Korytarz pełen dzieciaków, wpatrzonych w ekrany telefonów. Zdenerwowane matki, które każą im powtarzać do znudzenia tekst z kartki. Poprawiające im włosy i obciągające koszulki. Żadna nie patrzy w oczy tej drugiej, bo z założenia są wrogami. I ich dzieci też. Nie daj boże, żeby się jedno do drugiego odezwało. Wychodzi ktoś z produkcji, podaje wstępną umowę. Matki wpisują dane, patrzą na kwotę dla dziecka. *00 zł, może *000. Będzie na te wszystkie modne ubrania, które śmigają na Instagramach i zbierają lajki - oby tych lajków, było chociaż tyle, co zer...
Taką macie mniej więcej wizję "modelowania", co?
Obiecywałam Wam ten post już od dłuższego czasu, ale zebranie - że tak brzydko powiem - do kupy wszystkich Waszych pytań, uwag i sugestii wcale nie było łatwe. Pozowanie dzieci do nie od dziś budzi skrajne emocje. Jedni uważają to za piękną pamiątkę i rodzaj młodzieńczej przygody, inni za wykorzystywanie nieświadomego dzieciaka do własnych celów, niektórzy traktują ten temat z "pewną taką nieśmiałością", drudzy bez żadnych skrupułów pchają swojego modela - na siłę wręcz - wszędzie. Co człowiek, to historia.
Tak, są takie scenki jak ta opisana wyżej. Są takie matki, ba! babcie takie są! Zepchnęłyby twoje dziecko ze schodów, gdyby mogły. Nazywają to ambicją, chociaż myślę, że działa tu zupełnie inny mechanizm. Jedno też wiem na pewno: nie ma takich dzieci, które chcą modelować, przy czym mówię tu o małych dzieciach, powiedzmy do lat 10, bo modeling to ich pasja. Okej, bywają takie dziewczynki, ale to jest nabyte i niejednokrotnie wiąże się przy okazji z "księżniczkowaniem". Z moich obserwacji wynika, że stosunkowo to właśnie dziewczynki mają najgorzej, ich mamy faktycznie nierzadko wytwarzają wokół modelowania presję co najmniej nieadekwatną do potrzeb, a tym bardziej zainteresowań dziecka. Z drugiej strony to również dziewczynki są same z siebie jednak znacznie bardziej chętne do współpracy niż chłopcy. Pomimo kilku lat prowadzenia bloga, pełnego zdjęć, a może właśnie ze względu na to, mogę Wam wciąż powiedzieć o moich chłopakach to samo, co na początku: oni nie pozują, nie pozwalają się przebierać i zdecydowanie nie są zainteresowani modą, w żadnym aspekcie. Nie rozmawiamy o tym. Rozmawiamy za to o grafikach na ubraniach, o tym, że ktoś się napracował, żeby stworzyć ten czy inny wzór. A także o wygodzie. J.J. jest już na tyle duży, że muszę (a przede wszystkim chcę) liczyć się z jego zdaniem, więc kiedy się na zdjęcia nie zgadza - trudno. Czekam, aż się zdecyduje, będzie miał humor, wenę czy coś go zainspiruje. Nie owijam w bawełnę i za każdym razem mówię mu szczerze, jak to działa: że dostał fajną rzecz w zamian za zdjęcia. Nie oszukujmy się, chłopaka najbardziej cieszą zabawki, gadżety, słodycze czy książki, wtedy transakcja jest dla niego atrakcyjna. A ciuchy?
Taką macie mniej więcej wizję "modelowania", co?
Obiecywałam Wam ten post już od dłuższego czasu, ale zebranie - że tak brzydko powiem - do kupy wszystkich Waszych pytań, uwag i sugestii wcale nie było łatwe. Pozowanie dzieci do nie od dziś budzi skrajne emocje. Jedni uważają to za piękną pamiątkę i rodzaj młodzieńczej przygody, inni za wykorzystywanie nieświadomego dzieciaka do własnych celów, niektórzy traktują ten temat z "pewną taką nieśmiałością", drudzy bez żadnych skrupułów pchają swojego modela - na siłę wręcz - wszędzie. Co człowiek, to historia.
Tak, są takie scenki jak ta opisana wyżej. Są takie matki, ba! babcie takie są! Zepchnęłyby twoje dziecko ze schodów, gdyby mogły. Nazywają to ambicją, chociaż myślę, że działa tu zupełnie inny mechanizm. Jedno też wiem na pewno: nie ma takich dzieci, które chcą modelować, przy czym mówię tu o małych dzieciach, powiedzmy do lat 10, bo modeling to ich pasja. Okej, bywają takie dziewczynki, ale to jest nabyte i niejednokrotnie wiąże się przy okazji z "księżniczkowaniem". Z moich obserwacji wynika, że stosunkowo to właśnie dziewczynki mają najgorzej, ich mamy faktycznie nierzadko wytwarzają wokół modelowania presję co najmniej nieadekwatną do potrzeb, a tym bardziej zainteresowań dziecka. Z drugiej strony to również dziewczynki są same z siebie jednak znacznie bardziej chętne do współpracy niż chłopcy. Pomimo kilku lat prowadzenia bloga, pełnego zdjęć, a może właśnie ze względu na to, mogę Wam wciąż powiedzieć o moich chłopakach to samo, co na początku: oni nie pozują, nie pozwalają się przebierać i zdecydowanie nie są zainteresowani modą, w żadnym aspekcie. Nie rozmawiamy o tym. Rozmawiamy za to o grafikach na ubraniach, o tym, że ktoś się napracował, żeby stworzyć ten czy inny wzór. A także o wygodzie. J.J. jest już na tyle duży, że muszę (a przede wszystkim chcę) liczyć się z jego zdaniem, więc kiedy się na zdjęcia nie zgadza - trudno. Czekam, aż się zdecyduje, będzie miał humor, wenę czy coś go zainspiruje. Nie owijam w bawełnę i za każdym razem mówię mu szczerze, jak to działa: że dostał fajną rzecz w zamian za zdjęcia. Nie oszukujmy się, chłopaka najbardziej cieszą zabawki, gadżety, słodycze czy książki, wtedy transakcja jest dla niego atrakcyjna. A ciuchy?