czwartek, 22 stycznia 2015

be choosy

Pewnie Wam już mówiłam, może nawet pokazywałam to motto, które wisi u nas w salonie. Napisane odręcznie przeze mnie, samymi wielkimi literami, i oprawione przez Pana Męża. HAPPINESS IS AN INSIDE JOB. Otóż to! Szczęście to wewnętrzna robota :) Wypracowujemy je sobie sami. Może zabrzmi to jak patos, ale każdego dnia się o tym przekonuję. 
Otwieram oczy, widzę, że leje i wiem, że cały wczorajszy śnieg się rozpuścił i z sanek znowu nici. Ale zamiast przygnębienia WYBIERAM radość z nowego dnia. Na pewno zrobimy dziś coś równie fajnego jak sanki. A jeśli bardzo brakuje nam białej zimy, możemy zacząć dzień od zaśnieżonych (pudrem) naleśników. WYBIERAM się nie złościć, wybieram nie krzyczeć, wybieram przerwę, gdy czuję, że jest mi potrzebna. WYBIERAM sto osiemdziesiąte czwarte przypomnienie samej sobie, że kocham ich bardziej niż wczoraj, nawet jeśli także bardziej działają mi na nerwy. WYBIERAM w każdej chwili, że nie ma dostatecznie ważnego powodu, żebym nie była szczęśliwa. Oczywiście mam prawo być smutna, zdenerwowana, rozdrażniona, zmęczona, zniecierpliwiona i wszystko to wyrażać, ale jednocześnie żadna z tych emocji nie burzy mojego szczęścia, bo ono nie jest przecież domkiem z kart. 
WYBIERAM dobre myśli, pozytywne uczucia, lepszą perspektywę, czasami dystans, bycie miłym dla innych, uśmiech, ważne od mniej ważnego. Na początku drogi, dawno temu, wydawało mi się to trudne, nawet nieosiągalne. Teraz nie różni się prawie wcale od wyboru spodni, które założę, kremu czy zapachu. Bo kiedy wiemy, co nam się podoba, wiemy, czego chcemy, automatycznie wiemy też, co WYBRAĆ. 
Nasze emocje i myśli są przecież ważniejsze niż ciuch czy książka, prawda?
Więc śmiało - bądźcie wybiórczy!

P.S. To miał być post typowo "rzeczowy", bo chciałam Wam pokazać kilka moich ulubioności, ale znowu mnie poniosło. Za to na zdjęciach znajdziecie wszystko to, o czym miałam pisać, więc jak macie jakieś pytania, odnośnie produktów, to walcie śmiało i nie bójcie się zignorować powyższego tekstu motywacyjnego ;) :*


 




Na zdjęciach widzicie:
* moje jesienno/zimowe odkrycie, czyli cudne skarpetki Soxo z Rossmanna (mam już 4 pary i mogłabym jeszcze raz tyle)
* 3 pary spodni, którym nie mogłam się oprzeć, od góry: H&M, New Look, H&M
* mój plan książkowy, którego realizacja (realnie rzecz biorąc) potrwa pewnie do kwietnia
* best of kobiety, która się nie maluje, uwielbia cytrusowe zapachy i ma skórę sezonowo atopową, czyli moje ukochane perfumy DKNY Be delicious, spraye do ciała Avon jabłko i fiołek, żel pod oczy z aloesem (chyba już niedostępny) Avon - najgenialniejszy po nieprzespanej nocy, więc idealny dla matek ;), żel antybakteryjny do rąk z Rossmanna (mam zawsze w torebce, zwłaszcza na spacerach i wypadach na miasto z chłopakami), kuracja do paznokci Miss Sporty i wybielacz Inglot, którego używam zamiast lakieru - świetny duet, by mieć zadbane, naturalne paznokcie, tusz do rzęs Ives Rocher w kolorze czekolady (kto zgadnie, czemu go lubię? ;)) oraz kremy Mixa do zadań specjalnych, zwłaszcza zaczerwienionej i podrażnionej skóry (czyli u mnie na co dzień).

6 komentarzy:

  1. Mierzyłam sukienkę w deseniu Twoich trzecich spodni ale nie było rozmiaru - buuuu. Piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastyczne są te wzory. Ja zwariowałam. Ale ponieważ mam same białe i szare t--shirty uznałam, że wolno mi szaleć z dołami :D

      Usuń
  2. Ja się cały czas uczę takiego podejścia do życia o jakim piszesz. Bywa, że idzie mi całkiem nieźle, bywa, że gorzej ale cały czas mam z tyłu głowy, żeby nie marnować energii i czasu na biadolenie. "Raj..." czytałam ale furory u mnie nie zrobiła ta książka, za to "Kwietniową czarownicę" przeczytałam jednym niemal tchem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja się tego z dekadę uczyłam :)))
      Lubię książki o malarzach, tak generalnie. Ale fakt - początek "Raju..." nie zachwyca :/

      Usuń
  3. JA wstaje rano.....zawsze z dobrym nastawieniem ale czasem są dni że byle pierdoła rozwala mi cały system na łopatki....echhhh....ostatnio nawet miałam taki dzień że chciałam zniknąć z wirtualnej przestrzeni....żadnego bloga, fb, insta i szycia....ale mi przeszło:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie dni to ma chyba każda z nas.
      Ja mówię chłopakom, że zamieniam się w smoka, jak w tek książce "Filip i mama, która zapomniała". J. od razu czai :P

      Usuń

Dziękuję za Wasze opinie :)