Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CZAS dla MAMY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CZAS dla MAMY. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 stycznia 2018

2018: chasing a dream


Szykują się wielkie zmiany.
.
Już za kilka tygodni będziemy musieli spakować w kartony cały nasz dobytek, ostatnie 17 (!) lat wspólnego życia. Umieścić w nich setki książek i klocków Lego. Rozkręcić wszystkie meble z Ikei, kupowane za pierwsze oszczędności, spadki i wygrane w teleturniejach. Zdjąć ze ścian obrazy i zdjęcia. Rozebrać i wynieść na dwór naszą ostatnią w tym domu choinkę. Odłączyć pralkę, którą braliśmy na raty, tacy z siebie dumni - bo tacy się czuliśmy dorośli. Ten stary dom był naszym pierwszym wspólnym domem, pierwszym domem naszych dzieci, a moim duchowym - pierwszym w ogóle, bo wcześniej nigdzie nie czułam się "u siebie". Pożegnanie z nim okazuje się trudniejsze niż sądziłam i wiem już, że wyleję morze łez, kiedy zaczniemy ostateczną demolkę. Zresztą pewnie nie tylko ja.

czwartek, 27 kwietnia 2017

36


1/2/3/4/5/6/7/8/9/10/11/12

Dojrzewanie jest fajne. Lubię ten swój licznik.
Z okazji moich jutrzejszych urodzin #36factsaboutme i lista wymarzonych prezentów.

1. Jestem totalnie praworęczna. Lewą ręką nie umiem się nawet dobrze podrapać.
2. Podobno ludzie dzielą się na tych, którzy mogą zjeść kilo czekolady i nie przytyją nawet pół grama oraz na tych, którzy tylko wejdą do działu ze słodyczami, a już przytyli. Należę do tych drugich.
3. Siwieję od 24. roku życia.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

no rush family dinner

Restauracyjne ucztowanie z dziećmi bywa mordęgą. Nie oszukujmy się: kolorowanka i kredki albo wciśnięty w jakiś kąt stolik z krzesełkiem i pudełkiem klocków, które oferuje większość lokali, to niezbyt skuteczne rozwiązanie na długi czas oczekiwania na zamówienie czy na to, aż rodzice skończą swoje dania. W efekcie zamiast przyjemnego popołudnia są nerwy i pośpiech. Na szczęście są miejsca, które wychodzą na przeciw potrzebom rodziców. Dziś zapraszam Was do jednego z nich - restauracji Hotelu De Silva w Piasecznie. Nie tylko wirtualnie, z nami, ale także do skorzystania osobiście z oferty rodzinnego obiadu, któremu towarzyszą animacje dla dzieci, a menu dla maluchów tworzą ich ulubione dania i przekąski, po które mogą sięgać do woli i w dodatku całkowicie za darmo! Na naszym fanpage'u wystartowało właśnie rozdanie, w którym do wygrania jest voucher na taki obiad. Spróbujcie! Może właśnie Wam się to uda!

wtorek, 26 lipca 2016

inspirations for mom everyday look


Im jestem starsza, tym jakoś łatwiej mi przychodzi konsekwentne trzymanie się swojego stylu, także podczas wyprzedaży. Gdybym miała napisać dla Was przewodnik, jak kupować wtedy z głową... cóż, powiedziałabym tylko jedno zdanie: bądź wierna sobie. W dobrze skomponowanej szafie wszystko do siebie pasuje. Pokazuję Wam dziś w zestawach kilkadziesiąt rzeczy - ubrań i dodatków - wszystkie z trwających przecen i wszystkie w moim guście. Kamizelkę z imitacji zamszu, cudownie miękką, białą bawełnianą koszulę oraz skórzane sandały z frędzlami mam już w swojej szafie i były to strzały w ---> 10. A co Wam wpadło w oko? 

czwartek, 26 maja 2016

all about me

Serduszko dla Was, mamy.
Wycięte przez J.J.'a, podkradzione przez Niedźwiadka. 
Z wiadomej okazji dziś - inaczej niż zwykle - nie będzie o chłopakach, a o mnie.

35 faktów.
Mniejszych lub większych dziwactw, upodobań i uzależnień. 

W zamian mam nadzieję usłyszeć coś o Was.
Zróbcie mi prezent i zostawcie w komentarzu swoje mini-cv ;) 

