poniedziałek, 29 lipca 2013

while in Mrągowo...

Mamy z mężem takie marzenie: ja, on, trójka (taki jest plan) naszych dzieci w wieku najlepiej już okołogimnazjalnym, wynajęta bryka i cała, piękna, wspaniała Route 66 przed nami. A w odtwarzaczu Alan Jackson, James Taylor, Brad Paisley, Johnny Cash, Ray Charles...
Póki co jednak 'wszystkie drogi prowadzą do Mrągowa' ;P
I chociaż sobotni wypad na okoliczność Pikniku Country z dwójką maluchów i to bez noclegu był niezbyt dobrym pomysłem, bo obiad trzeba było jeść w tempie ekspresowym, spacer obrócił się w noszenie i holowanie narybku, a plan muzycznego relaksu w okolicach sceny legł w gruzach, gdy utknęliśmy na placu zabaw, to powiem Wam, że było chyba warto (przy czym pominę znaczącym milczeniem poziom kultury i stan upojenia większości obecnych w mieście wakacjowiczów). Dla tego wiatru od jeziora, dla tego światła i widoków, a przede wszystkim dla tych godzin nocnego powrotu, kiedy chłopcy już spali, a my popijaliśmy pyszną kawę i gadaliśmy, gadaliśmy, gadaliśmy. Bo to jest - wiecie - świetne uczucie: uświadomienie sobie, że po tych 12 latach razem nadal mamy o czym gadać i CHCE nam się :) Tym bardziej, że w domu zwykle nie mamy na to zbyt wiele czasu.
   









J.J.:
kombinezon - Gray Label (cocoshki.pl)
sznur - pasmanteria
kapelusz - F&F
sandały - Bio Rockies (allegro.pl)
plasterek-żółwik - H&M

Niedźwiadek:
t-shirt z pacyfką i bloomersy - Grain de chic
czapeczka - no name (sh)

Tata:
tank top - Reserved
szorty - Carry
kapelusz (mój, chociaż męski) - H&M
sandały - Bata

Mama:
sukienka - Carry
pasek - Pull&Bear
kapelusz - z Mrągowa
kowbojki - nie pamiętam, mają tzw. sto lat
torebka - Stradivarius
naszyjnik - Top Secret

piątek, 26 lipca 2013

stroller's testing

Wielka Przesiadka za nami. Chociaż właściwie 'w trakcie', bo zatrzymałam pod ręką gondolkę - tak na wszelki wypadek ;P Ponieważ i spacerówka, i gondola przyczepiają się do wózkowej bazy 'na klik', mogę podmienić je w każdej chwili, jeśli zajdzie taka potrzeba. Póki co jednak - a jeździmy tak już tydzień - nie zaszła :) Największą zmianą dla Niedźwiadka jest to, że nareszcie może obserwować wszystko, co się dzieje wokół niego, w tym zwłaszcza J.J.'a, hasającego raz po jednej, raz po drugiej stronie wózka. A ten widok, jak wiadomo, niezmiennie wywołuje u niego szeroki, pełnogębowy uśmiech :D Największą zmianą dla mnie jest to, że mam swoje wyrywające się do siadania dziecko w pasach i jestem spokojniejsza. Co do samej spacerówki - poza tym, że jest piękna - jest też bardzo poręczna i łatwa w obsłudze (regulowaniu, zapinaniu-odpinaniu pasów itd.), ma też bardzo fajną budę, doskonale osłaniającą przed słońcem i wiatrem, którego Niedźwiadek nie lubi. W dodatku jej szerokość reguluje się za pomocą zameczka - wiecie: jak w walizkach - po rozpięciu robi się większa. Wzmocnienie wewnątrz budy 'robi' zaś u nas za kieszonkę na pieluchę :))) Ogromnym plusem jest też zdejmowany wkład wewnątrz, który można wyprać, kiedy Niedźwiadek go tym czy owym przyozdobi ;) Minusem okazało się jednak logo, na tymże wkładzie perforowane, bo odciska się na główce podczas Niedźwiadkowego snu. Logo jest mięciutkie i nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Pewnie dlatego, że ta główka taka jeszcze łysa. Brakuje mi też w spacerówce miejsca na bibeloty-zabaweczki-grajeczki i takie tam spacerkowe umilacze. Jeśli nie mają zapięcia typu szelkowego, w zasadzie nie ma ich do czego przyczepić. Na szczęście mamy wspaniałą grzechotkę BigMamy :) 
Za duże dla Niedźwiadka są na razie ochraniacze na pasy i to na tyle, że przeszkadzają mu w pakowaniu do buzi wszystkiego, co ma w rączkach. Póki co więc je zdjęliśmy, bo nieobślinione dziecko to nieszczęśliwe dziecko ;) Zamówiłam mniejsze, a te wrócą do użytku, kiedy Niedźwiadek podrośnie. Albo nie...








