J.J. rozpoczął dziś szkołę, co stanowi dla nas wszystkich ogromną zmianę i jest nie lada wyzwaniem. Jak dla każdego zresztą. Zmieni się sposób nauczania, godziny zajęć, rozwiązania logistyczne, związane z odprowadzaniem i przyprowadzeniem. Zmienią się też J.J.-owe posiłki. Do tej pory przedszkole robiło za nas przynajmniej połowę roboty. J.J. jako typowy niejadek odmawiał bowiem w domu spróbowania większości rzeczy, w przedszkolu za to karnie jadł wszystko bez marudzenia, czy mu smakowało, czy nie. Nic by się pewnie w tej kwestii nie wydarzyło, gdyby nie nawrót skrajnej anemii i poważne problemy z przyswajaniem żelaza. Dla nadaktywnego J.J.'a prawdziwą tragedią była konieczność zrezygnowania z ulubionych zajęć: z tańca i judo, i chociaż przeżywaliśmy to ciężko, dziś skupiam się na pozytywnym skutku ubocznym tych doświadczeń: teraz bowiem J.J. je wszelkiego rodzaju mięso, polubił niektóre warzywa i owoce, a czekoladę bez mrugnięcia okiem zastępuje orzechami i ciasteczkami zbożowymi. Mimo wszystko obawiałam się, że kiedy otworzy pudełko z przygotowywanym przeze mnie śniadaniem lub lunchem i zobaczy coś, czego wcześniej nie widział, po prostu tego nie zje. Dlatego poświęciliśmy kilka dni na testy: codziennie szykowałam mu jakiś zestaw, zapakowany tak, jak do szkoły, a on mówił, co mu smakuje, a co nie, czego chciałby jeszcze spróbować, co zmienić i czego za żadne skarby, nigdy nie tknie.
Dziś, kiedy znam już plan lekcji, wiem dodatkowo, że trzy razy w tygodniu będę mu szykowała lżejszy posiłek typowo śniadaniowy, a dwa razy - kiedy będzie chodził na popołudnie - coś bardziej obiadowego: jak domowy hamburger czy tortilla z indykiem. W te dni będzie też dostawał większą porcję warzyw, bo może odmówić ich zjedzenia na kolację.
Co do komponowania posiłków. Kiedy pokazałam niedawno
to zdjęcie na fp i instagramie - zawrzało. Być może zestawy, które pokazuję Wam dzisiaj, również niektórym nie przypadną go gustu, ale chcę wyjaśnić jedno od razu: to, co trafi do J.J.-owej śniadaniówki nie jest jedynym posiłkiem, jaki zje w ciągu dnia (to odpowiednik 1 lub 2 na 5 posiłków). Jestem przeciętną mamą, wiele rzeczy robię w pędzie, raz gorzej, raz lepiej, więc zależy mi na tym, żeby zestawy były w miarę szybkie i łatwe do przygotowania. No, i nie jestem dietetykiem, chociaż od dekady piszę o zdrowym odżywianiu. To pisanie dało mi pewien dystans do nowinek, wyników badań naukowych i tego, co i na co szkodzi lub na co pomaga. Pomijam tu kwestie indywidualnych alergii czy innych chorób, ale generalnie jestem wierna zasadzie: z umiarem. Ilość to dla mnie podstawowe kryterium. Nie widzę powodu, by odmawiać dziecku coli, kiedy pije ją raz w miesiącu lub rzadziej, tak jak zgadzam się na actimelka raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie (w tych zestawieniach nie ma go nie dlatego, że przestraszyłam się krytyki, ale właśnie dlatego, że chłopcy pili go w poprzednim tygodniu, a zdjęcia są nowsze).
Co zatem przeszło próbę? Zobaczcie!
Najulubieńszy zestaw J.J.'a to kanapki z serem żółtym i rzodkiewką. Do tego kilka kabanosów i baton orzechowy. Myślę, że tego będzie się domagał najczęściej :)