piątek, 16 stycznia 2015

f**king blogging

Nie mam w zwyczaju modzenia takich postów. O zapleczu pisania bloga. Czyli właściwie z d**y. Choć niektórzy na tworzeniu całych blogów o blogowaniu zbili swój "majątek" (taaa;)). Może z początkiem roku włączyła mi się nostalgia za czasami, kiedy my-blogerki byłyśmy koleżankami po piórze, a raczej klawiaturze, marzycielkami, trochę wizjonerkami, ale przede wszystkim mamami, kochającymi swoje dzieci. Może dało się zauważyć, że jakiś czas temu zrobiłam jednak krok w bok i bardzo mi się tu podoba.
Nigdy się nie ścigałam i ścigać się nie planuję. Nie zabiegam o tytuły, świadomie ignoruję wszelkie konkursy i rankingi. Nie tworzę mitów na swój temat, choć czasami - z literackiej potrzeby - mnie kusi. Nie celebrycę. Blogerki to żadne gwiazdy i nie zna ich nikt, kto się tematem nie interesuje. Gwiazdą jest Danuta Stenka albo Janusz Gajos. My-blogowe mamy jesteśmy jak przewodniczące kół gospodyń wiejskich. Decyzyjne takie, opiniotwórcze, takie strasznie ważne na tych zebraniach, w tej naszej wsi (to znaczy: w internetach), i świetnie. Ale to zaledwie ułamek naszej rzeczywistości, może 5, może 10%, i trzeba mieć w sobie dość pokory, by tego nie przegapić, by tych 90% nie spiep**** w imię jakichś wyimaginowanych fleszy czy kwot, wziętych z kosmosu. Nie zdeptać w biegu po jakieś pseudotrofeum naszych dzieci, partnera, nieblogującej kumpeli czy... siebie samej.  
Czego jeszcze nie robię? Nie linkuję i nie proszę o linkowanie (ba! bywa, że proszę o nielinkowanie). Nie publikuję listy moich ulubionych blogów, na której i tak u WSZYSTKICH są zawsze TE SAME pozycje (tak, tak, to na pewno przypadkowa zbieżność gustów albo... zbiorowa halucynacja ;)). Nie cykam sobie fotek z innymi blogerkami, nawet tymi, które dobrze znam i bardzo lubię. Nie pędzę przez pół Polski, żeby chociaż jedną taką fotkę mieć w swoim blogerskim dorobku, a jak się spotykamy przypadkiem, to podajemy sobie ręce, a nie aparaty. Nie włażę nikomu w d*** i pilnuję własnej. Nikogo nie udaję, nikogo nie naśladuję, nikomu nie zazdroszczę. Nie opowiadam o swoich zarobkach i o tym, na co je wydaję. To tylko blog, nie Big Brother! Nigdy nie kupiłam sobie ani jednego lubiacza. W dodatku mam strasznie bezlitosną manierę blokowania niektórych "fanów", głównie tych, co do których sobie nie życzę, żeby podglądali moje dzieci. Średnio miesięcznie usuwam z towarzystwa kilkadziesiąt takich osób na fejsbuku i na instagramie. Możecie policzyć, ile straciłam przez ostatnie miesiące w statystykach ;) Sen mi to z oczu spędza :P Mam mgliste pojęcie o liczbie słynnych UU (wiem, co to jest w teorii, ale w praktyce nawet nie wiem, gdzie tego szukać). Więc tak właściwie to blogerka ze mnie jak z koziego tyłka trąba. 
Sęk w tym, że bardzo mi z tą nieprofesjonalnością fajnie.
Między innymi dlatego, że stojąc z boku NIE MUSZĘ robić wszystkiego tego, co wymieniłam powyżej. Za to MOGĘ część z tych rzeczy zrobić, kiedy NAPRAWDĘ poczuję, że mam na to ochotę i mieć też pewność, że ta masa świetnych babek, które poznałam dzięki blogowaniu, to nie małpy w czyimś zoo, ale szczere, dobre kobiety (nie będę linkować, one wiedzą, o kim mówię :***). Nawet jeśli wyjedziemy kiedyś razem na weekend i upijemy się na tyle, żeby sobie zrobić wspólne selfie, to też będę miała 100% gwarancji, że przynajmniej wyretuszują mój wielki czerwony nochal, zanim to wrzucą do sieci ;)
Co jeszcze mogę? Mówić "nie, dziękuję", kiedy nie pasuje mi współpraca. Pisać takie posty, jakie chcę, a nie jakie mi ktoś dyktuje. Pisać prawdę. Jestem w miejscu, w którym chcę być, także dlatego, że marki/sklepy/firmy, z którymi współpracuję, prowadzą osoby, które dają się lubić. Miłe i pełne entuzjazmu. Czasami znamy się osobiście, czasami dzieli nas ocean lub dwie przesiadki, ale kiedy dobrze się gada - to nie ma żadnego znaczenia. A ja lubię gadać, wiecie. O niebo bardziej lubię gadać niż prowadzić zawodową konwersację. Poza tym polecam tylko rzeczy sprawdzone i takie, które faktycznie mi się podobają, okazały się praktyczne, solidne, warte swojej ceny albo... bardzo smaczne ;) Polecam to, co wpada mi w oko, zawsze starannie wybieram produkty, a jeśli wiem, że chłopcy z czegoś nie skorzystają, to nawet jeśli jest dużo warte - odmawiam. Wiele razy usłyszałam, że jestem głupia, bo mogłabym potem sprzedać daną rzecz z zyskiem. Mogłabym. Razem z częścią mojego kręgosłupa moralnego. Raz czy dwa obeszło by się może bez kaca. Ale potem?
Pewnie, że czasami żałuję, że ten kręgosłup mam! Ale nic na to nie poradzę. Dostałam taki w genetycznym spadku, a jakoś głupio mieć teraz pretensję do dziadków. Zwłaszcza w okolicach ich święta ;)

Żeby było jasne: to nie jest pamflet na profesjonalne blogerki, które dobrze wykonują swoją pracę, mają cel, albo misję, albo coś ważnego do przekazania. To raczej apel o opamiętanie dla tych, co pędzą na ślepo i "chwila prawdy" dla co naiwniejszych, które jeszcze wierzą w mity, imaginacje i bezinteresowne przyjaźnie, okraszone drogami na skróty. Nie idźcie nimi. Jeśli chcecie dokądkolwiek dojść, weźcie raki i toporki, i wytyczajcie własne szlaki. Jeśli wypadną gdzieś z boku, z dala od głównej trasy, nie szkodzi! Nie ma nikogo lepszego od Was. Nie ma nikogo takiego jak Wy. I to jest Wasze bogactwo!

To mówiłam ja: Kung-Fu-Matka ;)

fot. J.J.