   spacerówka - Navington Cadet 
t-shirt - by mama (trójkącikowa łezka malowana mazakami)
spodenki - H&M (związane w pasie sznureczkiem typu marynarkiego, tylko węższym, bo ciągle są za duże)
kaszkiet - po J.J.'u

czwartek, 18 lipca 2013

brother-hood

Taka stylizacja marzyła mi się od dawna (a mam nadzieję, że nie jest ostatnia): match-to-match. Nie przypadkowa, nie ze zbieraniny podobnych ubranek, ale celowa od początku do końca, z rzeczy, kupionych dla moich chłopaków RAZEM. Takich samych, chociaż nie identycznych. Cóż, pewnie marzyły mi się też przy okazji podwójne zakupy, hehe :P Zamiar był taki, żeby pokazać, jak bardzo są podobni i sobie bliscy, a jednocześnie się różnią. Bo różnić się można pięknie! I wcale tu nie dorabiam teorii do ciucha. Wręcz przeciwnie - dorabiam ciuch do teorii :D

Kamizelki chłopaków to polski produkt - świeżutkiej jak bułeczki z piekarni marki - korci. Totalne zauroczenie od pierwszego wejrzenia. No, i to, co kocham najbardziej w naszych rodzimych firmach - że można współuczestniczyć w pomyśle :) Wyobrażacie sobie, że piszecie maila do Zary albo Mini Rodini: 'fajny krój tej Waszej koszulki, ale bym wolała trawiasto zieloną, a nie zgniło zieloną, uszyjecie mi?' albo 'superanckie spodnie, tylko brakuje mi kieszonki na pupie, da się to zrobić?' Nie do pomyślenia, prawda? A z polskimi producentami (no, z większością) MOŻNA. I to jest cudowne! Więc nasze kamizelki mają kolorowe suwaki i wykończenia 'na życzenie'. I to jeszcze mogłam sobie wybrać z kilku kolorów :) Więc sami rozumiecie, że jak zobaczyłam na paczce to logo - (po mojemu 'buziolek z kędziorkiem') - rozpakowywałam ją niczym prezent gwiazdkowy. A chłopaki? J.J. nie chciał jej zdjąć nawet wtedy, kiedy temperatura na dworze doszła do 26 stopni. I ciągle chciał chodzić w kapturze. A Niedźwiadek, hmmm, chyba uznał suwak za nowy gryzak, a kaptur - za osłonę przeciwsłoneczną... I wcale, ale to wcale nie przejął się tym, że matka się zapędziła i kupiła rozmiar na roczniaka :)





J.J.:
longsleeve - H&M
kamizelka - korci. 
legginsy - Lindex
trampki - Converse
okularki - Okaidi

