam jako tętniące życiem, kolorowe miasto, ale choć tłumy ludzi faktycznie przewijały się przez centrum, ulicę dalej było już cicho i spokojnie. Do tego monochromatyczne barwy, piękna architektura, proste formy i spójna wizja. Bardzo mi się to spodobało. Ale wiecie: nawdychałam się sporo dymu, więc możliwe, że miałam złudzenia ;)




































Najlepszą pamiątką z podróży - oprócz zdjęć - są dla chłopaków pojazdy, charakterystyczne dla danego miejsca. Kiedyś postaram się pokazać Wam wszystkie, które do tej pory zgromadzili. Pomysł był mój, ale J.J. skrzętnie go teraz podtrzymuje i - prawdę mówiąc - mam nadzieję, że i z tego zrodzi się tradycja, którą obaj będą pielęgnować w przyszłości. 
Naturalnie przygodą jest też lot samolotem, a właściwie cała procedura, począwszy od odprawy. Kolejny raz lecieliśmy jedynie z bagażem podręcznym, co jest w sumie bardzo wygodne, bo nie musimy targać za sobą walizek i bardzo pouczające dla mnie, bo już prawie do perfekcji opanowałam pakowanie się w te małe torby. Łącznie z butami na zmianę. Czuję, że mogłabym udzielać szkoleń w tym zakresie ;) Na lotnisku w Eindhoven - co było fajnym, pozytywnym zaskoczeniem - jest plac zabaw dla dzieci tuż przed gejtami. Fantastyczny pomysł, który bardzo ułatwił nam czekanie. Latanie z chłopakami jest zresztą o wiele łatwiejsze do przeżycia niż jazda samochodem. Myślę, że gdybym się jeszcze tak nie bała, byłoby całkiem przyjemnie ;) Na szczęście im się moja panika nie udziela.










Niedźwiadek miał na sobie:
płaszczyk - Loff Loff
bluza - Mini Rodini via Gałązki
t-shirt ze statkiem - Duck Egg Republic
t-shirt z kolorową grafiką - Kółko i Krzyżyk
t-shirt w ptaki - Kidsmuse
legginsy - Mini Rodini via Flamigo
szare spodnie - Zara
chusta - Nosweet via Lion in the Wardrobe
buty - Gap

J.J. miał na sobie:
płaszczyk - Loff Loff
t-shirt granatowy - Duck Egg Republic
t-shirt czarno-biały - That Way
spodnie w miśki - Zezuzulla
szare spodnie - Dlatego
czapka - Kukukid
chusta - Nosweet via Lion in the Wardrobe
trampki - Converse/Chipie  

4 komentarze:

  1. Obejrzalam. POzazdroscilam. Musze sie tam wybrac!
    Zeby nie bylo, ze dobre to tylko za granica: na lotnicku w Katowicach tez jest plac zabaw przed gejtami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem polecimy z Katowic :D ;)

      Usuń
  2. Miasto magiczne, urzeka swoim pięknem, nigdy nie byłam, nie miałam okazji, ale Wasze zdjęcia urzekają, wprowadzaja w niesamowity klimat. Zazdroszczę zdolności pakowania w bagaż podręczny, ja nawet na weekendowy wypad mam auto typu kombi zapakowane do granic możliwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Zapraszam na kursy pakowania ;) Jestem Mistrzem!

      Usuń

Dziękuję za Wasze opinie :)