Prawda jest taka, że większość z nas w okresie Świąt wariuje. Sama jestem mega Christmas-freekiem i przyznaję się do tego bez bicia. O ile w ciągu roku jestem z punktu widzenia marketingu wielu firm najgorszym konsumentem - takim, co to czyta etykiety i po sto razy rozważa, czy na pewno czegoś potrzebuje, a nawet jak nie potrzebuje, ale pragnie, to i tak daje sobie ze trzy doby na "przespanie się" z tym, w efekcie czego większości zakupów po prostu NIE DOKONUJĘ - w okolicy Bożego Narodzenia potrafię ten rozsądek zatracić gdzieś między jednym a drugim "OMG" i "WOW" na widok wszystkich tych pięknych ozdób, dodatków, ofert prezentowych, nordyckich wzorków, futerek i innych ubranek dla chłopaków itede, itepe. Bycie blogerką ma tę wadę, że otwiera jeszcze o jakieś milion możliwości więcej i naprawdę trudno się w tym odnaleźć. Poza tym nawet gdybym chciała pójść pod prąd i powiedzieć: w tym roku NICZEGO nie kupujemy, nie będę niczego POLECAĆ, to byłaby jednak hipokryzja. Po pierwsze dlatego, że polecanie różnych rzeczy jest jednym z tych obowiązków, które KAŻDY bloger wypełnia, w mniejszym lub większym stopniu, i mówienie, że nie, zarzekanie się, że nigdy, zwykle kończy się przy pierwszej ofercie współpracy. Może nie? Po drugie - o czym już pisałam - nie jesteśmy mormonami. Żyjemy w konsumpcyjnym świecie, a nasze demokratyczne prawa, w tym prawo wyboru realizujemy w dużej mierze właśnie poprzez zakupy. I naprawdę nie ma w tym nic złego, jeśli robimy to Z GŁOWĄ. I tu po trzecie: często prosicie mnie o polecenia, przy okazji różnego rodzaju świąt, też urodzin, chrztów, czy innych wyjątkowych okazji. Pytacie mnie o to w mailach i prywatnych wiadomościach. Więc polecam. Ale ZAWSZE zakładam, że na tego bloga zaglądają osoby inteligentne, myślące i przede wszystkim z WŁASNYM rozumem oraz świadome WŁASNYCH potrzeb i FAKTYCZNYCH potrzeb swoich dzieci. Przyjmuję więc za oczywiste, że wiecie, jak powstają wszelkie przeglądy prezentów czy stylizacji świątecznych: NIE MAMY wszystkich tych rzeczy, które Wam pokazuję, a nawet jeśli mamy, to pojawiały się u nas niejednokrotnie przez kilka lat, przy różnych okazjach, sprawdziły się i dlatego trafiły na listę. Lista jest DLA WAS i jest większa nie po to, żebyście kupili WSZYSTKO (niby dlaczego miałoby mi na tym zależeć?), ale po to, żebyście mieli WYBÓR.
Pomimo całej mojej szalonej miłości do tych Świąt, staram się bardzo pilnować i nie ulec chwili, nie emocjonalnie, ale właśnie finansowo. Im jestem starsza, tym bardziej przestrzegam zasad i limitów, wyznaczonych mi przez Pana Męża. A im bardziej ich przestrzegam, tym lepiej widzę, że są mi one potrzebne. Oczywiście są to zasady niepisane, umowne, ale dziś w odpowiedzi na Wasze sugestie, ubrałam je w słowa i tak oto powstała kolejna lista:
7 REGUŁ MĄDREGO KUPOWANIA NA ŚWIĘTA