Niedźwiadek:
bodziak - Zara
kamizelka - jw
legginsy - jw

P.S. I przypominam, że jesteśmy już/dopiero na FB - o tu. Idzie nowe ;)

czwartek, 27 czerwca 2013

no party after party

Lubię mieć plan. Zazwyczaj oczywiście 'idę na żywioł', ale jedno drugiego nie wyklucza. Z planem czuję się bezpiecznie w obliczu wszelkich potencjalnych kataklizmów, a niemal 30 osób w małym ogródku to kataklizm sam w sobie, prawda? Wszystko było rozpisane. Menu zawisło na korkowej tablicy w kuchni, toppery i inne ozdoby przygotowałam na dwie doby przed godziną zero, sobota była więc cała poświęcona sprawom wielkiej wagi: mąż, mój brat i mój drugi tata (ojczym) dzielnie znosili stoły i ławki i rozstawiali namioty w najbardziej prażącym słońcu, mama i ja uwijałyśmy się w kuchni, skrupulatnie realizując kolejne zadania, a niezastąpiona dziewczyna brata zajmowała się dziećmi. No, bajka! Po południu przyjechali kolejni goście - tata, siostra i brat, więc rąk do pomocy zrobiło się jeszcze więcej. Wieczorem rozwiesiliśmy banery i balony, a kiedy wszyscy poszli spać, zabrałam się za prasowanie obrusów i koszul. Te drugie wylądowały na wieszakach, te pierwsze - na stołach. Rano mieliśmy jeszcze tylko rozłożyć talerze i przygotować koreczki. Taaaaaaaaaaaa...
Zamiast tego naszym oczom ukazał się widok jak z filmu katastroficznego: namioty leżały jeden na drugim, częściowo połamane, banery płynęły w strugach deszczu, obrusy były kompletnie mokre, podobnie jak meble. Właściwie cały ogródek był jedną wielką kałużą, a niebo było czarne od chmur. W pierwszym odruchu... nawrzeszczałam na męża, że tego nie przewidział, w drugim - rozpłakałam się. Na szczęście potem było już tylko lepiej :) Mama z moją 'bratową' zajęły się kuchnią, Zuzia robiła nowy baner, mąż naprawiał namioty i osuszał meble, tato i ojczym dzielnie mnie pocieszali i szykowali śniadanie, a ja prasowałam nowe obrusy, które - jak się później okazało - znacznie lepiej pasowały do całości. Nawet chmury w końcu odpłynęły. W rodzinie siła, ot co! :D

Poniedziałkowy poranek był przy tym niedzielnym bardzo, bardzo spokojny. I dobrze. Wrażeń mam dość na dłuższy czas ;P









pics by Zuzia
 
J.J. ma na sobie:
top-frak - by mama
szorty - Blue Base
kalosze - Zara
sznurówki - pasmenteria
korona - Ploom

Niedźwiadek ma na sobie:
koszula - by babcia (materiał z Ikei)
legginsy - Lindex
korona - Ploom (link wyżej)

Nowości w łóżeczku i obok:
poduszka-niedźwiedź - Ploom (jw)
poduszka "B" - Minimetry
rudy anioł-śpioch z misiem - tu
miś-termofor - sklepik w Dusseldorfie (prezent)
kocyk - dziergany by babcia Zuzi

Nowości w ogródku:
girlanda - by BigMama

A tak sobie odpoczywałam, jak dom opustoszał, a dzieci poszły spać:
 

wtorek, 25 czerwca 2013

Christening

Jestem jeszcze zbyt nieogarnięta, żeby pisać, więc niech tym razem mówią za mnie zdjęcia, mnóstwo zdjęć. Te z kościoła - by szwagier. Pozostałe - by Zuzanna, oczywiście :D


















UZUPEŁNIENIE:
Niedźwiadek miał na sobie: t-shirt z nadrukiem krawata robiony na zamówienie, kaszkiet H&M, szorty Next plus szelki doszyte by mama, mokasyny zaprojektowane i wycięte przeze mnie, a szyte przez teściową na spółkę ze mną. W domu przebraliśmy go w majteczki no name, a na głowie miał chusteczkę w okulary z Fluffy Colours.
J.J. miał na sobie: koszulę i spodnie H&M, krawacik no name, kaszkiet z lokalnego bazarku, półbuty F&F, kalosze Zara.
Moja kropkowa sukienka jest z Cropp'a, a kołnierzyk do niej wydziergała naturalnie Magda. Podobnie jak girlandę, którą widać na kilku zdjęciach. Zobaczycie ją lepiej na 'after party'.

Poranek dnia następnego w kolejnym poście. Dziś tylko mała zapowiedź: